O ślicznych słowach

Dotarliśmy do tematu, który – jak nam się wydaje – ma potencjał i powab w czasach bez żadnego powabu. Jest to zarówno ciągliwość, ale i zasób polszczyzny.
Czyta się kilka minut

Od lat specjalizujemy się tu w specyficznej odmianie znachorstwa, to znaczy pasjami uprawiamy behawioryzm na nam potrzebną miarkę. Bardzo byśmy chcieli, by nasze spostrzeżenia dotyczące charakterów osób publicznych były oryginalne, by były obowiązującymi formułkami w ilustrowanych atlasach polityków polskich. Niestety, tu takoż musimy poczekać, bowiem stan ich rozumności należy uznać za przejściowy. Ich fizyczność też, zresztą. Co z tej przejściowości wyniknie, to dziś zagadka i nie chcemy – choć lubimy – wychodzić przed szereg. Naturalnie – przy okazji – uważamy, że słowo „polityk” przestało mieć znaczenie, do jakiego przywykliśmy. To słowo nie oddaje dziś zjawiska, a może jest wręcz archaizmem. Tu takoż przyjdzie nam zaczekać, aż ogół zacznie używać jakiegoś nowego określenia, znacznie celniej oddającego tę profesję. Zaznaczyć należy, że zapewne będzie to słowo brzydkie, bowiem już od pradawna nie powstało niestety w Polsce słowo ładne, też dlatego, że nikt tu już nie uczy odróżniania ładnego od brzydkiego, nie tylko w sferze lingwistycznej, ale w ogóle.

Tym samym dotarliśmy niejako do tematu, który – jak nam się wydaje – ma potencjał i powab w czasach bez żadnego powabu. Jest to zarówno ciągliwość, ale i zasób polszczyzny.

Otóż z okazji ostatnich wydarzeń koniecznie trzeba odkurzyć pewne stare słowa, od lat w zasadzie nieużywane bądź używane mało. Pierwszym słowem cisnącym się samo na ust naszych koral jest „kacyk”.

„Kacyk” – popatrzmy i posłuchajmy – jest słowem niesłychanie pięknym w swym brzmieniu. Leży w nim wielka i osobliwa dźwiękowa siła polszczyzny. W latach 80. XX wieku i wcześniej – to drobne objaśnienie dla Czytelnika mniej steranego życiem – oznaczało partyjnego władcę szczebla zarówno lokalnego, jak i centralnego. „Kacyk” jest zaiste słowem fantastycznie oddającym sytuację polityczną, w której kacykostwo było i jest kluczowe. Weźmy na przykład odświeżające zdanie, które zmyśliliśmy sobie teraz, na poczekaniu: „zaniepokojony ambasador amerykański zadzwonił do miejscowego kacyka z prośbą, by ten zmienił zdanie”. Brzmi to filmowo bądź literacko, jak początek powieści, brzmi – przyznajmy – też egzotycznie, i to jest właśnie w słowie „kacyk” świetne. A więc egzotyka. Pamiętajmy, że czas ograniczeń związanych z epidemią odbierze nam egzotykę rozumianą dosłownie, mamy tu na myśli podróżowanie do krajów – cokolwiek to dziś znaczy – egzotycznych. Zostaje tu i teraz. Egzotyka tutejszości i tutejszy kacyk. Mieszkający w malutkim i brzydkim domku. Siedzący tam na tronie. Odbierający telefony z ambasady. Ekstra? Ekstra. Tak uważamy.

Weźmy teraz zbitkę słów „partyjni bonzowie”. Też dawno nieużywane, bo nie było zanadto okazji. Dziś jest to zbitka jak znalazł. Z dźwięcznością, ale i jakimś pyrknięciem fajnym. Do używania koniecznie. Zachęcamy do tych powrotów. Używajmy słowa „kacyk” i zbitki „partyjni bonzowie”, bowiem są to elementy naszego narodowego dziedzictwa kulturowego, o które obowiązkowo trzeba się troszczyć.

Na koniec zaś – skoro tyle dziś było o języku – wypada zasygnalizować, że nie umknęła nam zarówno polszczyzna pandemii, jak i przepowiednie. Oto jedna z nich głosi, że „gdy lud odczuje biedę, kacyka obali”. Otóż do realizacji owej dojdzie, gdy lud liczyć będzie umiał. Tak mniemamy. Karteczki wiszące na sklepach świadczą o niepokojącym trendzie w świecie liczebników. Oto dwa zanotowane napisy, które wybiły nas z prostych torów rozumowania – pardon – cyfrowego: „Wewnątrz sklepu może przybywać maksymalnie jeden osoba” oraz „Prosimy wchodzić podwójnie”.

Lepiej nie będzie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2020