Spotkanie „Ostateczności” dotyczyło tematów, o których zwykle milczymy – starości, choroby i śmierci. Anna Ciarkowska, Zośka Papużanka i Katarzyna Sobczuk, gościnie spotkania Katarzyny Kubisiowskiej, mówiły o tym, jak literatura pozwala zbliżyć się do różnych doświadczeń ostateczności bez lęku i wstydu. Ciarkowska wspominała babcię, której stuletnie życie stało się opowieścią o czułości i prostocie. Papużanka opowiadała o granicach ciała, o upokorzeniu, jakie niesie niedołężność, i o pragnieniu godnej śmierci. Sobczuk podkreślała znaczenie rozmowy z bliskimi o własnym odchodzeniu – jako aktu miłości i odpowiedzialności. Wspólny wniosek był jeden: śmierć nie przestaje być częścią życia, a literatura może nauczyć nas, jak o niej mówić.
Spotkanie „Koniec świata i co dalej” zgromadziło trójkę autorów, którzy o apokalipsie myślą nie jako o katastrofie, lecz o laboratorium nadziei. Marek Baraniecki, Michał Cetnarowski i Magdalena Salik – w rozmowie prowadzonej przez Karolinę Fedyk – zastanawiali się, czy literatura ma obowiązek ostrzegać przed zagładą, czy raczej służy oswajaniu lęków. „Pisanie jest formą nadziei, nie obowiązku” – mówiła Salik. Cetnarowski dodawał, że dobre książki powstają wtedy, gdy piszemy „wbrew sobie”, szukając empatii tam, gdzie jej nie mamy. Baraniecki przypomniał, że nawet koniec świata może być punktem wyjścia do przemiany – momentem, w którym pojawia się „nadzieja bez nadziei”. Rozmowa pokazała, że apokalipsa w literaturze nie kończy się ruiną, lecz próbą zrozumienia, jak zacząć od nowa.
„Inaczej niż w raju” z Hanną Nordenhök, prowadzone przez Justynę Czechowską, było z kolei rozmową o iluzjach, które sami tworzymy. Autorka mówiła o swoich bohaterkach żyjących „między prawdą a teatrem” i o epoce, w której „storytelling stał się przemocą”. Wspominała o mediach społecznościowych jako współczesnym gabinecie luster, gdzie kłamstwo przybiera estetyczną formę. Nordenhök podkreślała, że fikcja nie jest ucieczką, lecz próbą odzyskania sensu – i wiary, że prawda jeszcze istnieje.
Dzień zamknęło spotkanie „Jesteśmy gdzieś indziej” z Yan Ge, prowadzone przez Agnieszkę Walulik. Pisarka opowiadała o przejściu z chińskiego na angielski – nie jako o wyborze, lecz konsekwencji życia w świecie zdominowanym przez jeden język. „To postkolonialny problem: zostaliśmy skolonizowani przez angielski, a teraz nim myślimy” – mówiła. Porównywała „czasową” strukturę angielszczyzny z „przestrzenną” chińszczyzną, w której opowieść tworzy się z obrazów, nie z chronologii. Dla Yan Ge zmiana języka okazała się eksperymentem, a pisanie w obcym idiomie – nową formą bliskości i rozmowy z samą sobą.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















