Rząd finalizuje prace nad reformą szpitalnictwa przygotowaną przez ministrę zdrowia Izabelę Leszczynę. W najbliższych dniach trafi do Sejmu projekt ustawy, która ma ułatwić szpitalom, głównie powiatowym, łączenie się, a także ograniczanie tradycyjnej działalności szpitalnej na rzecz opieki ambulatoryjnej. Leczenie szpitalne jest bardzo drogie, badania czy zabiegi wykonane bez hospitalizacji kosztują ułamek kwot, jakie NFZ płaci szpitalom.
Ministerstwo przedstawia pomysł niemal jak oliwę, która – rozlana na wzburzone fale systemu ochrony zdrowia – uspokoi sztorm. Jednak wszelkie znaki wskazują, że rząd nie ma przed sobą wzburzonych fal, ale szalejące morze ognia. Zastosowanie oliwy może przynieść efekt przeciwny do zamierzonego. Rząd chciałby, żeby reforma przyniosła widoczne efekty, co jest możliwe tak naprawdę wtedy, gdy w znaczący sposób zostanie zredukowana liczba oddziałów szpitalnych.
Likwidacja szpitali nie wchodzi w rachubę, ale jednocześnie rząd planuje zastosować miękkie narzędzia: zmiany mają być wprowadzane oddolnie, a te samorządy, które się na nie zdecydują, będą mogły liczyć na finansowe wsparcie (przede wszystkim z pieniędzy europejskich, z Krajowego Planu Odbudowy). Samorządy i dyrektorzy szpitali finansowe wsparcie przyjęliby z ogromnym entuzjazmem, natomiast co do planów samoograniczania działalności szpitalnej mają mieszane uczucia.
„Czeka nas żmudna praca. Nie ma żadnego powodu, żeby każdy szpital powiatowy bił się o maksymalną liczbę procedur. Musimy zbudować rozsądną strukturę sieci placówek i sieci procedur” – zapowiadał w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk. Premier nie musi znać się na wszystkim. Fakt, że wiele szpitali powiatowych rzeczywiście walczy w tej chwili o umowy na specjalistyczne, dobrze wyceniane procedury, jest tylko częścią problemu. Najbardziej rozpalający wyobraźnię i społeczne emocje temat – likwidacja części oddziałów ginekologiczno-położniczych – wcale nie dotyczy przecież wynikającego z ambicji i finansowej kalkulacji rozszerzania oferty szpitala, ale jego podstawowego profilu działalności. Bitwa o porodówki jest polityczną pułapką, w której rząd będzie mieć naprzeciw siebie opinię publiczną, partię Razem (która oficjalnie przeszła do opozycji) oraz PiS. Za którego rządów, po cichu, zamknęło się blisko 70 oddziałów położniczych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















