Ech, gdyby cały Kościół tak wyglądał... Justyna posyła tęskne spojrzenie w stronę stodoły, przed którą stoimy. Odbywa się drugi turnus Festiwalu Głębi – letniego wyjazdu społeczności zgromadzonej wokół chrześcijańskiej Fundacji Pogłębiarka. Stodoła to główne miejsce spotkań 380 uczestników. Na placu przed głównym wejściem rozstawiono ciężkie drewniane stoły i ławki. Siadamy na jednej z nich.
– Na mszach w swojej krakowskiej parafii słyszę twierdzenia, z którymi głęboko się nie zgadzam: że ciało jest złe i grzeszne. Żeby najpierw troszczyć się o innych, bo troska o siebie jest egoistyczna. Trudno jest mi także z raniącymi komentarzami na temat osób homoseksualnych, które kilka razy słyszałam z ambony.
„Akceptacja” i „otwartość” to słowa, które często słyszę zarówno od uczestników, jak i organizatorów festiwalu. – Tu jest ogromny poziom zaufania. Jakby to, że korzystasz z Pogłębiarki powodowało, że jesteś „swój” – mówi Agata Gregorkiewicz, jedna z prowadzących warsztaty. Wtedy jeszcze nie wiem, że podział na „swoich” i „tych poza” wróci w niepokojących rozmowach dwa miesiące później.
W Marózku, czyli wiosce na Mazurach, gdzie odbywa się Festiwal Głębi, witają mnie uśmiechnięci ludzie. Każdy, kogo proszę o rozmowę, podkreśla, jak wiele daje mu Pogłębiarka.
Kto jest twórcą Pogłębiarki
Festiwal Głębi to największe wydarzenie stacjonarne organizowane przez Fundację Pogłębiarka, właściciela darmowej aplikacji o tej samej nazwie. Korzysta z niej 30 tys. użytkowników, którzy mają dostęp do kursów tematycznych (np. adwentowego, wielkopostnego), publikowanych codziennie rozważań Słowa Bożego oraz 10-minutowych medytacji Ewangelii. W każdą niedzielę publikowana jest dłuższa, 45-minutowa medytacja chrześcijańska. W aplikacji można skorzystać z ignacjańskiego rachunku sumienia, zwanego tutaj sortownikiem myśli.
Treści są osadzone w duchowości jezuickiej, bo założyciel i obecny prezes fundacji, Daniel Wojda, to były kleryk tego zakonu. Pogłębiarka startowała jako kanał na YouTubie „Medytacje online” w 2015 r. Co niedziela pojawiały się tu prowadzone przez Wojdę medytacje. Sześć lat później prowincjał jezuitów zdecydował, że kleryk powinien opuścić zakon. W nagranym wtedy przez Wojdę oświadczeniu można było usłyszeć, że „przyczyna tej decyzji nie jest, jak często w takich sytuacjach bywa, związana z jakimś skandalem. To kwestia tego, że Towarzystwo Jezusowe ma zobowiązania w pracach, które wykonuje, a ja z moją charakterystyką się po prostu nie wpisuję w bardzo wiele tych prac”.
Prowincjał wydał też zgodę na zaangażowanie jezuitów w prace fundacji – np. Mieczysław Łusiak SJ jest autorem codziennych rozważań do Ewangelii. Rok po odejściu Daniela Wojdy z zakonu (w 2022 r.) odbył się pierwszy Festiwal Głębi – jeden turnus, który zgromadził 300 osób. Tegoroczny festiwal to trzy turnusy, w których łącznie wzięło udział 1140 osób. Plan festiwalu podzielono na bloki tematyczne: duchowość, psychologia i ciało. – Największą popularnością cieszyły się w tym roku warsztaty związane z ciałem – mówi Izabela Mendakiewicz, koordynator Wydarzeń i Spotkań. – Po otwarciu zapisów na festiwal 120 miejsc na ten blok rozeszło się w minutę.

