Rosyjska kultura została rozłupana na części w dniu, w którym zaczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę. Środowisko artystyczne podzieliło się na tych, którzy głośno opowiedzieli się za wojną, tych, którzy nie protestują i pokornie wykonują zamówienia, oraz tych, którzy publicznie (na ogół z zagranicy) występują przeciw, próbują obudzić sumienia i otworzyć rodakom oczy na bezmiar zbrodni i niesprawiedliwości, jakie niesie wojna.
Władze podejmują próby stworzenia nowego modelu kultury sprzęgniętego z bieżącą potrzebą polityczną. Z wypoconych w gabinetach urzędników ministerstwa kultury projektów ożywienia kinematografii czy literatury składa się nieodmiennie stary, dobry kałasznikow: wyciąć niebłagonadiożnych, nagrodzić chwalców, a podawaną społeczeństwu kulturalną strawę uprościć i sprowadzić do łopatologicznego przekazu: „najlepsza jest rosyjska kultura, bo jest rosyjska, tradycyjna, wojenna, nasza”.
Jak można przeczytać w cytowanym przez portal Dossier dokumencie wewnętrznym Kremla, poświęconym tendencjom w rosyjskiej kulturze czasu wojny, inżynierowie dusz nie grzeszą oryginalnością: „W ciągu dwóch i pół roku od początku inwazji Rosji na Ukrainę kremlowski system zarządzania rodzimą kulturą przeżył kilka etapów. Początkowo władza dążyła do przywrócenia kontroli nad twórcami, którzy wystąpili przeciw wojnie, potem próbowała heroizować uczestników wojny, a następnie wzmocnić w społeczeństwie przekonanie, że wszystko idzie dobrze i żyje się normalnie. (…) Obecne stosunki władzy i ludzi kultury mają formę wzajemnie korzystnej korupcji. Środowisko artystyczne imituje lojalność, za co otrzymuje finansowanie z budżetu państwa. Ale stan homeostazy w kulturze nie może trwać długo”.
Kultura rozwija się, gdy nie jest ograniczana, a gdy nie jest ograniczana – rozwija się w kierunku protestu. A na protest władze nie mogą pozwolić – wszelkie przejawy niezgody w środowisku twórczym (i nie tylko twórczym) zwalczane są knutem.
Sąd w Moskwie w maju 2023 r. skazał reżysera Iwana Wyrypajewa na karę 8 lat łagru za „rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji” o rosyjskiej armii. Wyrypajew udzielał zachodnim mediom wywiadów, w których krytykował wojnę i Putina, mówił o zbrodniach w Buczy itd. W sierpniu 2023 r. na taki sam wyrok i z tego samego artykułu kk został skazany pisarz Dmitrij Głuchowski (Dmitry Glukhovsky), autor popularnego cyklu powieściowego „Metro”. Wyroki zapadły zaocznie – i Wyrypajew, i Głuchowski mieszkają za granicą.
Do łagru za wiersze
Wobec tych, którzy nadal pozostali w Rosji, taryfy ulgowej nie ma. W pokazowym procesie reżyserka Jewgienija Berkowicz i dramatopisarka Swietłana Pietrijczuk w lipcu tego roku zostały skazane przez wojskowy sąd w Moskwie na karę 6 lat łagru za „wspieranie terroryzmu”. Sąd dopatrzył się znamion tego zakazanego czynu w sztuce „Finist dzielny sokół” napisanej przez Pietrijczuk i wyreżyserowanej przez Berkowicz.
To opowieść o rosyjskich kobietach, które przez internet poznały arabskich narzeczonych i zostały wkręcone w wir manipulacji, jakich organizacje terrorystyczne używały (i nadal używają) do werbunku bojowników. Tekst sztuki bazował na autentycznych protokołach z zeznań oszukanych kobiet. To przestroga przed uleganiem kłamliwej, pokrętnej propagandzie. Spektakl Pietrijczuk i Berkowicz został nagrodzony najbardziej prestiżowymi nagrodami rosyjskiego świata teatralnego.
