Próba dzwonów

Reklama

Próba dzwonów

Próba dzwonów

17.12.2019
Czyta się kilka minut
Południowy Tyrol, Włochy MAURITIUS IMAGES GMBH / ALAMY STOCK PHOTO / BEW
Z

Zaczęło się od ciszy
dzwoniącej w głowie Paulina z Noli,
który po śmierci synka,
z bogatego ubogi,
zaniechał spraw świata
i poezji, przynajmniej na pewien czas.
Ciszy takiej, że pewnego dnia
Paulin usłyszał polne kwiatki,
kampanule, które wtedy
jeszcze nie mogły się tak nazywać.
I święty, który na razie
nie był świętym, pomyślał
o stworzeniu wielkiej, sztucznej kampanuli.
Dzwon wziął się z podobieństwa do kwiatu.
Przetrwało to w spiżu nazw:
kwiat i dzwon w różnych językach
dzielą się kielichem, jak kumple,
szyją i głową, jak współskazańcy,
koroną jak władcy i wieńcem jak żeńcy
albo nowożeńcy. Tyle że u kwiatów
większość tego się zdrabnia.

Więc dzwony są to kwiaty na łodygach wież.
Czczono je i chrzczono tak jak ludzkie dzieci.
Zbyszek. Ludwik....

5774

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jako autor powyższego utworu zwracam się do Łaskawego Czytelnika po prośbie i po wyjaśnieniu. Utwór ten jest wierszem. Jest to pierwszy od czterech lat wiersz opublikowany przez kogokolwiek na łamach Tygodnika Powszechnego, a prawdopodobnie także jeden z pierwszych wierszy zamieszczonych w internecie, toteż nie masz we mnie złośliwości ani krzty żalu, kiedy niniejsze wyjaśnienie składam. Przeciwnie, towarzyszy mi głębokie poczucie niższości, że pcham się ze swoją poezją tam, gdzie czego innego Łaskawy Czytelnik oczekuje. Ponieważ jednak utwór jest wierszem, proszę, aby Łaskawy Czytelnik wyobraził sobie, że pomiędzy tytułem wiersza a wierszem nie ma nic. Nic, tylko światło. Proszę wyobrazić sobie, że nie ma tam landszafcika, nazwiska autora ani informacji „Czyta się 3 minuty”. Landszafcik można sobie wyobrazić w innym miejscu. Informację „Czyta się 3 minuty” też, ale w wersji poszerzonej: „Pisało się dwa lata. Czyta się 3 minuty, jeżeli się jest małpą”. Następnie proszę sobie wyobrazić, że ostatni fragment, od słów „...jak pamiętasz”, złożony jest tak, jak złożone byłoby motto (czyli odmienną czcionką i z dużym wcięciem), tyle że w odróżnieniu od motta umieszczony został przez autora z jakiegoś powodu na końcu, jako rodzaj lustrzanego odbicia motta albo – bo ja wiem? – jako motto, które się wiecznie spóźnia. Na koniec proszę sobie wyobrazić, że do tego „motta” nie jest przyklejony znak ©. O, bardzo dziękuję. Teraz jest dobrze.

Nie chodzi o papierosa. Chodzi o to, żeby Łaskawy Czytelnik wyobraził sobie jeszcze odrobinę światła, tzn. tzw. odstęp po wersie "Były w tym i symonia, i kanibalizm, i kazirodztwo", a przed słowami "Wywyższano ich poniżenie".

Jakoś nie pasuje. Mnie w każdym razie. Właśnie taki papieros, a konkretnie dymek lepiej pasuje. Bo palenie jest jak przetapianie. I jest w tym symonia (jeśli ująć całą historię fajki)i autokanibalizm, tylko nie wiem jak z kazirodztwem powiązać. Jeszcze nie. A dymek to wiadomo, że łączy się z armatą. Może jednak lepiej dymek? Pal licho licentiam poeticam? Wiersz chwilami unosi silna poezja, ale częściej to on ciągnie poezję - ciężkim krokiem i sapaniem prozy. Dzięki za wiersz.

jak dzwonów dźwięk

"Piszę powoli, bo wiem, że czytasz powoli". Cóż, wiersz czasem rodzi się w bólach, a spełnia się (oby!) w błysku. Wcale mu to nie musi szkodzić. Poza tym czytelnicy są przyzwyczajeni do pewnych konwencji i zrozumieją, że zdjęcie, nazwisko autora, informacja o czasie czytania (może komuś potrzebna do decyzji, czy w ogóle zaczynać) oraz znaczek © na końcu to tzw. paratekst. Czy Autor pogniewa się na wydawcę swoich tomików za numerowanie stron, chociaż taki numer może niespodziewanie wyskoczyć w środku wiersza, jeśli ten nie zmieści się na jednej stronie? A landszafcik, skoro być musi, jest całkiem a propos, co w TP wcale nie jest częste. Bo jest na nim nie co innego, tylko Włochy (wprawdzie nie Kampania), dzwonnica kościoła zalanego wodami Lago di Resia i dzwony, które podobno słychać (jak w "Świtezi"), ale tylko za sprawą wyobraźni, ponieważ dawno je stamtąd zdjęto... Fotoedytorowi należą się nie cięgi, lecz pochwała, że z jakimś zamysłem poszukał, wybrał i sensownie podpisał.

Wszystko to sobie wyobraziłem, zgodnie z wolą Poety. Zacząłem czytać, ale że nie chcę być małpą, odezwę się za dwa lata, by podzielić się wrażeniami, chyba że ktoś wcześniej da mi ostatecznego dzwona w nos...

Wszystko to sobie wyobraziłem, zgodnie z wolą Poety. Zacząłem czytać, ale że nie chcę być małpą, odezwę się za dwa lata, by podzielić się wrażeniami, chyba że ktoś wcześniej da mi ostatecznego dzwona w nos...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]