Jak wyglądają warsztaty na temat ciała
Warsztat „Boskie ciało” w Warszawie zaczynamy od rundy zapoznawczej – każdy z siedzących w kręgu (przedział wiekowy od 20 do ponad 60 lat) mówi, dlaczego tu jest. Jakub: „Chciałbym zapoznać się ze swoim ciałem, bo na razie wydaje mi się, że jestem od niego oderwany”. W wypowiedziach ponad dwudziestu osób można usłyszeć m.in. o radości z tego, że tu są, ale też o lęku.
Potem Agata Gregorkiewicz (tancerka, nauczycielka świadomej pracy z ciałem oraz Mindfulness-Based Stress Reduction) poprosiła, abyśmy zaczęli chodzić po sali w kole, skupiając się przy tym na sobie, nie na innych. „Zauważcie swoje stopy, teraz stopy patrzą na inne stopy”.
Po jakimś czasie mam wrażenie, że zaczynam być bardziej świadoma własnego ciała, które jakby odnalazło połączenia między swoimi częściami. Wokół migają stopy: z pomalowanymi na czerwono paznokciami, surowe, ze sterczącymi skórkami. Teraz mamy wyjść z koła i rozproszyć się po sali. „Spójrzcie na inne ciała, jeszcze bez nawiązywania kontaktu wzrokowego”. Po kilku minutach możemy już sobie spojrzeć w oczy – niepewnie, z lekkim napięciem. Potem mamy „znaleźć na sali odpowiednie miejsce, w którym moglibyśmy zostać”. Zaczynają się ćwiczenia indywidualne i w parach.
– Wydawało mi się, że ćwiczenie, w którym przez kilka minut mieliśmy patrzeć w oczy innej osoby, będzie trudne – mówi Jakub, jeden z dwóch mężczyzn, którzy uczestniczyli w warsztacie. – Po chwili zorientowałem się, że czuję, jakbyśmy z tą koleżanką znali się od dawna. To było bardzo otwierające doświadczenie, jak zdjęcie pancerza, który bierze się z konwenansów.
W notatkach zapisał: „Zaufać sobie i innym bardziej”. – W tym roku, czyli w wieku 35 lat, zorientowałem się, że mam samobiczujące przekonania na temat ciała: że nie warto się nim zajmować. To był dla mnie sygnał, żeby spróbować czegoś nowego.
Model biznesowy Pogłębiarki: część dochodowa zarabia na misyjną
Czym jest Pogłębiarka? Artur Sikora, manager, który zarządza grupą 211 osób (liderów i wolontariuszy): – To hybryda firmy i wspólnoty; nie da się nas jednoznacznie zaszufladkować. Działalność fundacji ma dwie „nogi”: misyjną, czyli darmowe treści dostępne w aplikacji i poza nią, np. social media, podcasty; i dochodową, do której dostęp jest płatny. Są to warsztaty, webinary, konferencja „Krok w głąb”, Festiwal Głębi, wydawnictwo, sklep online. Część dochodowa stara się zarobić na część misyjną. Obie integrują tematy z zakresu duchowości, psychologii i ciała.
Daniel Wojda, prezes Fundacji Pogłębiarka: – Lubię patrzeć na Pogłębiarkę jak na wioskę, czyli przestrzeń, która łączy ludzi o podobnej wrażliwości. Wiara jest dla nich ważna, ale nie chcą rozmawiać o niej w starym języku, skupionym na lęku i grzechu. Bardzo porusza mnie, że ludzie odbijają się od Kościoła i mówią: nie wierzę Bogu. A w Pogłębiarce odkrywają, że w Kościele jest dla nich miejsce.
Biznesowe inspiracje
Magdalena Tomicka, w Pogłębiarce jest liderem Centrum Rozwojowego, zawodowo – globalny dyrektor ds. HR w firmie technologicznej, zwraca uwagę, że budowanie relacji i poczucia bezpieczeństwa wspierają narzędzia biznesowe. Mówi, że Kościół, rezygnując z nich, często traci.
