Reklama

Ortodoksi

Ortodoksi

29.01.2010
Czyta się kilka minut
Komunistyczna Partia Czech i Moraw zgarnia w wyborach po kilkanaście procent głosów. Ale nigdy nie weszła do koalicji rządowej, nikt z nią nawet nie negocjował. Czescy komuniści, którzy jako jedyni w Europie Środkowej nie usunęli przymiotnika "komunistyczna" ze swej nazwy, są w próżni: skazani na opozycję.
K

Kryzys finansowy i gospodarczy, rozkradziony majątek państwa, korupcja, bezrobocie, rosnąca przestępczość, utrata suwerenności (po wejściu do NATO), bezwzględność w stosunkach międzyludzkich i tylko jeden cel: zysk, zysk za wszelką cenę - tak sytuację w Republice Czeskiej widzą tamtejsi komuniści w 20 lat po Aksamitnej Rewolucji.

Na stronie internetowej Komunistycznej Partii Czech i Moraw można przeczytać szereg takich przygnębiających podsumowań minionych dwóch dekad. "Tak, kupić dziś można naprawdę prawie wszystko, tylko zwykłą ludzką uczciwość - nie. Tej na półkach sklepowych nie ma" - wzdycha Věra Flasarová. Jej kolega, były przewodniczący KSČM Miroslav Grebeníček jasno wskazuje winnego: jest nim były prezydent Václav Havel, który "stał się przykładem człowieka wykorzystującego swe stanowisko i korzystającego ze specjalnych przywilejów".

W politycznej izolacji

Jak wynika z sondażu z grudnia 2009 r., taką smutną wizję kraju dzieli z komunistami przynajmniej kilkanaście procent Czechów: w zbliżających się wyborach parlamentarnych KSČM może liczyć na prawie 16 proc. głosów. Czyni ją to trzecią siłą w czeskiej polityce (po socjaldemokracji z 29 proc. poparcia i prawicowej ODS z 23 proc.).

Nie jest to jednak wiadomość sensacyjna. Tak już w Czechach jest. Komuniści niezmiennie zgarniają w wyborach po kilkanaście procent, ale nigdy nie udało im się dojść do władzy, nie negocjowano z nimi ani nie współpracowano. Jedynie w 2002 r., gdy zbliżyli się w wyborach do 20 proc., udało im się obsadzić stanowisko wiceprzewodniczącego Izby Poselskiej. Za czasów prezydentury Havla byli szczególnie izolowani: nie zapraszał ich przywódców nawet na spotkania z szefami partii. Niewielki przełom nastąpił paradoksalnie, gdy na Hrad wprowadził się Václav Klaus, uważający się na czołowego antykomunistę. To zresztą głosy komunistów pomogły mu wygrać wybory (prezydenta wybiera parlament).

Komuniści czescy są w próżni: cieszą się poparciem, ale dotąd żadna inna partia nie zdecydowała się na koalicję z nimi w parlamencie (w samorządach, owszem, współpraca z komunistami się zdarza).

"Zwieńczenie czeskiej historii"

Mocne wyniki wyborcze komunistów w Czechach są ewenementem w Europie Środkowej. W większości krajów partie komunistyczne ewoluowały we wszelakiego rodzaju ugrupowania lewicowo-socjaldemokratyczne. Tymczasem partia czeska jest tą samą partią, która rządziła przed 1989 r. Wprawdzie w 1990 r. doszło w niej do przeobrażenia, ale tylko organizacyjnego: zmiany struktury partii na federacyjną (wyłonił się podmiot czeski, KSČM; podmiot słowacki, KSS, istniał już wcześniej). Niewiele zmieniło się w programie; jej członkowie dalej tytułują się "towarzyszami", a wrogiem dalej są NATO i kapitalizm. Nadal trzymają się też przymiotnika "komunistyczna" w nazwie. Jednocześnie czeska ustawa dekomunizacyjna z 1991 r., zakazująca szerzenia ideologii komunistycznej, nie odnosi się do KSČM, gdyż formalnie nie jest ona spadkobiercą Komunistycznej Partii Czechosłowacji i została zarejestrowana jako partia nowa.

Ale też silna pozycja komunistów ma w Czechach korzenie historyczne. Już pod koniec XIX w. Czechy były krajem wysoko uprzemysłowionym, jednym z najbogatszych regionów monarchii austro-węgierskiej. Przemysł rozwijał się w średniej wielkości miastach, zlokalizowanych wokół ośrodków przemysłowych. Przykładem Kladno, na zachód od Pragi: miasto dziś stutysięczne, w całości zogniskowane wokół huty i stalowni (założonej w 1889 r. przez Karla Wittgensteina, który nazwał ją Poldi, na cześć żony Leopoldiny).

