Barcelona, Arsenal i inni: dlaczego kraje Afryki rozdają pieniądze klubom z Europy?

Kibice, którzy śledzą mecze mistrza Hiszpanii, mają przed oczami nowego sponsora FC Barcelony. To kraj będący symbolem wszystkich nieszczęść Afryki.
Czyta się kilka minut
Piłkarze FC Barcelona z logo sponsora, Demokratycznej Republiki Konga; w środku Lamine Yamal. Walencja, 23 sierpnia 2025 r. // Fot Alex Caparros / Getty Images
Piłkarze FC Barcelona z logo sponsora, Demokratycznej Republiki Konga; w środku Lamine Yamal. Walencja, 23 sierpnia 2025 r. // Fot Alex Caparros / Getty Images

Demokratyczna Republika Konga to ogromny, prawie osiem razy większy od Polski kraj w środku kontynentu afrykańskiego. Kraj obfitujący w surowce i zarazem doświadczany przez wojnę i skrajną biedę. Dotyka ona większość ze stu milionów obywateli.

Ten bogaty kraj biednych ludzi dołączył niedawno, wraz z rozpoczęciem obecnego sezonu rozgrywek piłkarskich, do grona sponsorów wspierających klub FC Barcelona. To odpowiedź Kongijczyków na analogiczne działania ich sąsiada i głównego wroga, z którym od lat prowadzą wojnę graniczną – Rwandy.

Rwanda i DR Kongo: stary konflikt w nowej odsłonie

Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga – region obfitujący w złoto, kobalt, koltan, cynę, tantal i inne minerały, niezbędne dziś w zaawansowanych technologiach – to od lat teren zmagań o kontrolę nad tymi surowcami. Dość powiedzieć, że działa tam ponad sto grup zbrojnych, a misja stabilizacyjna MONUSCO, obecna tutaj od 1999 r., to największa i najdroższa misja pokojowa ONZ

Kongijczycy nieustannie oskarżają Rwandę, że wykorzystuje grupy rebelianckie do przejmowania kopalń i ich urobku. Ma on być następnie przemycany na rwandyjską stronę granicy i sprzedawany – już przez Rwandę – jako własny, m.in. do krajów europejskich.

Najnowsza odsłona tego konfliktu zaczęła się na początku 2022 r. od starć rebeliantów z organizacji „Ruch M23” (wspieranej przez Rwandę) z kongijską armią. Na początku 2025 r. zajęli oni duże obszary wschodniej części DR Konga, siejąc śmierć także wśród cywilów.

W grudniu 2025 r., po ponad trzech latach takiej wojny partyzanckiej, prezydenci DR Konga i Rwandy, Félix Tshisekedi i Paul Kagame, podpisali w Waszyngtonie – w obecności Donalda Trumpa – porozumienie pokojowe. To miała być jedna z tych „co najmniej ośmiu wojen”, których zakończeniem chwali się prezydent USA.

Jednak rebelianci z Ruchu M23 nie byli tam obecni – prowadzili osobne rozmowy z rządem DR Konga, a w negocjacjach pośredniczył Katar. Niewiele one dały, sytuacja na miejscu daleka jest od pokoju. Tshisekedi i Kagame uśmiechają się do kamer i zapewniają, że chcą pokoju. Najwyraźniej wizerunek i przychylność Trumpa są dla nich ważniejsze niż los własnych obywateli. Ci bowiem cierpią nadal.

Piłkarze Arsenalu zapraszają do Rwandy

Konflikt między Kinszasą a Kigali rozgrywa się także w świecie sportu.

Wprawdzie poziom prezentowany przez piłkarskie reprezentacje narodowe z obu krajów nie należy do najwyższych. W minionym Pucharze Narodów Afryki drużyna z DR Konga odpadła w jednej ósmej finału (po dogrywce z Algierią). Rwandyjczycy w ogóle do turnieju się nie zakwalifikowali, do awansu zabrakło im dwóch bramek. 

Jednak na płaszczyźnie biznesowej oba kraje należą dziś do prawdziwej ligi mistrzów – przynajmniej jeśli spojrzymy na kluby, z jakimi współpracują.

