Reklama

Piękna i nowoczesna

Piękna i nowoczesna

09.02.2010
Czyta się kilka minut
Kończył się rok 1920, gdy inżynier Tadeusz Wenda przybył na Pomorze, by znaleźć miejsce na nowy polski port. Wkrótce na kaszubskich piaskach powstały port i miasto - Gdynia.
N

Na podstawie traktatu wersalskiego Rzeczpospolita uzyskała co prawda dostęp do Bałtyku, ale na 147-kilometrowym pasku wybrzeża nie było portu odpowiadającego potrzebom młodego państwa. A korzystanie z Wolnego Miasta Gdańska od początku było problematyczne - przede wszystkim z powodów politycznych.

Potrzebny był nowy port, handlowy i wojskowy. Wybór padł na Gdynię - w tym czasie niewielką wioskę, która szybko przeobraziła się w nowoczesne miasto. Już w 1922 r. do gdyńskiego portu zawinęła "Gdynia": pierwszy pełnomorski statek (z Gdynią jako portem macierzystym). W 1923 r. ruszyła międzynarodowa linia pasażerska z Gdyni do francuskiego portu Le Havre. Rozwój miasta przyspieszyła polsko-niemiecka "wojna celna" - do Gdyni doprowadzono ze Śląska linię kolejową, która umożliwiła eksport polskiego węgla w świat. W 1935 r. uruchomiono lotnisko.

W 1938 r., na rok przed wybuchem II wojny światowej, Gdynia była najnowocześniejszym portem na całym Bałtyku.

***

W 1938 r., w 20-lecie odzyskania niepodległości, Edmund Bartnik - dyrektor zakładów mięsnych w Chylonii (jeszcze niedawno kaszubskiej wsi, w 1930 r. włączonej do miasta) - zabrał do Torunia swego syna Jerzego. Mały Jurek z przejęciem patrzył, jak ojciec, ubrany w mundur legionisty, jest dekorowany Złotym Krzyżem Zasługi - za wkład w rozbudowę Gdyni. Jurek zapamiętał też dwóch polityków, Eugeniusza Kwiatkowskiego i Władysława Raczkiewicza, których wskazał ojciec.

Jurek Bartnik przyjechał do Gdyni z mamą i siostrą w 1935 r., kiedy minister Kwiatkowski zaproponował ojcu zbudowanie tam kombinatu rzeźnickiego. Tata, z zawodu weterynarz, ofertę przyjął i zbudował zakłady najnowocześniejsze w Europie, w których nic się nie marnowało: była i bekoniarnia, i garbarnia, i nawet fabryka szczotek.

Dla Edmunda Bartnika była to jego kolejna misja - dla Polski. Tak to widział. I pełnił ją z takim samym oddaniem, z jakim wstępował w 1915 r. do Pierwszej Brygady, albo gdy walczył w Trzecim Powstaniu Śląskim. - Zamieszkaliśmy na Kamiennej Górze w Gdyni, na ulicy Sienkiewicza. Mieliśmy willę z wielkim ogrodem. Był też taras z widokiem na morze, było stamtąd widać jacht "Dar Pomorza" - wspomina Jerzy Bartnik. - Do szkoły chodziłem też na Kamiennej Górze. Nazywała się "Radość". Miałem kolegów i niemieckich, i żydowskich, i polskich. Tata był weterynarzem, więc w domu było pełno zwierząt: myszy, węże, nawet borsuki. Zabierał mnie na polowania.

- Gdynia, jaką zapamiętałem z dzieciństwa, to było nowoczesne miasto, część Zachodu. Piękne i czyste. Wszyscy byliśmy szalenie dumni, że jesteśmy z Gdyni - wspomina Jerzy Bartnik. - Tata dużo pracował, ale czasem w niedzielę chodziliśmy z rodzicami do kawiarni, chyba na ulicy Kościuszki, koło poczty... Pamiętam, kiedy raz przyjechała murzyńska orkiestra. Jazz grali, wtedy nowoczesną muzykę.

***

Marzenie skończyło się we wrześniu 1939 r. Gdynia broniła się, ale nie mogła długo stawiać oporu. Włączona do Reichu, wraz z Gdańskiem i polskim Pomorzem, została przemianowana na Gotenhafen; Niemcy wypędzili stąd Polaków.

Także Edmund Bartnik uczestniczył w obronie miasta. Bronił swoich zakładów mięsnych. Choć weterynarz, operował rannych. Potem starał się pomóc w ucieczce do Szwecji tylu osobom, ile to możliwe. Za to został aresztowany. Jako rodowity Ślązak mógł podpisać volkslistę: zadeklarować, że czuje się Niemcem. Odmówił. Rozstrzelano go w Piaśnicy 13 listopada 1939 r.

- Polska dla ojca była najważniejsza - mówi Jerzy Bartnik, którego jako jedynego z rodziny Niemcy dopuścili na widzenie z ojcem w gdyńskim areszcie. - Pamiętam, tata powiedział, że gdyby miał nawet dwa życia, to oddałby je dla ojczyzny. I żebym nie zapomniał, że jestem Polakiem.

Jerzy Bartnik, wygnany z rodziną z Gdyni, jako 13-latek wziął udział w Powstaniu Warszawskim. Został najmłodszym kawalerem orderu Virtuti Militari. W Powstaniu zginęła jego siostra Lalka, także walcząca w AK. Matkę jeszcze w 1942 r. aresztowano za udział w konspiracji i wysłano do Auschwitz.

***

Po wojnie Jerzy Bartnik większość życia spędził na emigracji. Do Polski pierwszy raz przyjechał w 1972 r. - i pojechał do Gdyni. Mury zakładów mięsnych stały nadal, tylko po nowoczesnych maszynach, wywiezionych przez Niemców, ślad zaginął.

- I tak mnie tam nie wpuszczono. Jako syna udziałowca - opowiada. - Potem, w latach 80., było już inaczej. Teraz wspaniale się tu czuję. Gdynia to część mego życia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]