Reklama

Pułapki na wydawców

Pułapki na wydawców

26.10.2003
Czyta się kilka minut
Prószyński i S-ka to prawdziwe imperium. W najlepszych czasach wydawało kilkaset tytułów rocznie i królowało na rynku kolorowych miesięczników. Potem przyszedł kryzys. “Jesteśmy po bolesnych przejściach, zaciskamy pasa i wychodzimy na prostą" - przyznaje Rafał Grupiński, dyrektor generalny wydawnictwa.
P

Prószyński to nazwisko, które na trwale wpisało się w historię kultury polskiej. Konrad Prószyński należał do grona pozytywistycznej inteligencji, która ofiarnie “niosła kaganek oświaty". Urodził się w 1857 r., na wsi białoruskiej, dzieciństwo spędził w syberyjskim Tomsku, gdzie zesłano jego ojca, powstańca styczniowego. Polskę poznał dopiero podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy też odkrył wieś polską.

Przeżył wstrząs, dowiedziawszy się, że bywają wsie, gdzie nikt nie potrafi czytać. W roku 1879 wydał więc pionierską “Obrazową naukę czytania i pisania do użytku szkolnego, domowego i dla samouków" oraz jej krótszą wersję: “Elementarz - na którym nauczysz się czytać w 5 lub 8 tygodni". W 1892 r. londyńskie Towarzystwo Pedagogiczne uznało “Elementarz" Promyka - bo pod takim pseudonimem publikował Prószyński - za najlepsze tego rodzaju wydawnictwo w świecie. Promyk założył też księgarnię wysyłkową, od r. 1881 wydawał “Gazetę Świąteczną" i kalendarz “Gość". Umarł w 1908 r. Jego ,,Gazeta" ukazywała się aż do II wojny światowej.

Dzieło Promyka postanowił kontynuować jego wnuk, Mieczysław Prószyński. “Pamiętam z dzieciństwa opowieści o tym, jak dziadek walczył z carską cenzurą, aby wolno mu było pisać o Polsce i jej historii (...). Gdy biorę do ręki ulotkę z 1880 r. informującą o tym, że wkrótce ukaże się pierwszy numer “Gazety Świątecznej", gdy przeglądam jej egzemplarze, gdy widzę apele do czytelników, aby zaprenumerowali gazetę, gdy czytam ogłoszenia księgarni wysyłkowej (...) łza się w oku kręci. To, co przed kilkoma laty wydawało mi się nowe i odkrywcze, Promyk robił z wielkim powodzeniem ponad sto lat temu. (...) Docierał do swoich czytelników tak samo jak my dzisiaj" - powiada w biografii Konrada Prószyńskiego autorstwa Szczepana Lewickiego (Prószyński i S-ka 1996).

Tak samo jak my dzisiaj

Mieczysław Prószyński w stanie wojennym był związany z podziemnymi wydawnictwami. W 1989 r. wraz z Grzegorzem Lindenbergiem i Tadeuszem Winkowskim zakłada spółkę Kant Imm. W połowie 1990 r. Kant przejmuje “Fantastykę" i zaczyna wydawać “Komiks" oraz “Tytusa, Romka i A’Tomka". W tym samym czasie powstaje wydawnictwo Prószyński i S-ka. Jedynym kapitałem firmy jest nazwisko Prószyńskiego. Przyszłość pokaże, że odwołanie się do dzieła Promyka nie było nadużyciem. Wspólnikami Prószyńskiego są: Jacek Herman-Iżycki (afrykanista), Tadeusz Winkowski (filozof), Zbigniew Sykulski (konstruktor silników lotniczych). Prezesem firmy jest Mieczysław Prószyński (astrofizyk). Każdy ze współwłaścicieli posiada jedną czwartą akcji firmy i otrzymuje równe zarobki.