Od 2018 r. na koszulkach londyńskiego Arsenalu widnieje hasło „Visit Rwanda”. Zaprasza do odwiedzenia tego kraju o wyjątkowo pięknej przyrodzie – ale też o trudnej historii i rządzonego dziś autorytarnie przez Kagamego. Wartość umowy z Arsenalem szacuje się na ponad 12 mln dolarów rocznie (dobiega ona końca wraz z zakończeniem obecnego sezonu). 

Biznesowi partnerzy Rwandy z Europy i Stanów

„Dywersyfikacja globalnych partnerów” – takim sformułowaniem Arsenal tłumaczył zakończenie 8-letniej współpracy z Rwandą. 

Nie wszystkich to przekonało – być może rwandyjskie pieniądze coraz bardziej ciążyły na wizerunku londyńskiego klubu. „To ten sam reżim, który finansuje brutalną milicję dopuszczającą się okrucieństw wobec tysięcy niewinnych ofiar we wschodnim Kongo” – napisała na swojej stronie internetowej grupa fanów Arsenalu, występująca jako „Gunners For Peace”.

Co w rodzinie, to nie zginie, można by rzec. Właściciel Arsenalu Stan Kroenke (największy prywatny właściciel gruntów w USA) ma też większość udziałów w klubie Los Angeles Rams. Klub należy do NFL, najbardziej prestiżowej ligi futbolu amerykańskiego. We wrześniu 2025 r. Rams podpisali z Rwandą umowę reklamową – zakłada obecność hasła „Visit Rwanda” na klubowym stadionie.

Do umowy dołączył także inny klub z Los Angeles: koszykarscy Clippers, klub będący własnością miliardera Steve’a Ballmera, który fortunę zbił jako prezes Microsoftu

Jak widać, gdy idzie o partnerów biznesowych, Kagame, rządzący Rwandą od ponad 25 lat, nie bawi się w półśrodki. 

„Visit Rwanda”: agencja promocji prezydenta Kagamego

Już wcześniej, w 2019 r., do grona klubów współpracujących z Rwandą dołączył Paris Saint-Germain, drużyna pozostająca pod biznesową kontrolą innego autorytarnego reżimu, rządu Kataru. W ramach tej współpracy w Rwandzie otwarto Akademię Piłkarską PSG, mającą wspierać rozwój lokalnych talentów.

Trzecim wielkim europejskim klubem, który podjął współpracę z rządem Kagamego, został Bayern Monachium. Podpisał on pięcioletnią umowę obejmującą rozwój piłki nożnej w Rwandzie i promocję turystyki. Także tu nie obyło się bez kontrowersji: po krytyce, m.in. ze strony kibiców, Bayern zmienił warunki umowy, skupiając się na wspieraniu akademii w Kigali. Ale rwandyjskie pieniądze nie przestały płynąć.

Wszystkie te umowy zostały zawarte przez „Visit Rwanda”: państwową agencję, której celem jest promocja turystyki i przyciąganie do kraju zagranicznych inwestycji.

Kagame nie poprzestaje na piłce nożnej. Agencja jest też głównym sponsorem ligi koszykarskiej Basketball Africa League (działa ona pod egidą amerykańskiej ligi NBA). Kolejnym zaś ambitnym celem na horyzoncie prezydenta jest zorganizowanie w Rwandzie wyścigów samochodowych Grand Prix Formuły 1 – pierwszego na afrykańskiej ziemi od ponad 30 lat. O prawo do ich organizacji Kagame rywalizuje z RPA.

Tor wyścigowy – zaprojektowany przez Alexandra Wurza, byłego kierowcę Formuły 1 – ma powstać niedaleko Kigali. Ma przebiegać przez lasy i wokół malowniczego jeziora. Projekt uzyskał poparcie innego kierowcy, Lewisa Hamiltona. Koszt organizacji wyścigów szacowany jest na miliard dolarów, co w kraju, gdzie podstawą zatrudnienia pozostaje rolnictwo, może budzić zdumienie (tym bardziej że nie każdy taki wyścig generuje zyski). 

