Koniec czeskiej inicjatywy amunicyjnej, a nawet czexit: to dwie wizje, które mogą stać się realne, jeśli rząd w Pradze utworzy ponownie 70-letni Andrej Babiš, czeski miliarder pochodzenia słowackiego. W minionych dniach zapowiedział, że jeśli wygra jesienne wybory i obejmie władzę, zakończy prestiżową dla Czech pomoc dla Ukrainy. Wśród potencjalnych koalicjantów ANO, partii Babiša, nie brakuje zaś eurosceptyków, postulujących przeprowadzenie referendum o dalszym członkostwie w Unii.
Wszystkie sondaże wskazują dziś na niekwestionowaną przewagę ANO nad resztą ugrupowań.
Walka o władzę w Czechach
Czechy czeka gorąca polityczna jesień: na weekend 3-4 października zaplanowano wybory parlamentarne. Do obsadzenia będzie tradycyjnie 200 miejsc w Izbie Poselskiej, która jest odpowiednikiem Sejmu. Ale zanim wykrystalizuje się nowy układ rządzący, może nastać grudzień. O ile w ogóle nie nastąpi pat.
Aby stworzyć w Pradze stabilny rząd, potrzeba co najmniej 101 mandatów poselskich. Może powstać też rząd mniejszościowy, o ile potencjalnemu premierowi uda się przekonać część posłów do tego, aby poparli go choćby tylko w głosowaniu nad wotum zaufania.
Taka sytuacja miała miejsce w 2018 r., gdy komuniści poparli mniejszościowy rząd Babiša, który tworzyły ANO i Partia Socjaldemokratyczna (dziś SOCDEM). Zdarzyło się również i tak, że rząd uzyskał wotum zaufania większością jedynie 73 głosów, gdyż część posłów opuściła salę plenarną na czas głosowania. W ten sposób w 1998 r. władzę uzyskali socjaldemokraci w porozumieniu z prawicową Obywatelską Partią Demokratyczną (ODS).
Babiš prowadzi w sondażach od lat. Założony przez niego ruch ANO wygrywa we wszystkich badaniach: w zależności od sondażu może liczyć na 32-33,5 proc., co przekłada się na ok. 69 mandatów. Do większości potrzebuje więc co najmniej 32 głosów – i zapewne zwróci się do mniejszych partii, bardziej skłonnych do współpracy z nim niż te obecnie rządzące, które można by nazwać „antybabišową koalicją”.
„Antybabišowa koalicja” nie może liczyć na powtórkę
Przypomnijmy, że aktualnie rządzący układ to efekt powyborczego porozumienia pięciu partii, wymierzonego w ANO. Choć w wyborach jesienią 2021 r. ruch ANO uzyskał najwięcej mandatów (72), nie był w stanie znaleźć koalicjanta, który zapewniłby mu brakujące 29 głosów. Chętny może nawet by się znalazł, bo do Izby dostała się jeszcze Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) Tomia Okamury, Czecha o japońskich korzeniach, jednak zdobyła tylko 20 mandatów.
W tym roku „antybabišowa koalicja” nie może liczyć na powtórkę wyniku sprzed czterech lat. Na Spolu, centro-prawicową koalicję trzech partii pod wodzą premiera Petra Fiali, chce głosować 19 proc., a na jej koalicjanta, ugrupowanie Burmistrzowie i Niezależni, jedynie 9 proc. Daje to razem ok. 60 mandatów. Nawet gdyby dołączyli do nich Piraci (8 proc. i 17 mandatów), na większość nie mają szans (w 2021 r. Piraci weszli do koalicji rządowej, ale zdążyli już ją opuścić).
Radykalni koalicjanci
Inaczej niż w 2021 r., tym razem Babiš będzie miał z czego wybierać. O ile prezydent Petr Pavel powierzy mu misję utworzenia rządu, to w kolejce do negocjacji staną zapewne radykałowie: wspomniany Okamura (14 proc. poparcia i 30 mandatów), koalicja Stačilo! (Dość!) pod przywództwem Komunistycznej Partii Czech i Moraw oraz Motoristé (Zmotoryzowani).
Ostatnie dwa ugrupowania w zależności od sondażu nieznacznie przekraczają albo są pod progiem wyborczym. Według badania ośrodka Median z końca czerwca oba mogą liczyć na 5,5 proc. oraz po 12 mandatów.