Przez pierwsze lata Prószyński i S-ka wydaje jedynie czasopisma. Pierwszy z ich miesięczników, adresowany do kobiet “Poradnik Domowy", wychodzi pod koniec 1990 r. w nakładzie 150 tys., trzy miesiące później zaczyna zwiększać nakład i w rekordowym 1993 r. dochodzi aż do 3,5 miliona! Wkrótce ukazują się kolejne tytuły - pisma dla dzieci “Fantazja" i “Zwierzaki", miesięcznik “Cztery Kąty", “Motomagazyn", “Kwietnik", “Kuchnia", “Dziecko"... Spółka kupuje miesięcznik “Wiedza i Życie". Zaczyna wydawać licencyjny “Świat Nauki".

Wspólnicy mają prawo uważać się za ludzi sukcesu. W wywiadach Prószyński nie skrywał, że fascynował go fenomen “Gazety Wyborczej", która stworzyła coś z niczego. Powodzenie na rynku pism popularnych, a w połowie lat 90. Prószyński jest na nim jednym z najsilniejszych graczy, pozwala wydawnictwu w 1993 r. rozpocząć wydawanie książek. Banki nie skąpią kredytów, płyną świadectwa uznania dla firmy i jej liderów, np. prestiżowa Nagroda Kisiela.

W połowie lat 90. Prószyński i S-ka wydaje 12 miesięczników o łącznym nakładzie ponad 2 mln egzemplarzy. Ale wkrótce zaczyna się kryzys gospodarczy, co fatalnie odbija się na zainteresowaniu książką, jak i miesięcznikami. Szala negatywnie przechyla się, gdy na rynku umacniają się tygodniki kobiece wydawane przez niemieckie koncerny. Czasopisma Prószyńskiego muszą podzielić się rynkiem z pismami w rodzaju “Claudii". W końcu wydawnictwo odsprzedaje wszystkie miesięczniki Agorze. Jednym z warunków postawionych nowemu właścicielowi jest taki, że Agora zobowiązuje się przyjąć do pracy wszystkich pracowników czasopism Prószyńskiego.

Ale to posunięcie nie oznacza natychmiastowej poprawy kondycji firmy. Prószyński i S-ka wydaje odtąd jedynie książki, ale i ten rynek przeżywa zapaść...

Kobiece udka i obecność mitu

W 1992 r. nic nie zapowiadało, że rynek książki pogrąży się w kryzysie. Wydawnictwo Prószyński i S-ka (dział książek stworzyła i prowadziła Dorota Malinowska) ruszyło z impetem: wielkie nakłady, rok w rok kilkaset tytułów. Kilkanaście serii wydawniczych. Zaczęło się od przygód “Tytusa" Papcia Chmiela. Później pojawiła się seria dzieł Agathy Christie, powieści króla horroru Stephena Kinga, cykl “Obieżyświat" (literatura podróżnicza), seria literatury s-f (np. Ursula le Guin, Philp K. Dick) czy “Na ścieżkach nauki", seria popularyzująca najnowsze zdobycze astronomii, biologii, fizyki oraz postaci największych uczonych współczesnych - książki rzetelne, dalekie od sensacji i szarlatanerii; Prószyński nieraz podkreślał, że w jego oficynie nie ma miejsca np. dla Ericha von Daenikena.

Pod koniec lat 90. wydawnictwo zaczyna publikować atlasy, przewodniki, słowniki i książki edukacyjne (podręczniki szkolne, zbiory zadań). Publikuje też klasykę polską i obcą (Słowacki, Mickiewicz, Prus, Tołstoj, Dostojewski, Mann), ambitną Bibliotekę Interesującej Prozy (Carlos Fuentes, Jaan Kross, Amos Oz, John Updike, John Irving, Kazuo Ishiguro, Nadine Gordimer, Georges Perec). Poza tym: seria dzieł Borgesa, Filozofia polska XX wieku, Dawni mistrzowie (sylwetki Jezusa, Buddy, Mahometa, św. Augustyna i św. Tomasza), Biblioteka Antyczna (Homer, Hezjod, Arystofanes, Plaut, Cezar, Witruwiusz), “Prognozy XXI wieku" (głównie dzieła uczonych anglosaskich, poświęcone perspektywom Azji i rejonu Pacyfiku, przyszłości Europy i Bliskiego Wschodu, kwestiom klimatu, kosmologii, demografii, genetyki). A oprócz tego literatura dla kobiet oraz poradniki kulinarne - tu prym wiedzie Hanna Szymanderska, Ćwierczakiewiczowa naszych czasów (,,Jaja w roli głównej", ,,Kobiece udka i inne potrawy o osobliwych nazwach" itd.). Prószyński wydaje też Leszka Kołakowskiego (“13 bajek z Królestwa Lailonii" i ,,Obecność mitu"), wznawia “Piwnicę pod Baranami" Joanny Olczak-Ronikier. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w wydawnictwie panuje dziwne materii pomieszanie, jakże jednak ciekawe dla czytelnika.