Machinę prawną wprawił w ruch donos czujnego anonimowego widza. Jego zdaniem „sztuka gloryfikuje szlachetnych terrorystów”. Gdzie się tego dopatrzył? Trudno powiedzieć: spektakl demaskuje i potępia terroryzm. Powstało jednak kilka ekspertyz, w których wskazywano m.in., że w przedstawieniu „wykorzystano symbolikę ekstremistyczną, a autorka w atrakcyjnej, emocjonalnej formie prezentuje działalność organizacji terrorystycznej i jej ideologię”.
Zdaniem autorów ekspertyzy sztuka zawiera też „destrukcyjną ideologię feminizmu”. A „radykalny feminizm” to prawie to samo co radykalny islam – te subkultury i ideologie „miały wspólną strategię: zniszczenie istniejącego ustroju państwowego”. Eksperci doszli do wniosku, że pokazanie tego na scenie może popchnąć widzów do zdestabilizowania sytuacji w kraju i obalenia władz. W dobie, gdy rosyjskie pułki maszerują na sąsiednie państwo, a oficjalna propaganda pochwala okrucieństwo, nie ma miejsca na wątpliwości. Triumfuje siła i tylko ona się liczy.
A może nie chodziło o spektakl? Może to był tylko pretekst do ukarania Żeni Berkowicz za jej antywojenną postawę i antywojenne wiersze? Na marginesie: za wiersze w prowadzącej zbrodniczą wojnę putinowskiej Rosji też się trafia do łagru – Artiom Kamardin został skazany na 7 lat za publiczne odczytanie pod pomnikiem Majakowskiego antywojennych wierszy, Jegor Sztowba – na 5,5 roku. Ich utwory zostały uznane za nakłaniające do uchylenia się od mobilizacji.
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, redaktor naczelny „Nowej Gazety” Dmitrij Muratow po wyroku na Berkowicz i Pietrijczuk napisał: „Sądy rozpatrują donosy. (…) Przeciwników wojny konstytucja już nie chroni. Wydaje mi się, że to początek otwartego terroru”.
Wyrok w procesie widmie, w którym podstaw oskarżenia nie ma, a sąd orzeka na podstawie widzimisię podstawionych donosicieli i „ekspertów”, jest ważną cezurą, zbliżającą putinowską Rosję do stalinowskiego ZSRR, gdzie skazywano ludzi za rzekome szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii czy chęć obalenia ustroju. Wyrok ma mieć walor „wychowawczy” wobec ludzi kultury.
„Wychowawcze” walory miała też rozgrywka z uczestnikami „gołej imprezki”. Znana blogerka Nastia Iwlejewa urządziła pod koniec grudnia 2023 r. w modnym klubie zabawę, zaprosiła znane osobistości ze świata stołecznej bohemy; warunkiem uczestnictwa był jak najbardziej skąpy strój. Zdjęcia ze spotkania wyciekły do internetu i wywołały wielki skandal. Zareagowały władze, i to na najwyższym szczeblu.
Gwiazdy estrady pozbawiono możliwości koncertowania przez dłuższy czas. Niektórzy, jak ekstrawagancki piosenkarz Filip Kirkorow, w worku pokutnym wybrali się ze specjalnymi występami na Donbas, aby zmyć z siebie winę (propaganda trąbi od miesięcy, że na „rosyjskiej donieckiej ziemi, pod gradem wrażych kul” odbywają się regularnie koncerty patriotycznie nastrojonych artystów; większość piosenkarzy unikała wcześniej wyjazdów ze względów bezpieczeństwa, ale także, aby nie kojarzono ich z wysługiwaniem się władzy).
