Piotr Śmiłowicz: Dlaczego wygrał Karol Nawrocki?
Jarosław Flis: Bo okazało się, że suma błędów, jakie ma na swoim koncie Rafał Trzaskowski i obóz rządzący, jest większa niż suma błędów, jakie miała na koncie główna partia opozycyjna i jej kandydat. Po pierwsze, rząd nie jest popularny. Za dużo opowiada o opozycji, a za mało troszczy się o to, by wszyscy, którzy na niego głosowali, uważali, że to jest ich rząd. Albo dominują w nim spory, albo Platforma Obywatelska. Poza tym na jego czele stoi bardzo niepopularny polityk. W rankingach zaufania społecznego Donald Tusk oscyluje mniej więcej w tych rejonach co Jarosław Kaczyński.
Jego nadzwyczajna aktywność w ostatnim tygodniu kampanii raczej Trzaskowskiemu zaszkodziła, niż pomogła?
W moim przekonaniu tak. Jeżeli PiS przez całą kampanię usiłował zrobić wszystko, żeby to był plebiscyt na temat rządu Donalda Tuska, to albo trzeba było zrobić coś bardzo pozytywnego, by ten plebiscyt wygrać, albo Donalda Tuska nie eksponować, żeby nie drażnił.
Według niektórych przecieków Tusk zaktywizował się wbrew sztabowi.
Powiem złośliwie, że jak ktoś chce być panną młodą na każdym weselu i nieboszczykiem na każdym pogrzebie, wtedy to drugie może się udać.
Dlaczego nie zadziałały negatywne informacje o przeszłości Nawrockiego?
Nie wiemy, czy nie miały żadnego wpływu. Być może jest tak, że bez nich Nawrocki uzyskałby 60 procent głosów.
Niewątpliwie jednak zadziałały też w drugą stronę, tak jak w przypadku Trumpa w 2024 r. i w przypadku Tuska w 2023 r. Dlaczego wszystkie negatywne informacje na temat obecnego premiera nie zadziałały wtedy w kampanii PiS? Zapewne miały jakiś wpływ, może bez nich Koalicja Obywatelska miałaby 35 procent, a nie 30.
Z drugiej strony jest tak, że jak takich informacji jest za dużo, zaczynają one drażnić i działają na korzyść oskarżanego. Poza tym nigdy dość powtarzania: rządzący są od walki z problemami, a od walki z politykami jest opozycja. Rząd walczący z opozycją strzela sobie w stopę. To był właśnie ten przypadek: politycy koalicji znacznie więcej mówili o opozycji niż o swojej działalności.
Jednak kampania Trzaskowskiego nie była przesadnie agresywna wobec PiS.
Ale w debatach Trzaskowski atakował partię Kaczyńskiego. Poza tym w tych wyborach nie udało się zniwelować polaryzacji, choć kandydat KO początkowo jeździł po wschodniej Polsce. Znów można powiedzieć złośliwie, że notowania były świetne, dopóki zwolennicy kręcili nosem. A jak zaczął się im podobać, bo stał się twardszy, notowania poleciały w dół. To znaczy, jak zaczął mobilizować wyborców, dla których jego wcześniejsza agenda była ważna, zmobilizowało to wyborców przeciwnika.
Gdy zaczął bardziej akcentować treści lewicowe?
To wynika z danych. Że dopóki zwolennicy marudzili, był liderem, a jak przestali marudzić, zaczął przegrywać.
Dostrzega Pan jakieś konkretne błędy Trzaskowskiego w kampanii?
Na pewno nieszczęsna debata w Końskich, rzucenie wyzwania Nawrockiemu. Do debat powinni wzywać pretendenci, a nie rządzący. Druga sprawa to ataki polityczne sztabowców Trzaskowskiego w związku ze sprawą kawalerki. To było niepotrzebne, media to naprawdę świetnie rozgrywały i wystarczyło się schować. No i cała nieszczęsna akcja z ostatniego tygodnia, zajmowanie się doniesieniami Onetu przez polityków PO.
Źródła Onetu twierdziły, że Nawrocki był de facto sutenerem.
Sprawa kawalerki została przykryta przez rzeczy dużo mniej przekonujące, oparte na zeznaniach podejrzanych osób. Te doniesienia było też znacznie łatwiej odeprzeć, a poza tym co za dużo, to niezdrowo. Od 25 lat uczę, że nie można przekazywać zbyt wielu negatywnych komunikatów, wystarczy koncentracja na jednym. Wiele negatywnych przekazów jest łatwiejsze do odbicia: wystarczy odbić jeden, dwa i wtedy wszystkie pozostałe też się unieważnią.
Atak na Nawrockiego związany z ustawkami kibolskimi był przekonujący dla ważniaków, ale utrwalał przekonanie, że kandydat ważniaków walczy z kandydatem pozostałych. Podobnie te zarzuty związane z sutenerstwem. Nie były świeże, kiedyś już je podnoszono. Pytanie, po co serwować odgrzane kotlety w ostatnim tygodniu kampanii. Po sprawie kawalerki była cała sekwencja fałszywych tłumaczeń Nawrockiego. To był moment, kiedy się wydawało, że kandydat leży na łopatkach, ale wtedy druga strona postanowiła położyć się obok niego.
Czy Sławomir Mentzen pomógł Nawrockiemu? Jednak większość jego elektoratu poparła kandydata PiS. Podobnie elektorat Brauna.
Mógł pomóc bardziej. I tak sztabowi Trzaskowskiego udało się urwać kilkanaście procent z tych kilku milionów. Na kandydata KO zagłosowała w drugiej turze jedna ósma elektoratu Mentzena, czyli 400 tys. ludzi.
Trzaskowski mógł wygrać?
Tak, tylko trzeba było się do wyborów lepiej przygotować, nie nakręcać się na atakowanie kandydata opozycji, a cieszyć się, że on ma problemy. Zarazem zajmować się wtedy swoimi sprawami.
A skąd różnica między exit poll a finalnym wynikiem?
Exit poll był generalnie trafny, bo wynik się zmieścił w zakresie plus minus 2 procent błędu, choć wszyscy myśleli, że podany rezultat jest dosłowny. Być może sondażownie, jeśli chcą wychodzić z wyborów z twarzą, powinny zacząć podawać wynik w widełkach. Np: rezultat pomiędzy 48,7 a 52,7 proc. I więcej nie jesteśmy w stanie powiedzieć, prosimy poczekać na ostateczne wyniki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z 
- Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
- Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
- 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
Najniższa cena przed promocją 29,90 zł





















