Rosyjskie więźniarki idą na front. Nasza relacja z Ukrainy

Informacja, podana w komunikatorze Telegram, szybko rozeszła się po ukraińskiej sieci: po drugiej stronie wśród „żołnierzy jednorazowego użytku” pojawiły się kobiety. Prawda to? Dezinformacja?
z Zaporoża
Czyta się kilka minut
W rosyjskich więzieniach przebywa kilkadziesiąt tysięcy kobiet. Na zdjęciu: kobieca kolonia karna w Nerczyńsku na Syberii, 2019 r. // Fot. Yevgeny Yepanchintsev / Tass / Forum
W rosyjskich więzieniach przebywa kilkadziesiąt tysięcy kobiet. Na zdjęciu: kobieca kolonia karna w Nerczyńsku na Syberii, 2019 r. // Fot. Yevgeny Yepanchintsev / Tass / Forum

Aleksander Kowalenko to ukraiński bloger z Odessy, publikujący po rosyjsku i w sieci znany pod pseudonimem „Zły Odesyta”. To na jego kanale w komunikatorze Telegram pojawiła się pierwsza publiczna wzmianka o więźniarkach w szeregach armii rosyjskiej. Miały szturmować ukraińskie pozycje w obwodzie donieckim oraz przedostawać się na ukraińskie tyły w grupach zwiadowczo-dywersyjnych.

Podana przez Kowalenkę, rozeszła się dalej po internecie, ukraińskim i rosyjskim.

PIERWSZY taki przypadek wykorzystania przez Rosję kobiet-więźniarek miał zostać odnotowany w okolicy niewielkiej miejscowości Jasnobrodiwka. To tzw. kierunek pokrowski – jeden z najbardziej dynamicznych odcinków frontu, gdzie rosyjskie wojska konsekwentnie prą w stronę Pokrowska, strategicznego miasta w zachodniej części obwodu donieckiego. Ponoszą przy tym duże straty.

Telegram to narzędzie, do którego lepiej podchodzić ostrożnie. Choć należy do obywatela Rosji i regularnie pojawiają się głosy, że lepiej byłoby zaprzestać korzystania z tej platformy, dla wielu Ukraińców jest ona głównym narzędziem komunikacji – i także źródłem informacji. Te ostatnie pochodzą często od znanych blogerów, którzy mają tu swoje kanały, komentują przebieg wojny. Telegram jest także narzędziem wojny informacyjnej – po obu stronach.

ZEKAMI – od rosyjskiego słowa zakljuczennij, zamknięty (w domyśle: w więzieniu) – nazywa się w żargonie więźniów. Już od 2022 r. powszechnie znany był fakt, że w Rosji znaczna część kontraktowych żołnierzy Grupy Wagnera rekrutowana była w więzieniach. Obiecywano im amnestię po odsłużeniu pół roku na froncie. Jeśli, rzecz jasna, dane im będzie przeżyć – więźniowie najczęściej trafiali na front w charakterze „mięsa armatniego” (inne określenie to „żołnierze jednorazowego użytku”).

Po śmierci szefa wagnerowców Jewgienija Prigożyna i po przejęciu jego firmy wojskowej przez struktury ściślej niż Prigożyn podporządkowane Kremlowi proceder wcielania zeków do armii nie ustał. Teraz najwyraźniej poszedł o krok dalej – rekrutacja objęła także kobiety-więźniarki.

INFORMACJA Kowalenki podana jest typowym językiem wojskowych blogerów: bezpośrednim, mającym nie tylko informować, ale też instruować. „Nie należy lekceważyć zagrożenia! Takie kobiece oddziały, w formacie GDR [skrót od: grupy dywersyjno-rozpoznawcze – red.], mogą przedostać się na nasze tyły i tam udawać miejscowych”.

Dalej bloger pisze: „Zaufanie żołnierzy mogą zdobyć w szczególności przez świadczenie usług seksualnych. Mogą zdobywać ważne informacje o jednostkach, a w nocy po prostu pozbawić życia żołnierzy, którzy nocują u nich lub zapraszają do siebie”.

I ostrzega: „Nie wdawajcie się w jałowe paplaniny, nie nocujcie z obcymi kobietami, a zwłaszcza nie zabierajcie ich do kwater w strefie pozafrontowej”. Dalej jest dobitniej: „W końcu znajdzie się czas na seks, i żeby w cywilu poznać okręgowego wenerologa. Ale śmierć we śnie z rąk rosyjskiej więźniarki, która podrzyna ci gardło, to kolejne osiągnięcie Wielkiej Wojny... Trepak [w żargonie: jedna z chorób wenerycznych – red.] można wyleczyć, ale gardła nie można zaszyć”.

CYTOWANY chętnie na innych kanałach wpis „Złego Odesyty” okraszony jest, jak zwykle w takich przypadkach, całą gamą komentarzy.

„Trzeba będzie zachowywać teraz większą ostrożność z masażystkami w Kramatorsku” – pisze ktoś na kanale Goworit Snajper (prowadzi go Stanisław Bunjatow z batalionu „Ajdar”). Kramatorsk to największe miasto w obwodzie donieckim pozostające pod kontrolą ukraińską i ważny węzeł komunikacyjny. Siłą rzeczy właśnie tu najwięcej jest domów publicznych, których klientelą są ukraińscy żołnierze.

„Brzmi to jak bzdury. Choć znając ludzi Kremla, nie ma co się dziwić” – dodaje ktoś inny.

A więc może bzdury? Dezinformacja?

Wydaje się, że jednak nie – informację, którą podał „Zły Odesyta”, potwierdza wielu znajomych żołnierzy z jednostek frontowych – w tym zwłaszcza ci, którzy służą na odcinkach położonych bliżej Jasnobrodiwki.

Tekst powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Więźniarki na szturm