– W Pogłębiarce proponuję rozwiązania, które sprawdziły się w ciągu kilkunastu lat mojej pracy w różnych firmach. Po pierwsze, stawiamy na rozwój ludzi. Każdy wolontariusz uczestniczy w podstawowym kursie „Komunikacja Bez Przemocy” (NVC), prowadzonym przez certyfikowanych trenerów. Liderzy sekcji wykonują badanie „Kompas Kariery”, dzięki czemu możemy sprawdzić, czy odpowiedzialności w Pogłębiarce pokrywają się z ich naturalnym potencjałem. Drugi filar działalności naszego centrum to rozwój organizacji. Przeprowadziliśmy audyt naszej misji, wartości i zasad oraz przepływu informacji w zespole. Przygotowaliśmy też jasny opis ról i struktury organizacyjnej. Dzięki temu wiadomo, do kogo w jakich sprawach się zgłosić oraz gdzie kończy się odpowiedzialność danej osoby.
Czy wolontariuszom grozi wypalenie
Tomicka, zapytana o wyzwania, z którymi mierzy się zespół Pogłębiarki, wskazuje moment, kiedy zauważono ryzyko wypalenia u wolontariuszy. – Tak bardzo utożsamili się z naszą misją i służbą, że pracowali więcej, niż początkowo zakładali. Z jednej strony dawało im to ogromną satysfakcję, a z drugiej prowadziło do przemęczenia. Przeprowadziliśmy wtedy ankietę dotyczącą ich samopoczucia. Dzięki niej wdrożyliśmy pomysły, jak lepiej o siebie zadbać, np. zmniejszyliśmy liczbę obowiązków, rozdzielając je między więcej osób, lub umówiliśmy się, że nie będziemy wysyłać wiadomości na naszym fundacyjnym komunikatorze po godzinie 22.
W skuteczność tych działań wątpi Sylwia Bijak, która opuściła Pogłębiarkę, jak mówi, z chęci przemodelowania swojego życia. Pracowała tam przez dwa lata, do października 2023 r. – Z perspektywy czasu widzę „czerwone flagi”, na temat których odbywało się wiele rozmów. Od trzech lat zespół sygnalizuje, że tempo jest za duże. Mówi się, że powinniśmy zwolnić, i to się nie dzieje. Nie przekonują mnie argumenty, że Kościół albo rynek potrzebuje aż tylu projektów, jeśli jest niebezpieczeństwo, że zespół będzie przepracowany, albo nie będzie czasu na dopracowanie pewnych przestrzeni w organizacji. W takich miejscach jest jednak jeden problem: ludzi, którzy są wolontariuszami, dużo łączy. Na przykład ogromna skłonność do brania nadodpowiedzialności. To nie jest tylko o Pogłębiarce, to jest o zjawisku. Uważam, że zespół Pogłębiarki tworzą wspaniałe osoby, którym dużo zawdzięczam i które bardzo szanuję. Tym bardziej przykro mi obserwować, że powodem wielu odejść z tej organizacji jest właśnie wypalenie.
Daniel Wojda mówi, że odejść z zespołu jest niewiele. – Niektórzy uznali, że to, co robią, już ich nie rozwija lub nie cieszy. Nie uznałbym tego za wypalenie, tylko zwyczajny czas na zmianę. Sygnał o możliwym wypaleniu pojawił się w zeszłym roku. Cały zespół przeszedł wtedy szkolenie z work-life balance. Koordynatorów sekcji poprosiliśmy, żeby dbali, aby wolontariusze nie pracowali więcej, niż deklarowali w umowach wolontaryjnych. Po wakacjach przeprowadziliśmy też rozmowy na ten temat z koordynatorami sekcji. Wynikło z nich, że problem może dotyczyć jednej osoby, która obecnie zmienia dział, a reszta to nie tyle wypalenie, co frustracje wynikające z niedoskonałych procesów (np. długie oczekiwanie na decyzję, późne powstawanie materiałów). W efekcie powstała 8-osobowa grupa, która opracowuje zmiany w organizacji zespołu.