Wydawnictwo szybko zyskało renomę i stworzyło sobie dobry wizerunek, nawet konkurencja przyznawała, że Prószyński prowadzi interesy fair. Powstał Klub Książki Księgarni Krajowej, sieć salonów firmowych i cybersklep. Pod koniec ostatniej dekady oficyna wydaje ponad 500 tytułów rocznie i z przychodem ponad 36 mln złotych trafia do pierwszej dziesiątki największych oficyn polskich. Ale wtedy zaczyna się kryzys.

Pułapki na wydawców

“Wpadliśmy, jak wielu, w pułapkę optymizmu" - sądzi Rafał Grupiński. Inaczej mówiąc: wydawnictwo przeceniło swoje możliwości i przeliczyło się co do chłonności rynku.

Grupiński pracuje w Prószyńskim od grudnia 2001 r. W 1985 r. założył podziemny miesięcznik “Czas Kultury", którego był redaktorem naczelnym. Publikował także w “Kulturze" paryskiej, “Res Publice" i “Rzeczpospolitej" - głównie teksty o kondycji najnowszej literatury. Po odejściu z “Czasu Kultury" był prezesem WSiP, w Prószyńskim jest dyrektorem generalnym. Obok prezesa Prószyńskiego i jego wspólników oraz pracującej tu od założenia spółki Doroty Malinowskiej, obecnego dyrektora wydawniczego, Grupiński należy do osób najsilniej kształtujących dziś oblicze firmy.

“Najkosztowniejsza była nadprodukcja" - dodaje Grupiński. Przed kryzysem oficyna wydawała kilkaset tytułów rocznie, dziś ogranicza ich liczbę do 140-160, średni nakład książki wynosi ok. 7600 egzemplarzy, choć zdarzają się przeboje wydawane w stu tysiącach, jak np. opowiadania Katarzyny Grocholi. Wydawnictwo zrezygnowało też z kontynuowania wielu serii - na szczęście pozostały najciekawsze, m. in.: Biblioteka Antyczna, Biblioteka Interesującej Prozy, Klasyka Światowa, Na ścieżkach nauki - oraz stosuje zasadę podwójnej ostrożności wobec dodruków oraz wznowień.

Największym utrapieniem polskich wydawców okazuje się dystrybucja. Kryzys na rynku książki wiąże się przede wszystkim z bankructwem wielu dystrybutorów. Innym jego przejawem, zdaniem Grupińskiego, jest to, że bezpardonowo łamane jest prawo handlowe: wielu hurtowników i księgarzy zwleka z rozliczeniami finansowymi - skutkiem czego wydawnictwa ponoszą straty finansowe i nie otrzymują w porę sygnałów co do sprzedaży konkretnych tytułów, a więc nie mogą podejmować trafnych decyzji np. co do dodruków.

Z kryzysem łączy się pauperyzacja społeczeństwa. W czasach rozkwitu Prószyńskiemu zarzucano stosowanie cen dumpingowych. Grupiński odpiera ten zarzut: “Czasy są zbyt ciężkie dla wydawców, by stosować dumping. Na okresowe stosowanie cen niższych od kosztów stać byłoby jedynie wielkie firmy z kapitałem zagranicznym. Kieszeń czytelnika jest płytka, sprzedajemy więc książki po uczciwej cenie, a średnia cena naszych książek dziś jest niższa niż rok temu". Z czasem książka może jednak podrożeć: zgodnie z umowami wynegocjowanymi z Unią Europejską do 2006 r. obowiązuje zerowy podatek VAT na książki. Jeśli po tym terminie VAT wyniesie 4 lub 5 proc., nie wpłynie to dramatycznie na los wydawnictw, jeśli zaś wyniesie 7 proc. - można spodziewać się, że zmniejszy się popyt na książkę i czytelnictwo.

