Po co komu billingi?

Rozumiem doskonale, że policja ma śledzić przestępców, zbierać dane, aresztować i przekazywać prokuraturze zebrane materiały dowodowe. Rozumiem, że czasami ta praca jest trudna i żmudna, że policja nie ma dostępu do wszystkich prywatnych danych o obywatelach i ogromnie nad tym ubolewam. Jednak na razie żyjemy w państwie demokratycznym, w którym wolność obywateli jest podstawową wartością, a troska o tę wolność zadaniem rządu. I nie wolno postępować tak, by ograniczać wolność obywateli tylko dlatego, że czasem wolność tę wykorzystują przestępcy.
Czyta się kilka minut

Przecież łatwo sobie wyobrazić sytuację, kiedy (już mieliśmy tego przykłady) przestępcy lub podejrzani spotykają się w restauracji. Kto się tam spotyka i o czym rozmawia? Czy nie byłoby słuszne wprowadzić po prostu podsłuch we wszystkich restauracjach oraz pozwolić, by kelnerzy robili klientom zdjęcia, a restauracje archiwizowały je przez dwa lata, by potem przekazać jakiejś tajnej państwowej agencji? A spotkania w domach? Przecież też byłoby łatwiej, gdyby były nagrywane i filmowane.

Po 11 września w wielu krajach wprowadzono w miejscach publicznych środki bezpieczeństwa, takie jak kamery na ulicach czy stacjach metra w Londynie. Były protesty, ale zrozumiano, że stoi za tym wyższa racja. Do dzisiaj nie wiadomo, czy ta racja naprawdę przeważa nad konstytucyjnymi gwarancjami wolności obywatelskich. Z obawy przed terrorystami naruszono więc - na rozmaite sposoby - te konstytucyjne wolności. Za każdym razem naruszający musiał się długo tłumaczyć, że jest to niezbędne ze względu na bezpieczeństwo państwa, a więc i obywateli.

W Polsce proponuje się wprowadzenie zasad, które mogą bardzo łatwo zostać rozszerzone. Poseł Giertych, który kocha specjalne komisje sejmowe, już się rozochocił, że przedłużenie przechowywania billingów pomoże pracy ewentualnych komisji sejmowych. Takie rozumowanie może szybko zostać dalej posunięte.

Niebezpieczeństwo nie polega akurat na billingach, ale na pewnej zasadzie, która w Polsce obowiązuje nieprzerwanie od 1945 roku. Kiedy pojawia się ktoś, kto nadużywa prawa, natychmiast pojawiają się też koncepcje, jak w ogóle uniemożliwić nadużywanie prawa w danej dziedzinie, nie bacząc na wolności obywatelskie. Kiedyś to było zrozumiałe, bo komunizm, ale teraz?

Tak było na przykład, kiedy niecni ludzie wykorzystywali fundacje do niecnych działań. Rzeczywiście, takie przypadki miały miejsce. Natychmiast spróbowano nie tylko poddać fundacje surowszej kontroli finansowej (słusznie), ale także ograniczyć prawo fundacji do działalności gospodarczej (niesłusznie). Podobnie było w wielu innych przypadkach. Łapać złodzieja - a złodziejem jest potencjalnie każdy obywatel i każda organizacja. To dlatego prawo w Polsce tak bardzo utrudnia działalność gospodarczą. W imię zasady, że lepiej coś utrudnić, żeby potencjalny oszust nie miał szans, niż ułatwić, a oszusta łapać.

Nie przejmowałbym się tym tak bardzo, gdyby nie następne pomysły dokładnie z tej samej dziedziny, jak pomysł ministra Dorna dotyczący skasowania Sądu Lustracyjnego, a wobec tego pozostawienia obywateli bez obrony prawnej, kiedy zostanie im postawiony zarzut, czy też pomysł z zakazywaniem legalnych demonstracji, który swój finał znajdzie w Strasburgu, gdzie sprawa zostanie na pewno przez demonstrantów wygrana. Sam fakt, że zakazuje się, bo może to spowodować zagrożenie dla porządku publicznego, jest typowy. Może spowodować, a nie istnieje bardzo poważne prawdopodobieństwo, że spowoduje.

Władza w Polsce na razie musi działać na podstawie Konstytucji, ale - jak widzimy - bardzo łatwo wprowadzać ograniczenia wolności mimo Konstytucji. Dlatego też tak ważne jest, by Rzecznikiem Praw Obywatelskich był rzeczywiście niezależny od władzy i bardzo poważny prawnik i byśmy wszyscy uczyli się bronić naszego prawa do wolności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 52/2005