Śmierć z przesłaniem

Na podstawie badań DNA rosyjski Komitet Śledczy podał, że szef Grupy Wagnera istotnie zginął w rozbitym samolocie. Co ta pokazowa rozprawa z buntownikiem mówi o systemie Putina?

28.08.2023

Czyta się kilka minut

Śmierć z przesłaniem
Jedno z powstałych spontanicznie miejsc pamięci po śmierci Jewgienija Prigożyna, Moskwa, 27 sierpnia 2023 r. / NATALIA KOLESNIKOVA / AFP / EAST NEWS

Bandyckie państwo ma swoje bandyckie reguły. Jedną z nich jest bezwzględna lojalność wobec bossa, za jej złamanie grozi surowa kara. Wzniecając pod koniec czerwca bunt, Jewgienij Prigożyn na oczach Rosji i świata wystawił autorytet Putina na szwank. Sprawił, że prezydent okazał strach i bezradność. Bunt zakończył się zawarciem zakulisowych porozumień. Wyglądało na to, że Prigożyn wyszedł obronną ręką i nadal może działać. Ale, jak pokazał rozwój wypadków, wymierzenie kary tylko odroczono.

Wraz ze śmiercią Prigożyna Putin odzyskał – może tylko chwilowo – sterowność; brak reakcji na bunt byłby odczytany przez elity jako nieudolność. Nie sięgnięto po środki prawne, nie postawiono buntownika przed sądem – podczas śledztwa i procesu mogłyby zostać ujawnione różne tajemnice, poza tym zwolennicy Prigożyna mieliby okazję do konsolidacji, a to też byłoby niepożądane z punktu widzenia Kremla. Natomiast tak ostentacyjna kara (wet za wet: śmierć w samolocie w odpowiedzi na zestrzelenie przez buntowników samolotu i śmigłowców) pozwoli Putinowi odbudować autorytet w grupie trzymającej władzę – niektórych nastraszy, innych zachwyci.

PO ELIMINACJI Prigożyna z gry Putin ma wyczyszczone przedpole i pokazuje, że to on decyduje w sprawach życia i śmierci. To przesłanie dla elity, by nie dała się wodzić na pokuszenie pomysłodawcom kolejnych buntów (których nie da się wykluczyć w przyszłości, zwłaszcza wobec dalszego braku sukcesów na froncie czy pogarszania się sytuacji w gospodarce). Z punktu widzenia reżimu to szczególnie ważne na progu planowanych na marzec 2024 r. wyborów prezydenckich.

Co z Grupą Wagnera? Od sławetnego buntu co kilka dni dochodziły sprzeczne doniesienia o dalszych planach wobec „psów wojny”. Teraz, ­kilka dni po śmierci Prigożyna, Putin podpisał dekret zobowiązujący wagnerowców i najemników innych prywatnych firm wojskowych do składania przysięgi na wierność „ustrojowi konstytucyjnemu państwa”. To dziwne sformułowanie w kraju, w którym konstytucja jest jedynie rekwizytem potrzebnym w fasadowej ceremonii zaprzysiężenia prezydenta. Bo prawa spisane w ustawie zasadniczej już dawno zastąpił bandycki kodeks, w którym jedyne prawo to siła. Trudno przewidzieć, na ile to „przymuszanie do wierności” okaże się skuteczne w uregulowaniu problemu najemników, zdezorientowanych po śmierci swego herszta.

BYĆ MOŻE Prigożyn chciał uwierzyć, że nad trajektorią jego losu nadal świeci szczęśliwa gwiazda, a on sam cieszy się wyjątkowym statusem jako osoba zasłużona. Na dwa dni przed katastrofą lotniczą watażka nagrał filmik, w którym zapewniał, że Grupa Wagnera „wzmacnia obecność” w Afryce, przez co „czyni Rosję jeszcze bardziej potężną na wszystkich kontynentach”. I sposobił się do wykonywania postawionych zadań. Tymczasem przez ostatnie dwa miesiące Putin dokonał inwentaryzacji i przejęcia poszczególnych komponentów imperium Prigożyna: prywatnej firmy militarnej CzWK Wagner, biznesu w gastronomii, fabryki trolli, mediów, wreszcie interesów w Afryce. Na co liczył Prigożyn? Że zdrada – a tak Putin zaklasyfikował bunt – zostanie puszczona w niepamięć?

Prigożyna trudno uznać za naiwniaka, latami umiejętnie poruszał się za kulisami, brał udział w operacjach zlecanych przez władze (na ogół pokątnie, bez rozgłosu), był wtopiony w system. Zdawać by się mogło, że doskonale wie, jak grać z Putinem. Po buncie przestał być dla bossa godnym zaufania partnerem, stał się brzemieniem. I został zapewne zlikwidowany w ramach operacji specjalnej, nie pierwszej i pewnie nie ostatniej przeprowadzonej przez komando śmierci na polecenie ze szczytu władzy.

KATASTROFA POD TWEREM obrosła licznymi teoriami spiskowymi. Naczelny kapłan putinowskiej propagandy Władimir Sołowjow postawił tezę, że zamachu na Prigożyna dokonali „banderowcy”. W telewizyjnych talk show pojawiła się też wersja o sprawstwie brytyjskim. Dowody? Po co dowody? Wystarczy przekonanie. Nie brakuje też podejrzeń, że śmierć Prigożyna była inscenizacją, on sam przeżył, zmienił tożsamość itd.