Inni składali samokrytykę, publicznie przysięgali, że więcej nie będą tacy bezmyślni. Przykładna chłosta miała nauczyć artystów moresu i przypomnieć, że zarabiają niemałe pieniądze tylko dzięki patronatowi władz, dlatego nie mogą swobodnie wychodzić poza wyznaczone przez nie ramy. Czy to w twórczości, czy to w zachowaniu. Ze starcia z protektorami z najwyższych urzędów artyści wyszli upokorzeni, pokazano im służebne miejsce w szeregu: „Rób, co każą. Nie wychylaj się, trzymaj się uchwytów. I tak nic nie zwojujesz”.
Boris Akunin na liście terrorystów
Wobec niepewnych elementów ze środowiska twórców władze stosują zróżnicowany wachlarz środków przymusu. Jedną z form jest przyznawanie statusu „agentów zagranicznych” i „ekstremistów/terrorystów”. Autor popularnych kryminałów retro Boris Akunin został pod koniec 2023 r. wpisany na listę terrorystów i ekstremistów za „wspieranie terroryzmu” (czytaj: za krytykę Putina i wojny), 12 stycznia 2024 r. jego nazwisko znalazło się również na liście „agentów zagranicznych”, dwa tygodnie później rozesłano za nim list gończy, a sąd rejonowy w Moskwie zaocznie pisarza (mieszkającego od wielu lat za granicą) aresztował. Ofiarą porachunków pisarza z władzami Federacji Rosyjskiej padły jego powieści. Księgarnie wycofały książki ze sprzedaży – przecież rosyjski czytelnik nie powinien mieć kontaktu z dziełami takiego niebezpiecznego wywrotowca, nieprawdaż?
Na liście „agentów zagranicznych” obok nazwiska Akunina znajduje się obecnie ponad 400 nazwisk: to dziennikarze, muzycy, politycy, artyści, duchowni. „Spis porządnych ludzi” – mówią przeciwnicy reżimu. Wpisanie na listę uniemożliwia prowadzenie działalności w kraju, ogranicza kontakty, odcina od rosyjskich mediów.
W grudniu 2023 r. na liście znalazł się też popularny aktor, Anatolij Bieły, który aktywnie protestował przeciwko rosyjskiej inwazji na Ukrainę, zrezygnował z pracy w moskiewskim teatrze MChT i wyjechał do Izraela. Na decyzję o wpisaniu na listę „agentów zagranicznych” zareagował stwierdzeniem: „Żegnaj, była ojczyzno”. Deputowana Dumy Jelena Drapieko (w przeszłości aktorka) nazwała Biełego „wrogiem ludu” i dodała: „Aktorzy nie są na pewno najmądrzejszymi ludźmi na ziemi, ich zawód nie wymaga od nich mądrości. Słowa Biełego o tym, że przegrana Ukrainy stanie się końcem cywilizacji, jest potwierdzeniem tej opinii”.
Kolega Biełego z filmowej i teatralnej niwy, Artur Smoljaninow (znany m.in. z roli w filmie „Dziewiąta kompania” o bezsensie afgańskiej wojny) również został uznany za „agenta zagranicznego”, wyemigrował, udziela się w emigracyjnych i zachodnich mediach, gromiąc putinowskie (nie)porządki. W krajowej prasie jest odsądzany od czci i wiary, na jego temat krążą wyssane z palca „sensacje”.

W optyce władz nie wszyscy aktorzy – czy szerzej artyści scen i estrady – plasują się w kategorii „niezbyt mądrych”. Bo ci, którzy popierają Putina, uważani są za całkiem mądrych, a przynajmniej rozsądnych. I zasługują na godności, apanaże i szacunek. Cały sztab „prawidłowych twórców” uczestniczył w grupie inicjatywnej popierającej kandydaturę Władimira Putina w ostatnich „wyborach prezydenckich”. Reżyser Nikita Michałkow, aktor Władimir Maszkow, piosenkarz Shaman, piosenkarka Polina Gagarina, dyrygent Walerij Giergijew (Valery Gergiev) i inni. Oni grają dla Putina i z namaszczeniem uprawiają grządki Z-kultury.