Na razie zapowiada się więc, że to ANO ma większe szanse na znalezienie koalicjantów wśród partii antysystemowych niż Spolu, dla którego współpraca z radykałami nie wchodzi w rachubę.
Babiš chce zaprzestać wspierania Ukrainy
Powrót Babiša do władzy może wstrząsnąć polityką zagraniczną Pragi. Pod rządami Fiali zakładała ona zakotwiczenie w Unii Europejskiej i NATO, a także polityczne i militarne wsparcie dla Ukrainy.
Wprawdzie Babiš potępił w 2022 r. agresję Rosji, jednak kandydując wkrótce potem na prezydenta, postawił na rzekomo antywojenną kampanię, strasząc wyborców uwikłaniem Czech w wojnę. Mianował się zwolennikiem pokoju – nie dodając, że pokoju na warunkach rosyjskich. Wielokrotnie wspominał, że jest przeciwnikiem dozbrajania Ukrainy.
Ostatnie jego wypowiedzi uderzają już wprost w dalsze losy czeskiego wparcia dla Kijowa. W rozmowie z agencją Reuters zapowiedział, że jeśli wygra jesienią, to jego rząd zakończy słynną czeską inicjatywę amunicyjną. Zdaniem Babiša jest ona „nietransparentna, zbyt droga i zgniła” (cokolwiek to ostatnie słowo miałoby oznaczać), a „pieniądze bardziej są potrzebne naszym ludziom”.
Poczucie wspólnoty z Trumpem i Orbánem
Babiš zapewnia, że ma numer telefonu Donalda Trumpa i otwarte drzwi w Białym Domu. Liczy też na węgierskiego premiera Viktora Orbána. Mówi, że marzy mu się ich spotkanie w Budapeszcie, na którym wystąpią razem z Trumpem, gdyż – jak twierdzili jeszcze w styczniu politycy ANO – partnerem amerykańskich Republikanów w Unii są Patrioci dla Europy, do których należą Fidesz i ANO. To grupa w Parlamencie Europejskim, utworzona w 2024 r. przez partie narodowe i eurosceptyczne (z Polski należy do niej Ruch Narodowy, współtworzący Konfederację).
Łączą ich bowiem, jak zapewnia Babiš, „podobne stanowiska na kluczowe tematy”. Ta wspólnota poglądów nie przeszkadza jednak Babišowi w polemice z prezydentem USA w kwestii zwiększenia wydatków na obronność do 5 proc. PKB w 2035 r. – dla Czecha to scenariusz nierealny.
Co więcej, Babiš zapowiedział, że zerwie umowę podpisaną ze Stanami przez rząd Fiali w 2024 r. na dostawę 24 myśliwców F-35. „Gdyby kazał mi skoczyć z piątego piętra, też bym nie skoczył” – mówił o pomysłach Trumpa na wydatki zbrojeniowe, które padły na czerwcowym szczycie NATO w Hadze.
Kto chce wyjścia Czech z Unii?
Powrót Babiša może oznaczać też zmianę w relacjach z Unią. Jego potencjalni koalicjanci to partie eurosceptyczne, wręcz antyunijne. Pod pretekstem zwiększania demokracji bezpośredniej, Tomio Okamura od lat domaga się referendum w sprawie dalszego członkostwa Czech w Unii. Uważa, że politycy, którzy odmawiają obywatelom prawa do decydowania na drodze referendum o tym, czy chcą być w Unii, sprzeciwiają się demokracji.
Jego partia, SPD, to ruch jawnie ksenofobiczny. Samego Okamurę policja oskarża o mowę nienawiści, której miał dopuścić się, publikując rok temu antyimigranckie plakaty z wizerunkiem ciemnoskórego mężczyzny z zakrwawionym nożem i hasłem „Chirurdzy z importu nie rozwiążą braków w służbie zdrowia”. W lutym Okamura stracił z tego powodu immunitet.
Do przeprowadzenia referendum nawołuje też komunistyczna koalicja Stačilo! – idąc nawet dalej, bo do plebiscytu w sprawie Unii dokładając jeszcze członkostwo w NATO czy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
Z przynależnością do międzynarodowych organizacji komuniści próbują walczyć od lat. Teraz jednak mogą wejść do rządu, szczególnie że Stačilo! w ostatnich dniach porozumiało się z socjaldemokratami, a w podobnej konfiguracji Babiš już rządził (wówczas do referendum jednak nie doszło; do końca kadencji nie przetrwała też umowa z komunistami, zerwana na pół roku przed wyborami).