Wśród rozpatrywanych wersji katastrofy dominują dwie: bomba na pokładzie i atak rakietowy (rakieta ziemia-powietrze lub powietrze-powietrze). Rzecznik Putina zaznaczył, że wysuwane przez komentatorów sugestie o sprawstwie Kremla są bezpodstawne. Komitet Śledczy stawia na przyczyny techniczne. Wersja o zestrzeleniu cywilnego bądź co bądź samolotu potwierdzałaby, że Rosja to państwo, w którym obowiązują mafijne porządki. Oficjalne gadające głowy dołożą starań, aby taką wersję wyeliminować.

ZAGADKOWĄ SYTUACJĄ, która rozgrywa się na marginesie głównego nurtu, jest los generała Siergieja Surowikina. W przeddzień śmierci Prigożyna podano, że stracił on stanowisko dowódcy Sił Powietrzno-Kosmicznych, które objął w styczniu. Nie wiadomo, gdzie jest – może został aresztowany, jak podają niektóre źródła? Surowikin uchodził za osobę bliską Prigożynowi. Gdy w 2022 r. szef wagnerowców krytykował ministra obrony i szefa sztabu generalnego, jednocześnie za wzór stawiał właśnie Surowikina, sławił jego kompetencje. Ale jako dowódca operacji przeciw Ukrainie (od października 2022 r. do stycznia 2023 r.) Surowikin nie zdołał przełamać impasu na froncie, co więcej – oddał Chersoń.

W dniach buntu Prigożyna generał w Rostowie nad Donem rozmawiał z wagnerowcami, a w mediach społecznościowych zamieścił filmik, w którym namawiał zbuntowanych do złożenia broni. Potem zniknął. Można się spodziewać, że trwa wytężona praca nad zdławieniem niezadowolenia w armii – pozbycie się Surowikina może być sygnałem ostrzegawczym dla wojskowych, którzy krytykują kierownictwo resortu. Czy to zapewni władzy kontrolę nad armią? Pytanie pozostaje otwarte.

JEST JESZCZE wątek Alaksandra Łukaszenki. Według oficjalnych komunikatów był on głównym negocjatorem między zbuntowanym Prigożynem a Kremlem w czasie, gdy 23-24 czerwca wagnerowcy maszerowali na Moskwę. Białoruski uzurpator najwyraźniej chciał przy tej okazji wytargować dla siebie jakieś benefity, np. pozyskać od Putina pieniądze na utrzymanie u siebie wagnerowców albo uczynić z nich filar swojej armii. Wyeliminowanie Prigożyna z tej gry to komunikat dla Łukaszenki, by położył uszy po sobie i przestał się bawić w rozgrywającego. ©

Tekst ukończono 28 sierpnia o godz. 9.30

 



Afryka Prigożyna, czyli jak zarobić na wojnie

W kilka lat Jewgienij Prigożyn zbudował w Afryce dochodowe imperium, z którego zyski pozwalają dziś Rosji prowadzić wojnę w Ukrainie i przeciwstawiać się Zachodowi. Złotonośny interes jest zbyt opłacalny, by miał zostać zwinięty po jego śmierci.

W 2014 roku, gdy Rosja zaczęła wojnę w ukraińskim Donbasie, Kreml polecił Prigożynowi, by z byłych żołnierzy, którzy po zwolnieniu z armii szukali zarobku w rozmaitych firmach ochroniarskich, stworzył najemnicze wojsko. A nawet więcej: najemniczą korporację zarabiającą na wojnach. Chętnych zebrał Dmitrij „Wagner” Utkin (kilka dni temu zginął z Prigożynem), były komandos, nacjonalista zafascynowany faszyzmem i muzyką Ryszarda Wagnera. ­Prigożyn, były kryminalista, który wybił się na oligarchę, miał zarządzać korporacją.

W zamian za usługi mające zapewnić bezpieczeństwo i długie rządy ich klientom wagnerowcy żądali kontraktowej zapłaty, a przede wszystkim koncesji na wydobycie skarbów mineralnych. W Wenezueli i Syrii zdobyli pola naftowe. Do Afryki ruszyli przede wszystkim po diamenty i złoto, którymi Kreml, sposobiący się do kolejnego najazdu na Ukrainę, chciał się ubezpieczyć przed zachodnimi sankcjami. Dobijając targu z prezydentami, dyktatorami i watażkami, Prigożyn zbudował imperium, które objęło Republikę Środkowoafrykańską, Mali, sudański Darfur i Cyrenajkę na wschodzie Libii. Wyprawa Grupy Wagnera do Mozambiku zakończyła się klęską, ale na ważnym strategicznie Sahelu rosyjscy najemnicy są o krok od przejęcia Burkina Faso i Nigru.

Po śmierci Prigożyna o „spadek” po Grupie Wagnera ubiegają się inne najemnicze firmy, stworzone przez innych oligarchów: „Reduta” b. kagebisty Giennadija Timczenki, czy związane z koncernem Gazprom „Potok” i „Pochodnia”. ©℗ WJ

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Od początku napaści Rosji na Ukrainę na… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2023