Komentarz ks. Adama Bonieckiego "Do braci odchodzących" ("TP" nr 5/07), dotyczący między innymi mojego odejścia z zakonu dominikanów, wydaje mi się krzywdzący. Jak na razie, nie udzielam wywiadów, jak sugeruje ks. Boniecki, ani do gazet, ani przed kamerami. Nie udzielę go też "Tygodnikowi", choć o rozmowę mnie prosił, co jednak nie oznacza, że zamilknę na wieki. Trudno mi też zaakceptować szydzenie z mojego przywiązania do Ewangelii, ciężko czytać słowa osądzające mnie oraz podważające moją wiarygodność i szczerość intencji. Moje widzenie odejścia Kościoła od ideału Ewangelii niekoniecznie trzeba brać personalnie i od razu się bronić. Ja tak to widzę, ks. Boniecki widzi inaczej, może patrzymy w różne miejsca w Kościele. Naczelny "TP" patrzy na ks. Jana Zieję, ale to do opisu współczesnego Kościoła nie wystarczy. Szerzej mówiłem o tym w książce rozmów ze mną "Ścieżki wolności" i dlatego do niej odsyłam: nie sposób przedstawić w liście wszystkich moich poglądów.
W sprawach życia Kościoła możemy się nie zgadzać, ale to nie upoważnia przecież do używania argumentów ad personam. Potrzebna byłaby raczej merytoryczna dyskusja, nie insynuacje i połajanki. Na nią jednak, na razie, brakuje miejsca.
TADEUSZ BARTOŚ (Warszawa)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