Ochrona przed nadużyciami
I w rozmowie z Magdaleną Tomicką, i Danielem Wojdą, wraca temat ochrony przed nadużyciami. – Obserwuję to, co dzieje się w Kościele, i chciałbym zabezpieczyć Pogłębiarkę przed nieprawidłowościami. Zarówno tymi, które wynikają ze struktury organizacyjnej, jak i ludzkich działań – mówi Wojda. – Przeprowadziliśmy już wewnętrzny audyt finansowy. W planach mamy też zaangażowanie znanej ekspertki od nadużyć w Kościele, która ma przeprowadzić rozmowy z członkami zespołu. Po ich zakończeniu wyda dla nas rekomendacje.
Magdalena Tomicka dodaje, że w planach jest też stworzenie dodatkowej komórki, roboczo nazwanej komisją etyczną. Każda osoba z zespołu mogłaby tam zgłaszać potencjalne naruszenia. Komisję mają tworzyć osoby z Fundacji Pogłębiarka i z zewnątrz.
W przeprowadzeniu zmian organizacyjnych zgodził się pomóc też świecki ekspert, który chce pozostać anonimowy. Ma ponad 20-letnie doświadczenie w doradztwie dla przedsiębiorstw i organizacji z trzeciego sektora, w tym katolickich. Pomaga im tworzyć strategie rozwoju i budować ład organizacyjny. Wśród zaproponowanych przez niego rozwiązań jest dokładne opisanie zadań i odpowiedzialności w ramach zarządu, utworzenie rady programowej, która miałaby wspierać zarząd w realizacji misji i wizji fundacji oraz powołanie komisji rewizyjnej, która będzie weryfikować prawne i finansowe aspekty działania organizacji. – W Pogłębiarce przydałaby się też superwizja psychologiczna i duchowa – dodaje.
Dlaczego Pogłębiarka nie ma asystenta kościelnego
Jezuita Krzysztof Dzieńkowski zauważa, że Pogłębiarka nie ma asystenta kościelnego, mimo deklaracji złożonej w filmie nagranym po usunięciu Daniela Wojdy z zakonu. – Wierzę, że Bóg działa przez Pogłębiarkę, Daniela i jego współpracowników. Nie oznacza to jednak wolności od błędów i działania złego ducha. Dlatego niepokoi mnie fakt, że od strony kościelnej Pogłębiarka nie ma nad sobą żadnego autorytetu ani kontroli. Gdyby pojawiły się jakieś nadużycia czy nieprawidłowości, Kościół nie ma formalnych środków, żeby reagować. Pogłębiarka mogłaby mieć asystenta kościelnego albo sformalizować działanie jako stowarzyszenie kościelne, jednak tak się nie stało. Pytanie, dlaczego i czy nie jest to lęk przed autorytetem i wpływem z zewnątrz? W końcu autorytet Kościoła hierarchicznego jest m.in. po to, aby zapewnić bezpieczeństwo, a nie żeby być jakąś konkurencją. Trzeba pamiętać, że Pogłębiarka jest jak potężna parafia: kształtuje duchowo dziesiątki tysięcy ludzi, a to bardzo poważna odpowiedzialność.
Wojda odpowiada, że Pogłębiarka od początku była instytucją świecką bez ambicji stawania się stowarzyszeniem kościelnym. – Staraliśmy się jednak nawiązać współpracę z instytucjonalną częścią Kościoła. Dwa razy pytałem o to jezuitów: za pierwszym razem odmówili, za drugim odpowiedzi w ogóle nie było. O współpracę i audyt poprosiłem też Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach i tu też odmówiono współpracy z powodu braku czasu. Na koniec prosiłem o współpracę abp. Adriana Galbasa, który najpierw się zgodził, a następnie wycofał. Wtedy stwierdziłem, że te próby nie mają sensu i zacząłem pracę nad stworzeniem gremium odpowiedzialnego za weryfikację treści w ramach Pogłębiarki: rady fundacji i rady programowej fundacji.
W filmie Wojda mówił, że o. Mieczysław Łusiak SJ nie jest asystentem kościelnym, bo nie dostał na to zgody. Jest nieoficjalnym opiekunem duchowym Pogłębiarki. – Mietek ogląda wszystkie nasze materiały i kiedy widzi coś niepokojącego, reaguje. Uczestniczy też w większości organizowanych przez nas wydarzeń. Nasza wizja Kościoła nie jest klerykalna: trafnie pisze o tym Marek Kita w książce „Zostać w Kościele. Zostać Kościołem”. Uważamy, że konieczna jest superwizja, ale ani funkcja asystenta kościelnego, ani stawanie się instytucją kościelną nie załatwią tego tematu, co pokazują skandale w Kościele.
