Reklama

Rohinga, czyli kobieta

Rohinga, czyli kobieta

07.03.2019
Czyta się kilka minut
„Tygodnik” prowadzi akcję pomocy dla muzułmańskich uchodźców z Birmy, przebywających w obozach w Bangladeszu. Dziś chcemy szczególnie pamiętać o wygnanych ze swojej ojczyzny kobietach.
Fot. Marek Rabij
Fot. Marek Rabij
K

Kobiety to kwoki. Wszędzie wychowają pisklęta, liczy się tylko to, że mają przy sobie je wszystkie. Mężczyźni mają skłonność do rozpamiętywania strat. Dlatego wolniej adaptują się do nowego. A życie trzeba tu ułożyć od nowa, i to z tego, co Bóg dał, a nie z tego, czego by się chciało – tłumaczyła mi w obozie Kutupalong 20-letnia Jasmin Akter, oczekująca narodzin pierwszego dziecka.

„Tygodnik Powszechny” razem z fundacją Dobra Fabryka Szymona Hołowni prowadzi akcję pomocy humanitarnej dla muzułmańskich uchodźców z Birmy przebywających w obozach w Bangladeszu. Kolejny raz ośmielamy się poprosić Państwa o wsparcie dla nich – tym razem w związku z Międzynarodowym Dniem Kobiet.

230 960 – tyle pełnoletnich Rohinek mieszka dziś w obozach przy granicy bangladesko-birmańskiej, wychowując 244 262 dziewczynki. W zeszłym roku rohińskie matki urodziły blisko 47 tys. dzieci. Niemal 60 tys. nastolatek już wkrótce znajdzie tu męża i zapewne szybko zajdzie w ciążę. Rzesza bezpaństwowców, uwięzionych kilka kilometrów od granicy ich starej ojczyzny, w obozach, które oficjalnie mają im zapewnić tymczasowy dach nad głową, a będą pewnie domem na dekady, zapewne wzrośnie. Jeśli potwierdzą się prognozy ONZ, już za czternaście lat przekroczy dwa miliony.

Rohingowie są muzułmanami. Daleko im do radykalizmu współwyznawców z Afganistanu czy Arabii Saudyjskiej, ale w sferze obyczajowej to społeczność konserwatywna, tradycyjnie postrzegająca rolę kobiety w rodzinie, gdzie ma się zajmować domem i dziećmi. Głowy rodzin, czyli mężczyźni, w Birmie zajmowali się uprawą roli, która stanowiła podstawę bytu tej społeczności. W obozach w Bangladeszu desperacko próbują zachować ten status, w gruncie rzeczy nic jednak od nich nie zależy. To kobiety prowadzą dziś domy, zarządzają zapasami żywności dystrybuowanej przez organizacje humanitarne, oszczędzają pieniądze, które czasem udaje się zarobić mężczyznom w pracach na rzecz obozu. W wielu domach nie ma dziś zresztą żadnego mężczyzny, ani nawet nastolatka. „Operacja antyterrorystyczna”, którą jesienią 2017 r. władze Birmy przeprowadziły przeciwko Rohingom, kosztowała życie co najmniej 25 tys. osób, głównie mężczyzn, na których polowało wojsko.


Więcej o tragedii Rohinga w specjalnym serwisie "TP" - efekcie współfinansowanej przez Czytelników podróży reporterskiej Marka Rabija


W obozach wysłuchałem relacji setek kobiet, które układają się w opowieść nie tylko o bólu, strachu, stracie i poniżeniu, ale także – jeśli nie przede wszystkim – o odpowiedzialności i miłości.

Momtaz Begum ze wsi Tula Toli zdołała doprowadzić do Bangladeszu ostatnie żyjące dziecko mając uszkodzone łono i niemal 40 proc. ciała pokrytego poparzeniami drugiego i trzeciego stopnia. Ostatnim wysiłkiem woli udało się jej zbiec z płonącego domu, w którym żołnierze najpierw dopuścili się na niej wielokrotnego gwałtu, a potem pocięli jej ciało nożami. Kilka godzin wcześniej mąż Momtaz i jej trzej synowie zginęli z rąk żołnierzy.

Rahina Katum, 54-latka z Kiewdongi Para, we wrześniu 2017 r. straciła córkę: zabiła ją zbłąkana kula, gdy razem uciekały z zaatakowanej wsi. Rahina podniosła z ziemi kilkumiesięczną wnuczkę, starła jej z buzi krew matki i ruszyła ku granicy. Wszechmogący o niej nie zapomniał i po kilku dniach przywrócił 54-letniej kobiecie laktację.

Shamshunnahar w obozie Kutupalong urodziła wiosną ub. roku swoje pierwsze dziecko, a wraz z ponad 50-letnim, schorowanym mężem wychowuje piątkę dzieci z jego pierwszego małżeństwa. Stara się być dobrą matką dla całej szóstki, ale przyznaje, że to zadanie ją przerasta, gdy wracają wspomnienia z jesieni 2017 r. – Wrzasnę lub dam po łbie, a potem widzę strach w tych małych oczkach i chce mi się ryczeć, bo przecież one przeżyły to samo co my, tylko mniej z tego potrafią zrozumieć. Nie chcę być taką matką, ale boję się, że inną już nie będę. Przestałam ufać ludziom i nie nauczę już tego dzieci.

Poraniona nożem Hasina, której żołnierze wrzucili do ognia niespełna miesięcznego synka, obiecała sobie, że dotrze do Bangladeszu tylko po to, by świat usłyszał o tym, co spotkało jej dziecko. – Nazywał się Muhammad Irukhan. Miał 28 dni. Zapamiętaj, proszę i przekaż swoim. Muhammad Irukhan.

Senuwara Begum, osiemnastolatka zgwałcona przez żołnierzy, już w Bangladeszu urodziła dziecko któregoś z oprawców. Lekarze organizacji humanitarnej proponowali jej pigułkę wczesnoporonną. Odmówiła. – To także dziecko Boże.

W niemal każdej z ponad dwustu tysięcy rohińskich rodzin w obozach w Bangladeszu można usłyszeć podobne opowieści. Na traumę doświadczeń sprzed roku nakładają się jednak problemy codzienne: niedożywienie, dziurawe dachy chat, choroby, które normalnie nie stanowiłyby zagrożenia, ale w fatalnych warunkach sanitarnych, jakie panują w obozach, mogą nawet zabić. 

Z upiorami przeszłości Rohinki muszą poradzić sobie same. W uporaniu się z resztą możemy im pomóc.

Pieniądze dla uchodźców w obozach w Bangladeszu mogą Państwo przekazać na stronie fundacji Dobra Fabryka.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]