Otrzęsin nie będzie

Inspektor Towarzystwa Salezjańskiego ks. Alfred Leja wybrał jedyne wyjście z możliwych i przeprosił za formę, jaką przybrały otrzęsiny w prowadzonym przez zakonników gimnazjum w Lubinie.
Czyta się kilka minut

Równocześnie oświadczył, że podobnych ceremonii w tej szkole więcej nie będzie.

O ile przeprosiny nie budzą wątpliwości – ks. Leja poszedł zupełnie inną drogą niż personel szkoły i rodzice, którzy szli w zaparte – to druga część oświadczenia budzi wątpliwości. Zakaz organizacji tego typu imprez, podyktowany pewnie ostrożnością, wygląda jak kara nałożona na uczniów.

Tymczasem w Lubinie zawiodło co innego: dorośli znali szczegóły scenariusza, a mimo to nie zaciągnęli hamulca bezpieczeństwa. Szkoła, choćby najbardziej partnerska, powinna zakładać, że są momenty, kiedy to dorośli przejmują inicjatywę i mówią „stop” sytuacjom, w których poniżana jest czyjaś godność.

Jeśli więc wyciągać konsekwencje, to nie wobec uczniów. Otrzęsiny, które nie zmieniają się w pandemonium, są z pewnością możliwe. Nauczyciele mogą w tym pomóc. Zamiast stosować odpowiedzialność zbiorową, lepiej pokazać, jak mogą wyglądać cywilizowane rytuały inicjacji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2012