Płaczące ze szczęścia tłumy na ulicach Pjongjangu, uśmiechnięte dzieci wymachujące plastikowymi kwiatkami, defilada wojskowa, uroczysty koncert ku czci „najdroższego przyjaciela narodu koreańskiego”, obdarowywanie się prezentami – takie obrazki z wizyty Władimira Putina w Korei Północnej wypełniły po brzegi oficjalne rosyjskie media. Serdeczne uściski dłoni, toasty i pocałunki przywódców podkreślały atmosferę wzajemnego zrozumienia.
Na powitanie północnokoreański przywódca Kim Dzong Un zapewnił drogiego gościa o pełnym poparciu jego kraju dla „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie, mającej na celu „obronę suwerenności i interesów bezpieczeństwa”. I wyraził uznanie dla całej rosyjskiej polityki zagranicznej prowadzonej w celu „utrzymania strategicznej stabilności i równowagi w świecie”. Putin zrewanżował się wyrazami wdzięczności za poparcie polityki Rosji „na kierunku ukraińskim”, zwłaszcza w kontekście „narzucanej przez dekady hegemonistycznej, imperialistycznej polityki USA i ich satelitów”. W przekładzie na język realiów deklaracje te oznaczają podtrzymanie dotychczasowego kursu Pjongjangu na zbliżenie z Moskwą i pokazanie figi Zachodowi przez obu partnerów.
Kilka miesięcy temu podczas wizyty ministra obrony Rosji w Pjongjangu doszło już do wstępnych ustaleń w kwestii rozszerzenia współpracy, w tym w sferze wojskowej (zakup koreańskiej broni przez Rosję). Potem Putin pojechał do Pekinu – być może plany kooperacji z Koreą były jednym z tematów rozmów z Xi Jinpingiem. Starszym partnerem rozdającym karty w regionie pozostaje ChRL: to Pekin nadal ma monopol na wpływy w Pjongjangu. Bez akceptacji Chin ani Kim Dzong Un, ani Putin nie odważyliby się na daleko idące zmiany mogące ten monopol podważyć.
Niemniej pewne zmiany w dotychczasowym rozkładzie sił wnosi podpisany podczas wizyty traktat o wszechstronnym partnerstwie strategicznym pomiędzy Federacją Rosyjską i KRL-D. Strona koreańska opublikowała nazajutrz po podpisaniu treść dokumentu. W komunikacie podkreślono, że umowa ma „charakter wyłącznie pokojowy i obronny”. Dwa kluczowe punkty – art. 3 i 4 – dotyczą udzielenia wzajemnej pomocy, w tym wojskowej, w razie bezpośredniego zagrożenia agresją lub w przypadku samej agresji. Sformułowania są rozmyte, niekonkretne, pozostawiają pole do interpretacji. Niejasne jest na przykład, czy zapisana w umowie pomoc wojskowa może oznaczać przysłanie na front ukraiński koreańskich żołnierzy czy może tylko kolejnej partii pocisków, których brakuje rosyjskiej armii. W oficjalnych komunikatach próżno też szukać potwierdzenia, że w zamian za bratnią koreańską pomoc na polu boju Rosja zrewanżuje się przekazaniem reżimowi w Pjongjangu wysokich technologii, służących do produkcji broni jądrowej. A takie obawy pojawiały się w publikacjach zachodnich ekspertów.
