Brutalne rozstanie Muska z Trumpem i jego skutki. Melodramat w pięciu aktach

Zamiast cichego rozwodu jest wojna totalna, w której właśnie zaczęło się publiczne pranie brudów. Najbogatszy człowiek świata zapewne straci na tym miliony, może miliardy. Ale koniec końców ten spór może kosztować jeszcze więcej prezydenta USA.
Czyta się kilka minut
Spotkanie Elona Muska i Donalda Trumpa z dziennikarzami w Białym Domu. Waszyngton, 30 maja 2025 r. // Fot. Kevin Dietsch / Getty Images
Spotkanie Elona Muska i Donalda Trumpa z dziennikarzami w Białym Domu. Waszyngton, 30 maja 2025 r. // Fot. Kevin Dietsch / Getty Images

Na początku nic nie sugerowało, że tak to się potoczy. Choć na pożegnalnej konferencji prasowej w Białym Domu Elon Musk pojawił się z podbitym okiem, tłumaczył, że podczas zabawy uderzył go synek. I wyglądało na to, że jego rozstanie z Donaldem Trumpem odbędzie się „za porozumieniem stron”.

Jednak minęło kilka dni i można odnieść wrażenie, że zamiast cichego rozwodu jest wojna totalna, w której właśnie zaczęło się publiczne pranie brudów. Najbogatszy człowiek świata zapewne straci na tym miliony, może miliardy. Ale koniec końców ten spór może kosztować jeszcze więcej amerykańskiego prezydenta.

Akt pierwszy: Musk atakuje ustawę Trumpa

Poszło o projekt tzw. wielkiej pięknej ustawy (Big Beautiful Bill) – tak Trump nazwał, w swoim stylu, pakiet legislacyjny, który obecnie znajduje się w Senacie i zawiera kluczowe punkty jego programu, od cięć podatkowych po zaostrzenie polityki imigracyjnej.

Musk od pewnego już czasu twierdził, że to „skandaliczne monstrum, upchane świńskim politycznym sadłem”. Krytykując je, cytował m.in. szacunki niezależnego Biura Budżetowego Kongresu USA, z których ma wynikać, że ustawa ta doprowadzi do zwiększenia deficytu budżetowego o 2,4 biliona dolarów do 2034 r.

To zaś, jak twierdził Musk, stoi w sprzeczności z deklaracjami Trumpa, że deficytu zwiększać nie chce. Miliarder zapowiedział więc , że w przyszłorocznej kampanii do Kongresu – jesienią 2026 r. odbędą się tzw. wybory półmetkowe (mające miejsce w połowie kadencji danego prezydenta), w których wybierana jest cała Izba Reprezentantów oraz jedna trzecia Senatu. Musk grozi, że będzie atakował tych Republikanów, którzy popierali „wielką piękną ustawę” i sugeruje, że może sfinansować wymierzoną w nich kampanię.

Akt drugi: Trump kpi z podbitego oka Muska

W czwartek Donald Trump odpowiedział na zarzuty Muska. Choć jeszcze niedawno zachwycał się swoim „Elonem” i jego geniuszem oraz zapewniał o ich przyjaźni, teraz, podczas konferencji w Gabinecie Owalnym – w obecności kanclerza Niemiec Friedricha Merza, który akurat przybył z wizytą do Trumpa – amerykański prezydent perorował, że Musk jest niewdzięcznym egoistą.

Mówił też, że Musk wiele mu zawdzięcza, a ustawie tej sprzeciwia się wyłącznie dlatego, że nie przyniesie ona korzyści jego produkującej elektryczne samochody Tesli. Można było odnieść wrażenie, że kanclerz Merz ma z tej sytuacji pewną uciechę.

Trump kpił też z lima pod okiem Muska i stwierdził, że miliarder – podobnie jak wiele innych osób, które musiały opuścić Biały Dom – ma obsesję na jego punkcie. 

Akt trzeci: dalsza wymiana uprzejmości

Na to Elonowi Muskowi najwyraźniej puściły nerwy. W serii wpisów na swojej platformie X oskarżył prezydenta o kłamstwa i stwierdził, że Trump zawdzięcza mu zdobycie Białego Domu, że bez jego pieniędzy nie wygrałby wyborów.

Musk podbił również na X post, którego autor wzywał do impeachmentu prezydenta oraz sugerował, że nadszedł czas na założenie nowej partii.

W odpowiedzi Trump zagroził Muskowi odcięciem od wielomiliardowych rządowych kontraktów i zniesieniem ulg podatkowych dla jego firm. Prezydent stwierdził też, że zwolnił Muska z roli swego specjalnego doradcy, bo „zaczął się robić męczący”.

