Równocześnie oświadczył, że podobnych ceremonii w tej szkole więcej nie będzie.
O ile przeprosiny nie budzą wątpliwości – ks. Leja poszedł zupełnie inną drogą niż personel szkoły i rodzice, którzy szli w zaparte – to druga część oświadczenia budzi wątpliwości. Zakaz organizacji tego typu imprez, podyktowany pewnie ostrożnością, wygląda jak kara nałożona na uczniów.
Tymczasem w Lubinie zawiodło co innego: dorośli znali szczegóły scenariusza, a mimo to nie zaciągnęli hamulca bezpieczeństwa. Szkoła, choćby najbardziej partnerska, powinna zakładać, że są momenty, kiedy to dorośli przejmują inicjatywę i mówią „stop” sytuacjom, w których poniżana jest czyjaś godność.
Jeśli więc wyciągać konsekwencje, to nie wobec uczniów. Otrzęsiny, które nie zmieniają się w pandemonium, są z pewnością możliwe. Nauczyciele mogą w tym pomóc. Zamiast stosować odpowiedzialność zbiorową, lepiej pokazać, jak mogą wyglądać cywilizowane rytuały inicjacji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















