Prokremlowscy blogerzy od 20 lipca podgrzewali atmosferę wokół walk sił rządowych Mali wspieranych przez rosyjskich najemników. Celem ofensywy było unicestwienie uzbrojonych separatystów – Tuaregów, domagających się uznania proklamowanego 12 lat temu państwa Azawad (nieuznanego przez społeczność międzynarodową) oraz współpracujących z nimi radykałów spod znaku Państwa Islamskiego.
W trakcie burzy piaskowej kolumna malijskich wojsk rządowych i rosyjskich najemników wpadła w zastawioną przez Tuaregów pułapkę. Zginęło od 15 do 82 najemników – różne źródła podają różne dane, niepodobna je obecnie zweryfikować. Do sieci trafiły drastyczne zdjęcia leżących na ziemi ciał.
Wśród ofiar zidentyfikowano administratora popularnego kanału w Telegramie „Grey Zone”, Nikitę Fiedianina. Niepewne są wiadomości o śmierci lub niewoli Antona Jelizarowa, pseudonim „Lotos”, jednego z najbardziej znanych dowódców Grupy Wagnera. Po śmierci Jewgienija Prigożyna i Dmitrija Utkina 23 sierpnia 2023 r. Jelizarow stał się faktycznie dowódcą Grupy.
Grupa, której nie ma
A co z Grupą Wagnera? Formalnie została rozformowana rok temu. Choć użycie słowa „formalnie” nie jest precyzyjne, bo rosyjskie prawodawstwo w ogóle nie przewiduje istnienia prywatnych armii najemników. Przez wiele lat władze nie przyznawały się do tego, że Grupa Wagnera w ogóle istnieje. Żołnierze do zadań specjalnych wykonywali wydawane po wielkiemu cichu zlecenia góry. A wszelkie informacje o wyczynach wagnerowców były nieoficjalne, niepotwierdzone, wywąchane przez dziennikarzy, prawdopodobne, ale nie do końca pewne. Wagnerowcy trenowali i działali pod okiem GRU, korzystali z obozu koło miejscowości Molkino w Kraju Krasnodarskim.
Herszt Grupy Jewgienij Prigożyn stał się z biegiem lat nie tylko zaufanym kucharzem prezydenta: w 2016 r. Kreml delegował go do badania i zagospodarowania afrykańskiego gruntu. Chodziło o zbudowanie wpływów tam, gdzie znajdują się cenne złoża surowców. Rosja oferowała wielu państwom Czarnego Lądu broń, a także usługi militarne. Wzmocnienie roli Rosji w Afryce (nad czym Putin pracuje od wielu lat, m.in. organizując szczyty Rosja–Afryka w Petersburgu i wysyłając pomoc afrykańskim juntom i dyktatorom) ma w założeniu być atutem w globalnej rozgrywce z Zachodem.
Bajki o szczytnych celach i doskonałych planach sobie, a życie sobie. Przyjrzyjmy się kazusowi Mali. Po przewrocie w 2020 r. do władzy doszła tam junta z pułkownikiem Assimim Goitą na czele. Junta postawiła sobie za cel pozbycie się z kraju wojsk francuskich. Pustkę po Francuzach wypełnili Rosjanie, a pułkownik Goita zaprzyjaźnił się z Moskwą. W 2021 r. w stolicy Mali, Bamako, wylądowali wagnerowcy. Mieli zapewnić bezpieczeństwo rządzącym oraz ochraniać gospodarcze interesy rosyjskiego biznesu, m.in. firmy przyjaciela Putina, Giennadija Timczenki. Mali posiada złoża złota, uranu, diamentów i uprawy bawełny. Jest co chronić.
Po buncie Prigożyna w czerwcu 2023 r. sytuacja się zmieniła, bo zmienił się status Grupy Wagnera. W jednym z emocjonalnych wystąpień po stłumieniu buntu Putin przyznał, że wagnerowcy finansowani byli z budżetu państwa (choć wcześniej wypierał się jakichkolwiek związków z najemnikami Prigożyna). Grupa miała zostać rozformowana, a żołnierze mieli podpisywać nowe kontrakty z ministerstwem obrony. Część wagnerowców przystała na te warunki. Część przyjęła na stan Rosgwardia. Większość tych, którzy mieli afrykański przydział i których nowa sytuacja zastała w Mali, Libii czy Republice Środkowoafrykańskiej, pozostała na miejscu. Nowe propozycje przywiózł im w teczkach wiceminister obrony Junus-Bek Jewkurow. W miejsce Grupy Wagnera, o której należało zapomnieć i wykreślić ze spisu militarnego inwentarza, Rosja zaczęła w listopadzie 2023 r. tworzyć nową formację – Korpus Afrykański. Faktycznie zmieniono tylko szyld i okienko, w którym wypłacany jest żołd. Wagnerowcy pozostali na dotychczasowych posterunkach, tyle że oficjalnie przestali nazywać się wagnerowcami.
Mięso armatnie podrożało
Wróćmy do niedawnych wydarzeń na pograniczu malijsko-algierskim. Walki trwały trzy dni. Oddziały rządowe i rosyjscy najemnicy zostali rozbici, ponosząc duże straty w ludziach i sprzęcie (co stanowi głęboką rysę na legendarnym wizerunku świetnie wyszkolonych i niezwyciężonych oddziałów Wagnera).
Czy klęska w starciu z Tuaregami stawia pod znakiem zapytania obecność rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego w Mali? Rosyjskie władze nabrały w tej sprawie wody w usta. W komentarzach w mediach społecznościowych pojawiły się sugestie, że Rosja nie jest w stanie wypełnić poniesionego uszczerbku nowymi, odpowiednio wyszkolonymi kadrami. To zresztą dotyczy nie tylko najemników wysyłanych do Afryki. Brakuje też ludzi chętnych do walki w Ukrainie. Świadczyć o tym mają pieniądze, które władza rozdaje na zachętę. Putin specjalnym dekretem zapewnił mężczyznom, którzy od 1 sierpnia do końca grudnia br. podpiszą kontrakt i pójdą bić się na ukraiński front, wypłatę z budżetu federalnego jednorazowej kwoty 400 tys. rubli.
Dodatkowe zachęty finansowe muszą też wysupłać władze lokalne. Nawet w nietkniętych dotąd mobilizacją Moskwie i Petersburgu na ulicach pojawiły się plakaty wzywające do zaciągu i obiecujące wysokie apanaże za zabijanie – ponad milion rubli. „Mięso armatnie w Rosji podrożało” – skwitowali te zabiegi władz emigracyjni blogerzy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