Czeskie formacje antysystemowe żywią się nastrojami
Skąd taka presja na referendum ze strony partii antysystemowych? W Czechach na poziomie ogólnokrajowym odbyło się tylko jedno referendum w historii – i było to właśnie głosowanie w sprawie przystąpienia do Unii. Zorganizowano je na mocy specjalnej ustawy konstytucyjnej z 2002 r.
Uniwersalne przepisy w kwestii referendalnej, jak np. w Polsce, na razie w Czechach nie zostały uchwalone. Nie oznacza to, że referenda się nie odbywają. Bynajmniej, odbyło się ich całe mnóstwo, lecz na poziomie regionalnym. Reguluje je ustawa z 2004 r. o referendach lokalnych.
Obawy przed konsekwencjami Zielonego Ładu dla gospodarki czeskiej wykorzystują zaś Zmotoryzowani. Partia ta powstała przed zeszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego i – występując w koalicji z antykorupcyjnym ugrupowaniem Przysięga – wprowadziła do niego dwóch reprezentantów. W tym jej kontrowersyjnego założyciela, byłego kierowcę rajdowego Filipa Turka.
Partia kierowców – bo tak w skrócie można ich opisać – sprzeciwia się unijnemu zakazowi rejestracji aut z silnikami spalinowymi. Jej hasła padły na podatny grunt: największe poparcie uzyskała na obszarach sąsiadujących z fabrykami samochodów.
Większość Czechów chce jednak zostać w Unii
Ugrupowania antysystemowe żywią się nastrojami Czechów, którzy uchodzą za jeden z najbardziej eurosceptycznych narodów w Unii. Nie oznacza to jednak, że chcieliby scenariusza brytyjskiego.
Wprawdzie w zimowej edycji Eurobarometru Czechy znalazły się na ostatnim miejscu wśród państw unijnych, gdy idzie o pozytywną ocenę UE: tylko 32 proc. oceniało ją dobrze (u Słowaków to 41 proc., a w przypadku przodujących Portugalczyków 75 proc.). Jednak z rodzimych badań płyną łagodniejsze wnioski. Tylko 21 proc. chce przeprowadzenia unijnego referendum. Połowa w ogóle go nie chce, a reszta nie ma zdania. Prawie 60 proc. deklaruje, że gdyby takie referendum się odbyło, głosowaliby za pozostaniem w Unii.
Ostatnie badania opinii publicznej pokazały, że Czesi mniej chętnie niż jeszcze pół roku temu opowiadają się za zwiększaniem wydatków na zbrojenia. Ponad 70 proc. deklaruje też, że nie włączyłoby się aktywnie z bronią w ręku do obrony w razie militarnej napaści.
Być może dlatego, że wśród największych zagrożeń dla swojego państwa Czesi nie wskazują na politykę Rosji, wojnę w Ukrainie czy nawet suszę, lecz na islamski fundamentalizm, terroryzm, przestępczość międzynarodową i napływ uchodźców – problemy jak dotąd dość abstrakcyjne w porównaniu do zagrożenia ze strony Rosji, na które wskazują również czeskie służby wywiadowcze.
Co jesienią zrobi prezydent Petr Pavel?
Perspektywa rządu z udziałem ksenofobów i komunistów budzi obawy także wśród czeskich organizacji pozarządowych. A jedną z kluczowych ról będzie mieć tu do odegrania prezydent Pavel, który – występując po raz pierwszy w tej roli – będzie musiał powierzyć komuś misję tworzenia rządu. Trudno sobie wyobrazić, że ten były generał i szef Komitetu Wojskowego NATO dopuści do władzy ruchy postulujące wystąpienie Czech z Unii i Sojuszu, co, jak podkreśla, byłoby sprzeczne z interesem kraju.
Czechów czeka burzliwa jesień. Po kampanii wyborczej nastanie czas konsultacji partyjnych liderów z prezydentem – i nie można wykluczyć różnych scenariuszy, w tym nawet rozpadu Spolu i wejścia ODS do koalicji Babiša (wtedy już bez Petra Fiali, bo ten raczej by tego nie przetrwał).
Nie ma też pewności, jak zachowa się sam Babiš pod wpływem prezydenta, na którego względy – jak niegdyś u Miloša Zemana, poprzednika Pavla – nie może dziś liczyć.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















