Tatiana Bakalczuk to najbogatsza kobieta Rosji – od wielu lat plasuje się wysoko na listach ludzi biznesu obracających miliardami. Należąca do niej firma Wildberries to największy marketplace w Rosji, nazywany „rosyjskim Amazonem”. Firma nic nie produkuje, zajmuje się pośrednictwem handlowym – sprzedaje rosyjskim i białoruskim klientom przez internet modne fatałaszki, kosmetyki, obuwie, gadżety sprowadzane z całego świata. Roczne obroty wynoszą około 6 mld dolarów. Do Tatiany należy 99 proc. firmy, do jej męża Władisława Bakalczuka – 1 proc. (choć, jak mówią nieoficjalne źródła, Wildberries mogła wystartować dzięki pieniądzom Władisława, który na początku XXI w. prowadził własną firmę Utech).
W kwietniu Tatiana opuściła męża, a w lipcu wystąpiła o rozwód. Wiadomości o rozpadzie małżeństwa Bakalczuków pojawiły się w tym samym czasie, co komunikaty o planowanej fuzji Wildberries i Russ – największej rosyjskiej firmy zajmującej się reklamą zewnętrzną. Władisław poczuł pismo nosem i rzucił się w obronie wielkiej fortuny, która wraz z usamodzielniającą się małżonką zaczęła mu się wymykać z rąk. Zapowiedział, że w procesie rozwodowym będzie się domagał co najmniej 49-procentowych udziałów.
Poszedł na skargę do Ramzana Kadyrowa i poprosił o pomoc w ratowaniu małżeństwa i biznesu: „żona odeszła z domu i związała się z jakąś dziwną firmą, która pod pozorem fuzji po prostu odbiera biznes, wyprowadza aktywa”. Kadyrow obiecał pomóc Władisławowi i „wrócić żonę na łono rodziny”. Zdaniem Bakalczuka fuzja wygląda podejrzanie, bo należąca do Roberta Mirzojana firma Russ ma obroty sto razy mniejsze niż Wildberries. Po stronie Władisława opowiedział się ni z tego, ni z owego także popularny raper Timati, który wezwał Tatianę, aby się opamiętała, powróciła do domu, do ślubnego, do siedmiorga dzieci, i zaniechała rabunku. Tatiana odpowiedziała na ten apel krótko: „To nie rabunek, tylko rozwód”. Małżonek nadal się miotał i próbował zawrócić Tatianę z obranej przez nią drogi.
Pikanterii sprawie fuzji Wildberries i Russ dodają krążące po Moskwie plotki o romansie Tatiany Bakalczuk i Roberta Mirzojana; połączenie ich firm miałoby zatem być również połączeniem rodzinnych biznesów. Ale od romansu w warunkach rosyjskich ważniejsza jest tzw. krysza, czyli protekcja ważnych osób. Fuzja Wildberries – według enuncjacji prasy – miała mieć kryszę najwyższą: samego Putina. „Forbes” dotarł do kopii listu Tatiany do Putina, na którym Putin złożył podpis i rezolucję: „wykonać”; poleca też zastępcy szefa prezydenckiej administracji Maksimowi Orieszkinowi pilotowanie sprawy połączenia firmy Bakalczuk z firmą Mirzojana. W liście jest mowa o tym, że to posunięcie pozwoli stworzyć konkurenta dla Amazona, Softbanku, Alibaby i Alphabetu, a przede wszystkim umożliwi rozliczenia w rublach z pominięciem SWIFT i zwiększy PKB Rosji o 1,5 proc. rocznie.
Kolejnym etapem rozwoju połączonych firm ma być stworzenie wielkiej bankowej sieci cyfrowej i systemu rozliczeń w rublach na całym świecie. Projekt przewiduje stworzenie własnych hubów logistycznych, magazynów i biur oraz promowanie rosyjskich marek w krajach globalnego Południa. Takie projekty Putin bardzo lubi.

Władisław Bakalczuk nie złożył jednak broni, i to w sensie dosłownym. 18 września zabrał ze sobą do biura Wildberries (które znajduje się w bezpośredniej bliskości Kremla, w centrum biznesowym Romanov Dvor) grupę uzbrojonych mężczyzn o mocnych pięściach, aby „porozmawiać o interesach”. Nie zostali wpuszczeni przez ochronę, doszło do strzelaniny. Dwie osoby zginęły, siedem odniosło rany.
Ostatni zajazd Bakalczuka na siedzibę Wildberries przypominał dobrze znane z lat 90. mafijne porachunki. Jednym z propagandowych mitów powtarzanych przez Kreml jest zapewnianie, że „szalone lata 90.” się nie powtórzą, a ludność powinna być wdzięczna władzy za bezpieczeństwo na ulicach i porządek, jaki zapanował we wszystkich dziedzinach życia, w tym w biznesie – klarownym i krystalicznym. A tu się okazuje, że interesów nie da się prowadzić bez błogosławieństwa Kremla.
Na miejscu zatrzymano około 30 osób (według innych źródeł 10). Bakalczuk i towarzyszący mu siłacze z Czeczenii (m.in. zawodnik mieszanych sztuk walki z czeczeńskiego klubu Achmat, Umar Cziczajew) usłyszeli zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa. To jeszcze jeden ciekawy wątek sprawy. Zabitymi ochroniarzami Wildberries okazali się Ingusze. Ich ciała zostały przewiezione samolotem do Magasu w Inguszetii. Na lotnisko przyszły tysiące mieszkańców, tysiące stały wzdłuż drogi, którą przewożono trumny do rodzinnych wiosek zabitych. To, że Ingusze zginęli od kul Czeczenów, zaogni zapewne dodatkowo animozje pomiędzy tymi dwiema republikami Kaukazu Północnego.
Tatiana Bakalczuk oskarżyła Władisława o napaść na firmę w bronią w ręku i wezwała go do opamiętania. Następnie zakomunikowała, że wraca do swojego panieńskiego nazwiska Kim (jest z pochodzenia Koreanką).
Władisław odpowiedział na oskarżenia: „Tatiano, czy naprawdę nie wiedziałaś, że szykuje się zamach na moje życie? Jak mogłaś do tego dopuścić? Biegasz po mediach i udzielasz wywiadów, a twoi nowi »partnerzy« rozkradają naszą firmę”.
Rzecznik prasowy Kremla odmówił komentarza na temat strzelaniny. A „Kommiersant” pisze, że ludzie podejrzani o spowodowanie śmierci ochroniarzy firmy Wildberries już wystąpili z prośbą o wysłanie ich na ukraiński front, by mogli zmazać winę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















