Paradoks Jezusa: gdy odchodził modlić się, znajdowało Go mnóstwo ludzi

Jeden z naszych biskupów, zapytany kiedyś przez młodego człowieka o argumenty za prawdziwością wiary, odpowiedział: mogę ci pokazać stan mojego konta bankowego i moich kolan.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu…” (zob. Mk 3, 7-12). Sytuacja wydaje się paradoksalna: Jezus odsuwa się na ubocze; w efekcie jednak znajduje… „wielkie mnóstwo” poszukujących Go ludzi.

Rozwiązania tego paradoksu można najpierw poszukać w użytym tu przez Ewangelistę słowie. Marek posługuje się greckim terminem anachoreo, to znaczy odejść, odstąpić miejsce. Od tego słowa pochodzi bardzo ważne już w pierwotnym Kościele określenie „anachoreta”. To nie jest ktoś, kto z definicji ucieka od ludzi; anachoreta to ktoś, kto szuka samotności, by znaleźć radykalną bliskość z Bogiem.

Nie jest to jednak wybór odcinający od ludzi. Przeciwnie! Może być dla nich wiarygodnym świadectwem. Anachoreta przyciąga do siebie jako ten, kto ze środka swej relacji z Bogiem może udzielić odpowiedzi na najważniejsze pytania. Paradoksalnie – znów – nie znając się na tzw. „życiu”, może je trafnie diagnozować. Takimi byli i Antoni egipski, i Szymon Słupnik, i św. Benedykt. Takim jest też Jezus w naszej perykopie – On nie ucieka od ludzi, On „odchodzi ku” Ojcu. Czy to dziwne, że ludzie właśnie takim Go szukają? A może właśnie dlatego nie szukają nas, że nie widzą w nas ludzi modlitwy? Jeden z naszych biskupów, zapytany kiedyś przez młodego człowieka o argumenty za prawdziwością wiary, odpowiedział: mogę ci pokazać stan mojego konta bankowego (puste) i moich kolan (zrogowaciałe od klęczenia).

Samotność z Bogiem nie zamyka, lecz otwiera na ludzi. Nasz fragment pokazuje to w całej rozciągłości. Otwartość Jezusa na przychodzących ludzi jest bezgraniczna. „Wielkie mnóstwo” przychodzi ze wszystkich stron świata: z zachodu (Galilea) i wschodu (Zajordanie), z południa (Judea, Idumea) i północy (Tyr i Sydon). Wierzący i poganie (Tyr, Sydon). Wszyscy!

Każdy wie, że może podejść i… dotknąć (w. 10). To nie miara naturalnej otwartości Jezusa. To miara intensywności i jakości Jego modlitwy. Zanim przyszli do Niego – wszystkich tych ludzi już odnalazł w spotkaniu z Ojcem. Nie potrafi o nich myśleć inaczej, jak o gronie swoich sióstr i braci. Samotność Jezusa to nie ucieczka od bliskości z ludźmi – to najważniejszy klucz do jej przeżywania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jezus samotnik?