Victor Cha z amerykańskiego ośrodka analitycznego CSIS sugeruje, że Moskwa zaoferuje wiecznie głodnej Korei dostawy żywności w zamian za niezbędne na ukraińskim froncie arsenały. Zauważa też niebezpieczeństwo płynące z atomowych ambicji Pjongjangu – to nie tylko zagrożenie dla terytorium Stanów Zjednoczonych (w razie możliwości odpalania północnokoreańskich rakiet z głowicami jądrowymi np. z okrętów podwodnych), ale także przymiarka do demontażu całego systemu nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Amerykański ekspert i w tym aspekcie dostrzega decydującą rolę Chin: „Jeżeli Putin faktycznie zdecydowałby się na pomoc w pracach nad bronią jądrową Kima, to wywoła to odpowiedź USA w postaci wzmocnienia obecności wojskowej w sąsiedztwie ChRL. A to grozi efektem domina w regionie, poczynając od Korei Południowej. Chiny są nadal kołem ratunkowym dla Korei Północnej, a mogą przyłączyć się do sankcji”. Jak widać – wszystkie elementy azjatyckiej układanki, również te ostre zagrania Putina, mają swoje ograniczenia.
*
Na obudowaną pompatycznymi zachwytami rosyjskiej i północnokoreańskiej propagandy wizytę można popatrzeć też z innej strony. Putin puścił się wehikułem czasu w pogoń za własnym ogonem. Dokumentalista Witalij Manski wspomina, że podczas poprzedniej wizyty Putina w Korei Północnej w 2000 r. członkowie rosyjskiej delegacji, w tym sam Putin, patrzyli na miejscowe realia z ironią i dystansem. „Teraz po tamtym sarkazmie nie ma śladu. Co więcej: nasz wielki prezydent Władimir Putin uśmiecha się pokornie i przymilnie zagląda w oczy Kim Dzong Una. (…) Myślałem, że to niemożliwe, aby Rosja stała się Koreą Północną, to zbyt okrutny eksperyment nad społeczeństwem. Ale dziś widzę, że Rosja zrobiła krok, może nawet dwa w tym kierunku. (…) Odnoszę wrażenie, że Putin znalazł się w środku filmu »Triumf woli« Leni Riefenstahl i przemierza razem z Hitlerem piękne filmowe przestrzenie”. Stylistyka masowych imprez w Korei Północnej ma wiele wspólnego z przedstawianymi w filmie Riefenstahl nazistowskimi defiladami – ten sam mechanizm mielenia jednostek, wplatania ludzkich ciał i dusz w wielki kołowrót chwały reżimu. Czy to drożdże dla coraz bardziej bezwzględnej dyktatury Putina, która pragnie rzucić na kolana Ukrainę i wspierający ją Zachód?
Na koniec jeszcze jedno nawiązanie do tamtej wizyty sprzed lat. Wtedy Putin pojechał do północnokoreańskiego dyktatora jako przedstawiciel nowej Rosji i całego cywilizowanego świata z misją. Chodziło o to, by namówić ówczesnego przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Ila do opamiętania się i zaniechania wojskowego programu nuklearnego. Po rozmowach Putin ogłosił, że uzyskał zapewnienie o odstąpieniu od prac nad tym programem. Wkrótce jednak miało się okazać, że Kim wsadził rosyjskiego partnera na minę: wszystkiego się wyparł i powiedział, że być może tłumacz się pomylił, o żadnym zamiarze zwinięcia programu nie ma mowy. Moskwa następnie zachowywała chłodny dystans do reżimu Kimów, nawet więcej niż chłodny: w 2006 r. potępiła próby z rakietą balistyczną, trzy lata później po kolejnej próbie atomowej KRL-D przyłączyła się do międzynarodowych sankcji.
A teraz w umowie o strategicznym partnerstwie obie strony zapewniają się o wzajemnej pomocy w zwalczaniu skutków międzynarodowych sankcji i wspólnym obchodzeniu ograniczeń. Putin oświadczył, że wprowadzone przed laty sankcje wobec Pjongjangu „są przestarzałe” i zapewnił o dołożeniu starań w celu ich zniesienia. Czy to świadectwo wzmocnienia pozycji Rosji, czy raczej degradacji? Obaj dyktatorzy lubią wnieść zamęt, podkręcić atmosferę, postraszyć, zastraszyć, zmieszać szyki wroga, a sobie nawzajem nakadzić gęstym dymem fałszywego uwielbienia, aby nic nie było widać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















