Oda do młodości

Gdybym miała za pomocą jednego słowa opisać wybory z 21 października 2007 r., wybrałabym słowo "młodość". Młodzi byli ci, którzy stawili się tłumnie i przesądzili o wyniku. Młoda i nowoczesna była ich mobilizacja, ten wicher internetowych haseł i SMS-ów, który przeleciał nad krajem. Młode były niekończące się kolejki głosujących na Wyspach Brytyjskich czy w Irlandii. Młoda była reakcja na ogłoszony po długich i ciężkich cierpieniach wynik: radość, setki tysięcy telefonów, łzy wzruszenia, rzucanie się sobie na szyję. Najważniejsze jest jednak zdanie sobie sprawy, że to nie jakiś jednorazowy przypadek, ale uruchomienie czegoś ciągłego - rok po roku będzie się powiększała grupa młodych, którzy zamiast stać na uboczu, zechcą kształtować przyszłość. Tak naprawdę zaskoczyć mógł jedynie fakt, że to się uzewnętrzniło w tym momencie i w takiej skali.
Czyta się kilka minut

Zamykam oczy i widzę staruszków powoli odsuwających się w cień i wchodzących na ich miejsce młodych. A wśród tych młodych w pierwszym szeregu Władysław Bartoszewski, który jest chyba jedną z małych tajemnic Pana Boga.

Groza

W niedzielę wyborczą, późnym popołudniem, usłyszeliśmy po raz pierwszy, że "nie spłynęły" do Warszawy głosy wyborców z kilkudziesięciu obwodów zagranicznych. W tym z Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie na tłumy przyjeżdżających z najdalszych miejscowości i stojących w gigantycznych kolejkach Polaków patrzono ze zdumieniem i podziwem. Po jakimś czasie przemówili urzędnicy. Przerzucali winę z jednych na drugich: a to niesprawność systemów elektronicznych, a to "wycieńczenie pracowników MSZ" itp. Czas nieubłaganie mijał i szybko zbliżał się moment, po którym ustawa uznałaby wszystkie te głosy za nieważne. Wreszcie komunikat, że głosy dotarły. Westchnienie ulgi.

Muszę przyznać, że w czasie tych godzin mieliśmy z mężem uczucie narastającej grozy. Tak, nie przesadzam, prawdziwej grozy. Kto i z jakim czołem ośmieliłby się stanąć przed tymi wszystkimi ludźmi i powiedzieć im, że ich zlekceważono, wystawiono do wiatru i z powodu nieudolności lub złej woli zamordowano ich entuzjazm i poczucie obywatelskiego obowiązku. Mógł to być dla nich szok, mogło to nawet wpłynąć na ich przyszłe decyzje związane z Ojczyzną.

To już przeszłość. Miejmy nadzieję, że zadziwiający i zawstydzający epizod z tej przeszłości nigdy już się nie powtórzy.

Zwroty

Wielki decydujący zwrot w całej kampanii wyborczej nastąpił podczas sławnej już debaty Donald Tusk-Jarosław Kaczyński. Debaty, którą komentator wywodzący się z PiS-u mógłby opisać zwrotem: "Debata przebiegała przy przeważającej przewadze premiera Jarosława Kaczyńskiego i to on właściwie zajął dobre drugie miejsce. Wyraźnie słabszy lider PO Donald Tusk był przedostatni".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2007