Nowe zadania w starym kinie
Z tej właśnie grupy rekrutują się twórcy obsługujący kremlowski dwór. A zapotrzebowanie na ich trud jest duże. Urzędnicy administracji prezydenta odpowiadający za segment kultury wyznaczają obowiązujące standardy. W latach 2024-2025 połowa dzieł, finansowanych przez państwo, powinna odpowiadać „nowemu zadaniu”: propagować tradycyjne wartości i wspierać „specjalną operację wojskową”. W tym nurcie znalazł się m.in. projekt filmu biograficznego (czy raczej hagiograficznego) o uczestniku rosyjskiej wiosny na Donbasie, watażce „Motoroli”.
Druga połowa „twórczości” to rozrywkowy chłam. W tym roku największe wpływy w kinach zapewniły dwie niewybredne komedie „Sługa 2” i „Muzykanci z Bremy” (producentem tego filmu był Nikita Michałkow). Na trzecim miejscu uplasowała się niespodziewanie ekranizacja „Mistrza i Małgorzaty” w reżyserii Michaiła Łokszyna (Michaela Lockshina), Amerykanina o rosyjskich korzeniach. To był nader ciekawy kazus: to film o silnym wydźwięku politycznym (przestroga przed dyktaturą), którego realizacja została sfinansowana z rosyjskiego budżetu (1 mld rubli).
Dochody z rozpowszechniania wyniosły 2,3 mld rubli. Nie wiadomo, czy pieniądze te trafiły do twórców obrazu, bo rosyjskie władze rzuciły hasło, że obcych ideowo autorów należy odciąć od dochodów. Ministra kultury Rosji Olga Lubimowa zapowiedziała, że honorariów i tantiem nie otrzymają ci twórcy filmu „Mistrz i Małgorzata”, którzy wyjechali z Rosji.
Nad propozycjami dla kinematografii pracuje nie tylko resort kultury, ale także ministerstwo oświaty (odpowiedzialne za wychowanie nowego pokolenia zaangażowanych putinistów). Na początku lipca „oświatowcy” wytoczyli wielką armatę: przedstawili kuriozalny program nakręcenia „na nowo” trzydziestu filmów należących do kanonu kina sowieckiego. Wśród nich m.in. „Aleksander Newski” i „Iwan Groźny” Siergieja Eisensteina, „Lecą żurawie” Michaiła Kałatozowa, „Los człowieka” i „Wojna i pokój” Siergieja Bondarczuka. Propozycje trafiły do Związku Kinematografii z uzasadnieniem: „mają one posłużyć zachowaniu pamięci historycznej i formowaniu patriotyzmu”, przede wszystkim u dzieci. Związek Kinematografii nie wyrzucił projektu od razu na śmietnik, ma się skonsultować z ekspertami.
Jak widać, każda instytucja związana z kulturą chce się odznaczyć na polu tworzenia w nowym duchu. Ale decydujący głos mają ci, którzy siedzą na Kremlu, w otoczeniu Putina. Siedzą i wymyślają coraz to nowe programy. Nie tylko dla twórców filmowych, ale także dla pisarzy. Ludzie pióra mają zgodnie z wytycznymi jeździć na „nowe terytoria” (czyli okupowane ziemie Ukrainy) i opisywać z entuzjazmem odbudowę i życie „legendarnych jednostek wojskowych”. Za takie arcydzieła literaci będą sowicie nagradzani specjalnymi „pulitzerami”. Wyróżnienia czekają też na plastyków, którzy odważą się pojechać na „nowe terytoria” i tam tworzyć np. graffiti wysławiające rosyjski oręż albo malować portrety dowódców wojskowych. W nagrodę mogą potem liczyć na wystawianie prac w czołowych stołecznych galeriach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