Akt czwarty: Musk wyciąga „teczkę Epsteina”

Na tym jednak nie koniec. W najgorętszym (jak dotąd; jest piątek po południu czasu polskiego i ciągi dalsze zapewne jeszcze będą) momencie tej awantury Musk napisał na X, że powodem, dla którego administracja Trumpa nie ujawniła wszystkich akt związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina – milionera, który został skazany za handel młodymi dziewczynami i organizowanie orgii z ich udziałem dla bogaczy, a kilka lat temu miał popełnić w więzieniu samobójstwo – jest fakt, iż zawierają one obciążające prezydenta informacje.

Musk pominął przy tym fakt, że sam został sfotografowany na jednym z przyjęć zorganizowanych przez byłą partnerkę Epsteina, także skazaną (za udział w organizowaniu jego przestępczej działalności związanej z handlem seksualnym nieletnimi).

W pewnym momencie w tę publiczną wymianę ciosów wtrąciła się Ashley St. Clair – prawicowa publicystka, która ma z Muskiem dziecko i pozwała go o (wyższe) alimenty. „Hej @realDonaldTrump, daj znać, jeśli potrzebujesz rady, jak przejść przez rozstanie” – napisała na X.

Swoje trzy grosze dorzucił też szef polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski, który w marcu w mediach społecznościowych został przez Muska nazwany „małym człowieczkiem”, teraz napisał na X, oznaczając Muska: „Widzisz, wielki człowieku, polityka jest trudniejsza, niż myślałeś”.

Akt piąty: czekając na konsekwencje

Tak z wielkim hukiem kończy się sojusz dwóch kapryśnych bogaczy i narcyzów.

Choć obaj wielokrotnie powtarzali, że łączy ich wspólny cel „uczynienia Ameryki znowu wielką”, to raczej nigdy nie ulegało wątpliwości, że ta relacja była dla nich obu opłacalna. Musk wpompował w kampanię prezydencką ponad 275 mln dolarów i zmienił platformę X w tubę propagandową, pomagając Trumpowi zdobyć Biały Dom

Ale nie zrobił tego altruistycznie. Ta inwestycja miała mu się zwrócić. Dziennik „Washington Post” wylicza, że od początku prezydentury Trumpa firmy Muska dostały 38 mld dolarów w formie kontraktów, pożyczek, dotacji i ulg podatkowych. A to miał być zaledwie początek, bo tylko firma SpaceX, współpracująca m.in. z NASA, ubiega się o kontrakty warte 68 mld dolarów.

Co może stracić amerykański prezydent? Musk zapewne zrobi teraz wszystko, by utopić Big Beautiful Bill, o którym sam Trump mówił, że chciałby, aby była to spuścizna jest prezydentury.

Jednak nie tylko to jest stawką. Wcześniej najbogatszy człowiek świata obiecał, że przekaże 100 mln dolarów organizacjom kontrolowanym przez zespół prezydencki na kampanię wyborczą w 2026 r. Po tym, co się teraz stało, wątpliwe, by to zrobił.

Do tego Musk jest właścicielem platformy X, a Trump przekonał się już, jak można za jej pośrednictwem wpływać na opinię publiczną, gdy hejtowano tam Joego Bidena i Kamalę Harris. Musk już zatweetował, że prezydent ma najwyżej 3,5 roku przed sobą (w domyśle: w polityce), a on „będzie w okolicy” przez kilka dekad.

Ciąg dalszy (na pewno) nastąpi

W wywiadzie dla CNN w piątek rano prezydent stwierdził, że „nawet o Elonie nie myśli”, ale wątpliwe, aby tak było, bo już kilka godzin później w rozmowie z portalem Politico przekonywał, że sondaże poparcia dla niego „są niebotyczne, najwyższe w historii”, ale w jego relacji z Muskiem „wszystko idzie świetnie, nigdy nie było lepiej”.

Wedle amerykańskich mediów doradcy prezydenta przekonują go teraz, by odpuścił w sporze z Muskiem i skupił się na zdobyciu poparcia w Kongresie dla swojej „wielkiej pięknej ustawy”.

Jednocześnie Biały Dom ma się już przygotowywać na możliwy długotrwały konflikt z miliarderem, w którym sprzymierzeńcy obu stron – z branży technologicznej i świata polityki – będą musieli wybrać, po czyjej stronie stanąć.

Amerykańska Dolina Krzemowa przed wyborami w 2024 r. stanęła po stronie Trumpa i pomogła mu, podobnie jak Musk, wygrać. Zapewne, tak jak Musk, liczyła na wpływy i lukratywne kontrakty. Obserwując rozwód z Muskiem, może nabierać jednak dziś poważne wątpliwości – i zastanawiać się, którą stronę teraz wybrać. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Zderzenie narcyzów