Putin zawsze robi to samo. Dlaczego to wciąż działa?

Czasami najskuteczniejszą metodą wywodzenia w pole jest mówienie wprost, co się zamierza zrobić. Wie o tym rosyjski dyktator, jak wiedział pewien złodziejaszek z Chomiczówki.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Pewien mój dawny znajomy, wytrawny łobuz z Chomiczówki, uczestnik licznych podwórkowych incydentów, od najmłodszych lat zmuszany przez życie do daleko idącej samodzielności, wynalazł niezwykle skuteczną metodę okradania osiedlowych sklepów. Nie chodziło, zaznaczam, o jakieś wielkie włamy, lecz o przywłaszczanie chipsów, oranżady, papierosów albo gumy do żucia – w biały dzień, w obecności i przytomności sprzedawczyń. 

Działo się to w pierwszej połowie lat 90., w osiedlowych spożywczakach nie instalowano jeszcze kamer, powodzenie bądź fiasko tych złodziejskich przedsięwzięć – bo też, nie oszukujmy się, niezależnie od skali czy „niskiej szkodliwości społecznej”, było to pełnokrwiste złodziejstwo – zależało wyłącznie od indywidualnej inwencji. Parający się tym procederem amatorzy kradzionych smakołyków prześcigali się więc w pomysłowości. Upychali je w obszernych kieszeniach modnych wówczas kurtek typu flyers, opracowywali strategie odwracania uwagi, ćwiczyli się w bezdźwięcznym, a błyskawicznym zdejmowaniu przedmiotów z półek na czas.

Jednym udawało się to lepiej, innym gorzej. Jedni wychodzili ze sklepu z uśmiechem i szczodrze dzielili się z mniej odważnymi albo bardziej etycznymi kolegami, inni znowu bywali z tych sklepów wyprowadzani za kołnierz. Nikt jednak nie mógł dorównać mojemu dawnemu koledze – nazwijmy go R. – bowiem stosowana przez niego technika była efektywna wprost proporcjonalnie do swojej oryginalności.

Tajemnica jego sukcesów opierała się wyłącznie, by tak rzec, na psychologii. R. mianowicie krążył długo pomiędzy regałami, wybierał rzeczy, na które miał akurat ochotę, a następnie, chełpliwie je eksponując, mijał kasę i mówił głośno do siedzącej za nią pani: „Kradnę oranżadę, dwie paczki chipsów, dwie paczki marlboro i trzy jabłkowe hubby-bubby (albo też, odpowiednio, jakiś inny zestaw – przyp. TS)”. Kasjerka na to uśmiechała się z politowaniem, względnie stukała w czoło, była bowiem przekonana, że R. sobie z niej żartuje. I że zapłacił za wszystko przy innej kasie albo przy stoisku z alkoholem w głębi sklepu.

Niezawodny to był sposób, ale – jak zwykle – do czasu. Pewny swego wirtuoz stawał się w tych performansach coraz bardziej zapamiętały. Obserwować go w akcji przychodziły coraz większe grupy kolegów. Liczba wynoszonych towarów systematycznie rosła, podobnie bezczelność, z jaką obwieszczał kasjerkom, co właśnie robi bądź zrobić zamierza. Nie wiem, czy w końcu sklepowe przeprowadziły porządny remanent i połączyły kropki, czy też może ktoś im uświadomił, co tu się kilka razy w tygodniu wyczynia. 

W każdym razie obeszły się z R. – w sumie – dość delikatnie. Zamiast skargi do szkoły albo i dzielnicowego, po prostu ochrzaniły go któregoś dnia przy kumplach, a także obłożyły dożywotnim zakazem wstępu „na sklep”. Przyznają Państwo: nie była to dotkliwa kara. Przynajmniej – sama w sobie. Wieść się bowiem szybko poniosła po osiedlu, i tak R., co go chyba najbardziej zabolało, stracił naraz pozycję błyskotliwego złodziejskiego geniusza.

Oczywiście, R. niczego tak naprawdę nie wynalazł. Dostrzegł jedynie banalnie prosty trybik w ludzkiej aparaturze poznawczej. Po prostu czasami najskuteczniejszą metodą wywodzenia w pole jest otwarte mówienie, co się za chwilę zamierza zrobić. Kawa na ławę, prosto w oczy, bez najmniejszego nawet cienia wstydu czy żenady.

Wiedział o tym R., wie o tym także Władimir Władimirowicz Putin. Ktokolwiek miałby co do tego wątpliwości, niech przeanalizuje raz jeszcze nie tylko stanowisko wygłoszone po spotkaniu na Alasce, ale i rozmaite inne wypowiedzi rosyjskiego dyktatora z ostatnich kilkunastu lat. Od słynnej „mowy z Monachium” z 2007 r. poczynając. Wszystko tam jest, otwartym tekstem, bez żadnej mimikry.

Wielobiegunowy versus jednobiegunowy świat. Prowokujący niewinną Rosję „kolektywny Zachód”, ze swoją drażniącą szpicą, Sojuszem Północnoatlantyckim. „Pierwotne przyczyny” inwazji na Ukrainę w postaci gotowości „kolektywnego Zachodu” do włączenia Ukrainy w swoją strefę wpływów. Niezmienny od lat zamiar całkowitego zdławienia ukraińskich aspiracji do wyjścia poza ruski mir. Rozwiązania siłowe w razie niepodporządkowania się. Zero kompromisów i ustępstw.

Doprawdy, przyglądając się temu, co mówi i robi Putin oraz jak na to reagują zachodni politycy, mam rosnące wrażenie, jakbym – naturalnie w innej zupełnie skali, z innymi zgoła stawkami – przeniósł się znowu do lat 90. i obserwował w akcji tego mojego kolegę. Putin – tak jak R. – wykłada wszystko na stół. Obwieszcza, co zamierza, a następnie to realizuje. Za nic ma sankcje i pogróżki. 

Zachodni politycy zaś, a zwłaszcza Trump, jakby ciągle mu nie dowierzają. Jakby ciągle liczą, że nagle coś się zmieni, że on się przestraszy, pójdzie po rozum do głowy, rozmyśli albo pokaja. Tymczasem – nic podobnego, wciąż od nowa znana już śpiewka, wciąż od nowa znana już opowieść.

Owszem, to się prędzej czy później musi skończyć, bo zawsze się prędzej czy później kończy. Pytanie brzmi tylko: ile on jeszcze z tego sklepu wyniesie, zanim wreszcie wyniosą jego? I czy waszyngtońskie spotkanie z udziałem europejskich liderów to może być zwrot akcji w taką właśnie stronę?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Najskuteczniejsza metoda (do czasu)