Na kartach książki zatytułowanej „Bob albo mężczyzna na łodzi” (2022) amerykański pisarz stworzył coś w rodzaju poematu prozą o człowieku, który całe życie poszukuje jednej, najwłaściwszej ryby. Chwilami trudno się było zorientować: czy tekst jest dalekim krewnym znanej, internetowej pasty, traktatem w stylu wczesnego Wittgensteina, a może opowieścią o tęsknocie, w której poszukiwanie ojca z czasem staje się czekaniem na Godota?
„Dobrze, bracie”: relikt bluźnierczej, rzekocentrycznej religii
Na kartach drugiej wydanej w Polsce książki Markus kontynuuje rzeczno-biblijną ekspedycję. Tym razem od milczenia absolutu ważniejsze są jednak wątki genezyjskie. Akcja „Dobrze, bracie” rozgrywa się w domu na przedmieściach przemysłowej metropolii. Matka ma dość rdzawej wody, ryb i brudnego krajobrazu. Ojciec z trudem przystaje na przeprowadzkę, która jest końcem świata dwóch synów, fanatyków wędkarstwa.
W akcie buntu chłopcy przybijają dłonie do betonowego słupa, a następnie stwarzają z błota Dziewczynę – postać, która tłumi ich lęk, pozwala uciec w głąb rzeki, świata i siebie. Markus kreśli te – po równo schulzowskie i leśmianowskie – obrazy przy użyciu prostych słów. Hojnie rozporządza za to powtórzeniami fraz, symboli i scen, co sprawia, że całość można potraktować jako zapis świadomości, która w nieskończoność mieli utratę. Albo skrypt mistycznego rytuału. Bo na głębszym poziomie „Dobrze, bracie” przypomina relikt jakiejś bluźnierczej, rzekocentrycznej religii.
Peter Markus, DOBRZE, BRACIE, przeł. Piotr Siwecki, Ha!art 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