W takich ośrodkach powstawały już wtedy robotnicze społeczności, w których rzecz jasna rodził się też ruch robotniczy, jak w całej Europie Zachodniej. Początkowo był to ruch socjaldemokratyczny. Partia komunistyczna powstała dopiero za czasów I Republiki Czechosłowackiej, z rozpadu socjaldemokracji na dwa skrzydła: umiarkowane i radykalne. Radykałowie założyli Komunistyczną Partię Czechosłowacji, afiliowaną w Moskwie i zrzeszającą prócz robotników także spore środowiska wpływowych artystów i intelektualistów. Partia przetrwała międzywojenne dwudziestolecie jako formacja legalna, parlamentarna. Na przełomie lat 20. i 30. doszło w niej do przewrotu: rządy przejęła grupa tzw. Chłopców z Karlina, pod wodzą młodego działacza Klementa Gottwalda. W partii odsunięto na bok nurt intelektualistów i artystów, którzy komunizmu uczyli się w czasie wyjazdów do Berlina i Paryża. Dominować zaczął ortodoksyjny nurt stalinowski.

Gottwald kierował partią do śmierci w 1953 r.; stał na jej czele w 1948 r., gdy komuniści przejęli pełnię władzy. Sami prezentowali się wtedy jako logiczne zwieńczenie czeskiej historii, której jądrem miał być antyniemiecki, antykatolicki, plebejski, słowiański husytyzm. Komunizm i orientacja na Rosję (ZSRR) miały być naturalną konsekwencją tej tradycji. Manipulując tak historiografią, komuniści ukształtowali uproszczoną wersję czeskiego nacjonalizmu.

Wiekowa "partia protestu"

Minęły lata, ale mity te są nadal w Czechach silne. Komuniści z jednej strony skupiają środowiska ludzi niezadowolonych, zagubionych w nowej rzeczywistości. Z drugiej - to nadal najbardziej radykalna wersja czeskiego nacjonalizmu: antyniemiecka, antyamerykańska. Zarazem są komuniści "partią protestu": nigdy nie rządzili i z wygodnych pozycji od 20 lat krytykują wszystko, co się da.

Jej problemem jest starzenie się elektoratu. Jak piszą autorzy wydanej właśnie książki "1989 - Jesień Narodów", "rocznie KSČM traci 6-7 proc. członków, nie zyskując nawet 1 proc. Jak wyliczono, codziennie ubywa jej 16 osób, a przeciętny wiek towarzyszy przekroczył 70 lat (ponad dwie trzecie stanowią emeryci)". Przedstawicieli młodszych generacji o poglądach lewicowych skutecznie przyciąga partia socjaldemokratyczna.

Jej istnienie - obok silnej pozycji twardogłowych komunistów - jest kolejnym czeskim ewenementem. Czeska Partia Socjaldemokratyczna (ČSSD) to także formacja o korzeniach przedwojennych. Zlikwidowana po przejęciu władzy przez komunistów w 1948 r., została reaktywowana po Aksamitnej Rewolucji. To między nią a prawicową ODS toczy się w Czechach walka o władzę.

Niejednokrotnie już dumano nad możliwością koalicji dwóch ugrupowań z lewej strony parlamentu, ale socjaldemokraci nigdy na jawny sojusz z komunistami się nie zdecydowali: obowiązuje ich uchwała z 1995 r., kiedy to na swym zjeździe socjaldemokraci zadeklarowali, że z komunistami nie będą współpracować (interpretowane jest to jako współpraca na płaszczyźnie centralnej; do współpracy w samorządach już się nie odnosi). Głównym powodem jest obawa przed utratą społecznego poparcia. Niewykluczone jednak, że przy sprzyjających warunkach socjaldemokraci spróbują utworzyć rząd mniejszościowy, przy wsparciu komunistów.

***

W tym roku Czechy czekają wybory parlamentarne. Co będzie z komunistami? Pewnie to, co dotychczas. A co potem? Raczej się nie zreformują. Choć nie sposób wykluczyć, że do ich praskiej siedziby przy ulicy Więźniów Politycznych zawita kiedyś nowe pokolenie lewicowych rewolucjonistów.

Na pewno nie zostaną zdelegalizowani - taką propozycję zgłosił jesienią 2009 r. jeden z senatorów. Jak jednak uznali eksperci ministerstwa spraw wewnętrznych, KSČM nigdy nie wiązano z lewicowym ekstremizmem, a poglądy głoszone przez jej przedstawicieli - choć krytyczne wobec sytuacji w kraju i nawołujące do zmian - mieszczą się w granicach prawa. A przede wszystkim: likwidacja ugrupowania, które od niemal 20 lat funkcjonuje w parlamencie i cieszy się poparciem, byłaby raczej oznaką słabości demokracji niż jej siły.

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]