Zakaz konkurencji?
Sylwia Bijak, była współpracowniczka Pogłębiarki, mówi też o niepokoju co do duchowego funkcjonowania przedsięwzięcia. – Działa tam Duch Święty, ale nie zgadzam się, że wszystko jest rozeznawane, i że modlitwa jest zawsze na pierwszym miejscu. Jest tam też duży lęk o wypłacalność. Bierze się to z dobrej intencji, bo z poczucia odpowiedzialności za ludzi, których zatrudnia Pogłębiarka. Brakuje może jednak podejścia, że jeśli to Boży projekt, to niech On się o to martwi, nie muszę aż tak biec i stawiać tylko i wyłącznie na swoje zasoby.
– Jesteśmy młodą fundacją, która przez pierwsze trzy lata rozwijała się bardzo dynamicznie. Teraz jesteśmy w fazie refleksji i reorganizacji – przekonuje Wojda. Uważamy, że kwestia wypłacalności i odpowiedzialności za podjęte zobowiązania nie podlega dyskusji. Obowiązkiem fundacji jest zapewnienie bezpieczeństwa finansowego osobom, które zdecydowały się na pracę u nas. Dlatego zarzut, że za bardzo martwimy się o wypłacalność fundacji, uważam za absurdalny.
Sylwia Bijak zwraca też uwagę na – jak mówi – przynajmniej trzy przykre rozmowy o konkurencyjności lidera z wolontariuszami lub pracownikami. Odbyły się one w ciągu ostatnich kilku miesięcy i dotyczyły sprzeciwu wobec zaangażowania wolontariusza we współpracę w podobnych tematycznie projektach. Uważam, że w Kościele powinniśmy grać do jednej bramki. Nie traktować się jako konkurencji, tylko sobie kibicować. Jesteśmy w służbie temu, do czego zaprasza nas Bóg, a nie w służbie danej organizacji, i o tym nie wolno nam zapominać.
Daniel Wojda wyjaśnia: – Rozmowy odnośnie do zakazu konkurencji prowadziliśmy wyłącznie z osobami zatrudnionymi: koordynatorami, którzy mają dostęp do informacji poufnych. Czyli wrażliwej wiedzy z zakresu wytwarzanego przez nas know-how, projektów biznesowych lub planów fundacji. Zaczęliśmy je po tym, jak doświadczyliśmy kopiowania wytworów pracy zespołu. Należy odróżnić ograniczanie możliwości działania od dbania o to, co wypracowała organizacja. Jeśli zespół pracuje na jakiś pomysł przez kilka miesięcy, a później ktoś to kopiuje, to nie jest OK. Chcemy tworzyć kulturę szacunku dla wspólnej pracy. Jednocześnie jest dla mnie oczywiste, że ludzie angażują się poza Pogłębiarką. Nie ma tu żadnego zakazu dla wolontariuszy. Niezdrowe byłoby, gdyby tego nie robili.
Biznes w służbie wiary
We wspomnianej książce Marka Kity jest fragment: „W układaniu wewnątrzkościelnych stosunków możemy i powinniśmy się zachowywać jak dorośli (por. 1 Kor 14, 20), traktując się nawzajem po siostrzanemu i bratersku – w tym kontekście dbając o posłuszeństwo jedynemu Mistrzowi (por. Mt 23, 8. 10). Istnieje droga biegnąca slalomem między czekaniem na aprobatę »władzy duchownej« a buntem wobec wszystkiego, co kościelne”.
W tym slalomie każdy członek Kościoła kiedyś się potknie, bez względu na to, czy korzysta z narzędzi biznesowych. Ważniejszym wydaje się pytanie, co z tym upadkiem zrobi.
AUTORKA jest psychologiem, absolwentką Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała w „Dużym Formacie”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














