Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pod gwiazdą piołun

Pod gwiazdą piołun

25.09.2017
Czyta się kilka minut
Odległość od domu wydała mi się niezwykle duża. Jakbym wydostał się albo został wygnany ze swojego życia. Ale czyż nie po to wyjeżdżamy na wakacje? Żeby sprawdzić, co się z nami stanie albo skąd się wzięliśmy?
Poligon w Semipalatyńsku. Tu w 1949 r. zdetonowano pierwszą radziecką bombę atomową. Do 1963 r. przeprowadzono ok. 500 wybuchów jądrowych. W 1991 r. poligon zamknięto. Na zdjęciu grupa radzieckich i zagranicznych dziennikarzy na terenie poligonu, 1991 r. ALEXANDER LISKIN / RIA NOVOSTI / AFP / EAST NEWS
W

Wakacje. 3,5 tysiąca kilometrów w kurzu, upale, przez suche zarośla i po płaskim. W Rosji było za dużo drzew. Całymi dniami drzewa i bagna. Tutaj, w Kazachstanie, w ogóle drzew nie było. Nie było cienia. Na przydrożnych parkingach stały blaszane altanki rozgrzane jak piekarniki. Co sto, dwieście kilometrów. W stalowych beczkach dopalały się śmieci. A potem znowu płasko, pyliście, z wiatrem w martwych badylach. Szary piach, szare niebo, szare słońce. Ale chciałem zobaczyć okolice nieczynnego poligonu atomowego koło Semipałatyńska. Poligon był tak naprawdę koło Kurczatowa, ale mówiło się „koło Semipałatyńska”. Zobaczyć, jak to wyglądało, w jakim krajobrazie detonowali te wszystkie kilotony i megatony, te czterysta parę bomb przez czterdzieści parę lat.

Niewyrafinowana pustka

Po jakieś proroctwo jechałem, po odsłonięcie rzeczy ostatecznych. Drogą z tymi blaszanymi budami...

18182

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Hmmm … ta historia przypomina mi, że na pewnym etapie swojego życia, żyjąc za granicą, starałem się unikać rodaków. Wydawali mi się zbyt … zwyczajni. Przemykali, z reguły w grupach, przez miasta zachodu, zaopatrując się w elektronikę, masło orzechowe, modele do sklejania, szybkowary czy co tam jeszcze, a kraj w którym akurat przebywali wydawał się ich w ogóle nie interesować. Co najwyżej wynajdowali nazwy dla autochtonów – a to „Kasztany” dla Austryjaków a to „Drwale” dla Szwedów. Tworzyli coś w rodzaju sprzysiężenia zapobiegliwości i byli w tym w sumie w skrzętny sposób dość kobiecy.

Unikałem, bo fascynowała mnie druga – prawdopodobnie męska – strona – latanie na księżyc czy japońska technika motocyklowa. I tak wykluczyłem się na parę lat z Polski, dzięki czemu dotarłem w miejsca, w które Polacy docierają rzadko. Na przykład na most łączący Braunau i Simbach przez który wjechał swojego czasu do Austrii niejaki „Fuehrer” który w Braunau się urodził a w Simbach kształciła się jego Ewa. Most był poza tym na drodze z austryjackiej pijalni piwa do niemieckiej i żeby jeszcze podkreślić niepolskość sytuacji, to szedłem sobie przezeń objęty z Rosjanką, która – też nie do końca trzeźwa – śpiewała co sił w płucach hymn ZSRR. Ale też widziałem łzy w oczach tej samej Rosjanki kiedy ktoś rzucił hasło „Putin”. I pamiętam jej krótkie „to szczur”. I widziałem też płaczącego Niemca z twarzą ukrytą w dłoniach, powtarzającego „Mein Gott”, po tym jak opowiedziałem mu jak to w przedszkolu wrzeszcząc „Haende hoch” bawiłem się w wojnę.I jeszcze podrzuciłem „Pana Tadeusza” mojej wiedeńskiej sąsiadce, dla której robiłem zakupy bo nie mogła już ich robić sama, a z którą znalazłem wspólny język, bo w młodości czekała aż na balkon wyjdzie Jan Kiepura i zaśpiewa dla niej i dla koleżanek. Znalazłem go swoją drogą w bibliotece dzielnicowej w Wiedniu, która miała dział z literaturą polską. Przeczytała i zapytała się dlaczego oni tam ciągle jedzą i skąd mają na to pieniądze.

Ponieważ jednak coraz bardziej jasnym stawał się że domek na przedmieściu z zaparkowanym przed nim Harleyem właśnie komponuje się jakoś z projektem Manhattan, to właśnie polska sielankowość – ale też i kłótliwość – zaczęły mi się jawić jako wielce zrównoważone. Ale też zaprowadziłbym gości pod Zamek Królewski w Warszawie. I pod budynek szkoły rycerskiej gdzie uczył się Kościuszko. W miejsca związane z polskim oświeceniem. I samemu pomyślałbym o tym, jak – widząc piramidalny infantylizm obecnych mężów stanu – wejść w buty Koniecpolskiego czy Zamoyskiego czy Kościuszki właśnie. Albo jak dodać jednak odrobinę męskości do kraju gdzie do ponoszenia odpowiedzialności zmuszone są w końcu kobiety. Wypada mi na to, że przez naukę. Pewnie przez naukę udziału w sferze publicznej wszędzie tam, gdzie powstaje taka możliwość. Przez zaczynie od zera. Przez ścieżkę rowerową i wybór wójta. Albo przez nazwanie Komitetu Obrony Demokracji Komitetem Rozwijania Demokracji. Przez dodanie do odpowiedzialności za pracę i za rodzinę odpowiedzialności za Rzecz Pospolitą. Pamiętając że jest to zadanie trudne, bo związane z wydawaniem nie swoich pieniędzy i spotykaniem ludzi z którymi nic nie musi nas łączyć.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]