Geniusze często bywają źle rozumiani przez współczesnych im szaraczków. Tym razem ucierpieli pomysłodawcy frymuśnej akcji promocyjnej w jednej z sieci dyskontów, w której za jednorazową opłatą konsument zyskiwał prawo do zakupu określonej w regulaminie liczby puszek wybranych piw.
Klientom tak się całość skleiła z mechanizmami znanymi choćby z serwisów streamingowych, że ochoczo dopowiedzieli sobie, jakoby w całość zaszyty był jeszcze mechanizm cyklicznej płatności za piwko w promocji. Euro w Niemczech właśnie nabiera rozpędu, nasi wciąż w grze, a przed nami jeszcze trzy tygodnie boiskowych emocji. W takim rozgardiaszu można istotnie zapomnieć, że się napoje skończyły.
Piwna promocja, która nie była subskrypcją, choć na takową klientom wyglądała, szybko stała się głośnym tematem mediów. W serwisach społecznościowych specjaliści od walki z uzależnieniami wylewali żale na bezmyślność architektów przedsięwzięcia, które wprost zachęca do częstszego picia/pijaństwa (niepotrzebne skreślić). Wywołani do tablicy pomysłodawcy próbowali wyjaśnić, że primo – nie było żadnego mechanizmu samoodnowienia opłaty, promocja miała bowiem charakter jednorazowy. Secundo – że trzeźwo rozumując, zaszyli w regulaminie punkt ograniczający liczbę piw dostępnych jednego dnia, żeby co bardziej krewkich konsumentów nie wysyłać od razu do domu z całą zakupioną baterią. W promocjach konkurencji ze świecą szukać podobnej odpowiedzialności. Całość wyglądała na rasową sytuację kryzysową, gdy pierwotne zamiary biorą w łeb i sprawa zaczyna żyć własnym życiem. Z drugiej strony – nie ma czegoś takiego jak zła sława. Nazwa dyskontu przewaliła się przez internet w milutkim niczym kocyk kontekście słowa „promocja”.
Od kilku lat nieprzerwanie rośnie w Polsce konsumpcja alkoholu, jedynej substancji psychoaktywnej, którą sobie kulturowo oswoiliśmy, otoczywszy uprzednio wianuszkiem miłych sercu i umysłowi asocjacji. Zachodniej kulturze nieznane są okoliczności usprawiedliwiające zażywanie narkotyków, za to jej kalendarz aż pęcznieje od dat i kontekstów, które wprost wołają o szklaneczkę czegoś mocniejszego. Latem niepodzielnie rządzi piwo, oczywiście tylko dla orzeźwienia. „Pij odpowiedzialnie” – jak nawołuje hasło reklamowe jednego z megakoncernów piwowarskich. Za efekty uboczne musi być odpowiedzialny konsument. Producent tylko produkuje.
Producenci piwa, w odróżnieniu od wytwórców mocniejszych alkoholi, mogą je w Polsce jeszcze reklamować. Dziwny to relikt czasów, w których polską codziennością rządziła wódka pita z gumofilca, a ustawodawca liczył na to, że wymuskane reklamy dużych browarów ucywilizują nasze zwyczaje konsumpcyjne, popychając je w stronę tych praktykowanych za zachód od linii Odry. Trzeba przyznać, że się to udało. Aż 75 proc. czystego alkoholu krążącego w żyłach Polaków pochodzi dziś z piwa. Z wódki – niespełna 10 proc. Może więc czas pomyśleć nad zmianą przepisów traktujących piwo jako sprzymierzeńca w walce z alkoholizmem. Zanim ktoś naprawdę dojdzie do wniosku, że czas ruszyć ze sprzedażą piwa w modelu subskrypcyjnym.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