„Serce Afryki”, czyli Kongijczycy kontratakują

Wizerunkowe zabiegi Rwandyjczyków są pilnie śledzone przez władze Demokratycznej Republiki Konga. W lutym 2025 r. pani minister spraw zagranicznych DR Konga, Thérèse Kayikwamba Wagner, zaapelowała do klubów piłkarskich współpracujących z Rwandą, aby zerwały „krwawe” (jak to ujęła) umowy sponsorskie. 

Widząc brak rezultatów, Kongijczycy sami wzięli się do roboty, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Dziś DR Konga jest dumnym sponsorem takich zespołów jak AS Monaco, AC Milan (Włochy to ważny partner handlowy Kinszasy: importują ogromne ilości surowców), a także wspomniana wcześniej FC Barcelona. 

Kongijczycy mają nadzieję, że z pomocą tych topowych europejskich klubów zmienią wizerunek swojego kraju na arenie międzynarodowej. Ich hasło brzmi: „Coeur de l’Afrique” (Serce Afryki).

Te głośne inwestycje spotkały się jednak z krytyką w kraju. Wielu Kongijczyków kwestionuje sensowność wydawania pieniędzy na zagraniczne kluby w sytuacji, gdy krajowa piłka nożna cierpi z powodu niszczejącej infrastruktury.

Kwota ok. 50 mln dolarów, przeznaczona dla FC Barcelony, mogłaby zrobić ogromną różnicę także wówczas, gdyby została przeznaczona na edukację, służbę zdrowia i infrastrukturę drogową. Trudno wyjaśnić obywatelom, którzy cierpią głód i wojnę, sens przekazywania tak ogromnych pieniędzy klubowi wartemu miliardy dolarów.

„Łomot w dżungli”, czyli trochę historii

Paul Kagame i Félix Tshisekedi to zawzięci wrogowie, ale najwyraźniej myślą podobnie. Swoimi wizerunkowymi inwestycjami za granicą chcą zjednać sobie nie tyle własnych obywateli, ile zachodnie media, turystów i inwestorów. Zapewne liczą, że w dalszej perspektywie przyniesie to profity w postaci pieniędzy spływających do ich państw. 

Nie można zapominać także o prestiżu związanym ze wspieraniem i goszczeniem największych sportowców globu. Starsi wiekiem Kongijczycy mogą pamiętać legendarną walkę bokserską, którą w Kinszasie stoczyli w 1974 r. Muhammad Ali i George Foreman, a znaną jako „Rumble in the Jungle” (w wolnym przekładzie: „Łomot w dżungli”). Ali wygrał przez nokaut w ósmej rundzie, odzyskując tytuł mistrza świata w boksie wagi ciężkiej.

Wydarzenie to – do dziś uznawane za najsłynniejszą walkę w historii boksu – zorganizował Mobutu Sese Seko, dyktator ówczesnego Zairu (dzisiejszej DR Konga), a do wynagrodzenia dla obu bokserów dorzucił się inny satrapa, Libijczyk Muammar Kaddafi.

W ten sposób wojna, która toczy się nadal we wschodnich prowincjach DR Konga, przenoszona jest przez obu prezydentów na poziom światowej opinii sportowej i publicznej.

Wizerunkowe inwestycje i dramat za kulisami

Tylko czy takie umowy sponsorskie się opłacają? Sądząc po tym, co twierdzą sami Rwandyjczycy, to tak: według sprawozdania Zarządu Rozwoju Rwandy liczba turystów, którzy w 2024 r. odwiedzili ten kraj, sięgnęła 1,3 mln, a przychody z turystyki wzrosły do ​​650 mln dolarów. To wzrost o 47 proc. od momentu rozpoczęcia współpracy z Arsenalem.

W przekonaniu, że nie są to inwestycje stracone, Kagamego i Tshisekediego może utwierdzać również fakt, iż podobne zabiegi – mające zjednać serca kibiców i potencjalnych turystów na wszystkich kontynentach – praktykują autorytarne monarchie z Zatoki Perskiej.

Tymczasem we wschodnich prowincjach Demokratycznej Republiki Konga tysiące ludzi wciąż giną, a setki tysięcy opuszczają swoje domy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 07/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Krwawiące serce