A już dziś czytelnictwo w Polsce nie napawa optymizmem - o czym świadczy najnowszy raport Biblioteki Narodowej: 44 proc. dorosłych Polaków nie przeczytało w 2002 r. ani jednej książki. Zmuszani do oszczędności, najchętniej rezygnujemy z wydatków na kulturę. Jeśli nic się nie zmieni, grozi nam katastrofa i już dziś trzeba się rozglądać za nowymi Promykami.

Prószyński i S-ka już podejmuje szerokie działania na rzecz popularyzowania książki, organizując np. wraz z zaprzyjaźnionymi wydawcami ogólnopolską akcję “Lubię czytać" czy udzielając czytelnikom znacznych rabatów, np. członkom Klubu Książki Księgarni Krajowej, do którego należy obecnie ok. 300 tys. osób. Co ciekawe: w czasach PRL do klubów wysyłkowych należeli przede wszystkim mieszkańcy wsi i miasteczek, dziś członkowie Klubu Prószyńskiego rekrutują się głównie ze średnich i wielkich miast. Co prowadzi do smutnego wniosku, że prowincji nie stać na książkę lub że niezbyt się nią interesuje - nawet tańszą!

O tym i o innych problemach mówi się w Prószyńskim często i nie tylko w swoim gronie. Co miesiąc w siedzibie firmy odbywają się zebrania, w których uczestniczy ok. 80. przedstawicieli największych polskich wydawnictw (w Polskiej Izbie Książki zarejestrowanych jest 250 wydawców). Środowisko się konsoliduje, wspólnie analizując problemy rynku.

Prószyński i S-ka wyszli z pułapki optymizmu. Nie znaczy to, że popadli w pesymizm. Nadal utrzymują wysoki poziom, nadal świetnie prosperują. Ale to wszystko kosztem bolesnych operacji: zaciskania pasa, a nawet zwalniania pracowników. Dziś pracuje tu ok. 100 osób. “Jako firma jesteśmy średnim przedsiębiorstwem, ale jako wydawnictwo - całkiem dużym" - mówi Grupiński. Znakomicie radzi sobie związana z Prószyńskim drukarnia, którą rozwinął Tadeusz Winkowski.

W najbliższym czasie wydawnictwo nie poszerzy rocznej liczby tytułów, choć przymierza się do nowych serii, jak np. powieści dla młodych, wykształconych kobiet zagubionych w dzisiejszym świecie czy literatury uczciwie nazywającej problemy współczesnej młodzieży - zachętą do rozpoczęcia tej serii stał się sukces powieści młodego (17 lat!) amerykańskiego pisarza Nicka McDonella “Odlot", opisującej dramat wieku dojrzewania. W zapowiedziach pojawiają się ciekawe nazwiska: powieść Thomasa Pynchona i nieznany u nas dziennik amerykańskiej poetki Sylvii Plath, eseje Isaiaha Berlina “Rosyjscy myśliciele" ze wstępem Andrzeja Walickiego (jego “Rosja, katolicyzm i sprawa polska", wydana przez Prószyńskiego, znalazła się w tegorocznym finale Nike) czy drugi tom “Polskiego słownika judaistycznego".

Rafał Grupiński cieszy się, że wydawnictwo nadal wydaje jego ulubioną Bibliotekę Antyczną, a ubolewa, że wciąż zbyt mało jest najnowszej literatury polskiej. Marzy, by jak w czasach, kiedy był naczelnym “Czasu Kultury", odkrywać nie tylko nową prozę, ale także towarzyszyć świetnym debiutom poetyckim. Ale w tej polskiej, “sielankowej" specjalności od kilku lat nie dostrzega intrygujących debiutantów...

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]