„Co brał Cenckiewicz?” – czytam dziś na pierwszej stronie „Wyborczej”. Właśnie tak: „brał”, co w pierwszym odruchu przywodzi na myśl narkotyki, ewentualnie mocno zmieniające zachowanie środki psychoaktywne. Inne słowo, np. „zażywał”, odsyłałoby w sposób jasny do farmakoterapii.
W artykule Wojciech Czuchnowski ujawnia kulisy odebrania przez podległe rządowi służby dostępu do informacji niejawnych Sławomirowi Cenckiewiczowi, szefowi prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W ramach tej wiwisekcji autor ujawnia de facto leki, które prawicowy historyk zażywał (nazwy nie padają, ale poznajemy szczegółowo ich opis, nietrudno więc zgadnąć, o jakie grupy specyfików chodzi).
Ingerencja w intymne sprawy człowieka
Tu zastrzeżenie: Cenckiewicz nie jest – mówiąc delikatnie – z mojej bajki. Jego głęboka niechęć do Donalda Tuska, bliska współpraca z Antonim Macierewiczem oraz ujawnienie – w sposób manipulacyjny – planów obronnych Polski na wypadek agresji ze wschodu sprawiają, że postać ta może być zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa z powodów zgoła innych niż jego historia wizyt u lekarzy.
Zastrzeżenie drugie: to sam Cenckiewicz zataił fakt zażywania leków w specjalnej ankiecie wypełnianej na potrzeby służb, o czym informowały już wcześniej inne media, na czele z „Rzeczpospolitą”, która napisała, że Cenckiewicz przyjmował specyfik działający na ośrodkowy układ nerwowy.
Mimo tych zastrzeżeń uważam, że „Gazeta Wyborcza” przekroczyła kolejną granicę ingerencji w intymne sprawy człowieka, w imię walki politycznej przystrojonej w dodatku w piórka dbania o „bezpieczeństwo państwa”. Czy trzeba było pytać, „co brał Cenckiewicz”? Czy było konieczne cytowanie ulotek leków, np. w tych fragmentach, które mówią, że ich przedawkowanie grozi śmiertelnym zejściem (każdy, kto czytał choć jedną ulotkę, wie, że umrzeć można nawet po zażyciu dziesięciu tabletek z paracetamolem)?
Podprogowy przekaz „Gazety Wyborczej”
Nie to jest jednak istotą nadużycia autora „GW”. Jest nią to wszystko, co mogło zrozumieć z jego tekstu tysiące czytelników, także tych, którzy – jak bohater tekstu Wojciecha Czuchnowskiego – zażywają bądź zażywali np. klasyczne leki antydepresyjne. Co roku w Polsce apteki sprzedają miliony opakowań takich specyfików, i jest to tendencja wzrostowa. Nie mają one, jak zapewniają psychiatrzy, potencjału uzależniającego, nie odurzają, za to pomagają lepiej funkcjonować.
Współczesna psychiatria podkreśla zresztą, że uczestnictwo – podczas leczenia, również farmakologicznego – w życiu, także zawodowym, to nie tylko sytuacja częsta, ale po prostu będąca częścią procesu zdrowienia. Ale podprogowy przekaz „jedynki” „GW” jest zgoła przeciwny: jak już wziąłeś antydepresant, to możesz zaszkodzić Polsce, a skoro Polsce, to pewnie także własnej firmie, szkole, urzędowi.
Nie wiem, czy Czuchnowski i „GW” zwiększyli swoim tekstem bezpieczeństwo państwa. Stawiam, że zmniejszyli poczucie bezpieczeństwa wielu ludzi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















