Ostatni z „Zośki”

W sierpniu i wrześniu 1943 r. sformowano słynne bataliony AK: „Parasola” i „Zośkę”. W tym roku ostatni żyjący ich żołnierze obchodzili 70. rocznicę powstania swoich oddziałów.
Czyta się kilka minut

Październikowy zmierzch zapada szybko. Przy pomniku Powstania Warszawskiego na warszawskim placu Krasińskich ustawiają się ludzie: harcerki, ściskające zapalone znicze; młodzi mężczyźni w panterkach; żołnierze. Nielicznie przechodzący turyści pytają ciekawie, co się dzieje. Grupa Koreańczyków uważnie wsłuchuje się w wyjaśnienia tłumaczki. Za chwilę z katedry polowej Wojska Polskiego – po przeciwnej stronie ulicy Długiej – przejdą ostatni z żołnierzy batalionu „Zośka”. Zacznie się apel poległych. Padną nazwiska. „Polegli na polu chwały!” – krzykną żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. W cieniu monumentalnych figur pomnika zapłoną znicze. Trochę nierealnie, trochę magicznie. Czas wojowników, czas herosów – ale w tym wszystkim są oni: teraz już zaledwie garstka ostatnich z „Zośki”. Wciąż starają się trzymać prosto, jak gdyby nie potrzebowali lasek.
Uroczystości rocznicowe „Zośki” trwały trzy dni. Był patronat prezydenta Rzeczypospolitej, wojskowe posiłki, dziesiątki gości – teraz już głównie przyjaciół, pasjonatów, rodzin. Dla nich ważny był także pokaz specjalnie przygotowanego filmu o początkach batalionu i jego bohaterskiej drodze w Powstaniu. To ma być zaczątek filmu dłuższego – „zośkowcy” bardzo by chcieli, aby był gotowy na 70. rocznicę Powstania w przyszłym roku. Martwią się, bo czasu i sił jest coraz mniej, a problemem jest także – jak zawsze – brak funduszy.
Batalion „Parasol” też świętował – trochę wcześniej, pod koniec września. Był koncert, wspaniały tort ze znakiem Polski Walczącej, dużo ciepła i wspomnień. I tak samo jak u „zośkowców” – już tylko garstka ich, dawnych żołnierzy.
Bataliony „Parasol” i „Zośka” utworzono 70 lat temu: „Parasol” 1 sierpnia 1943 r., „Zośkę” 1 września 1943 r. Żołnierze, wywodzący się w większości z harcerskich Szarych Szeregów, zostali podporządkowani Kedywowi, czyli Kierownictwu Dywersji AK. Przed Powstaniem brali udział w najtrudniejszych akcjach podziemia. Potem, w sierpniu – wrześniu 1944 r., walczyli tam, gdzie było najtrudniej: Wola, Stare Miasto, Czerniaków... Stali się legendą, nawet wśród Niemców pacyfikujących Powstanie.
Ich spadkobiercami są dziś komandosi z Lublińca. A pamięć o nich kultywuje też Grupa Historyczna „Zgrupowanie Radosław”. Dzięki nim – ta pamięć trwa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2013