O kulturze nieczytania. Felieton Mancewicza

Próby osadzenia nas na zatłoczonej grzędzie dziaderstwa nie zmienią naszego przekonania, że ucieczka od wysiłku rozumienia słowa pisanego ku łatwiznom rozważań godnościowych bądź klasowych to droga wprost do cyrku.

25.07.2022

Czyta się kilka minut

Olga Tokarczuk Fot. AP/Associated Press/East News /
Olga Tokarczuk Fot. AP/Associated Press/East News /

Długo pukaliśmy się w czółko w sprawie niedawnego starcia starego świata z nowym, to znaczy w sprawie ogólnopolskiego konfliktu o rozumienie tego, co się czyta, bo przecież o to poszło w komentarzach do wypowiedzi Noblistki. Wydało nam się w pierwszej chwili, że nie ma żadnego powodu, by odnosić się do tej zdumiewającej awantury. Zwłaszcza że mamy nieco inne od Noblistki zdanie na temat własnej twórczości. Otóż fascynuje nas obecność naszego felietonu pod strzechą, choć nikt nie rozumie – chcemy tego. Tak czy owak, uznaliśmy to wydarzenie za dobry powód, by nieco tu pogwarzyć nie tyle o literaturze, co o historii i przyszłości naszej cywilizacji.

Na wstępie chcemy zapewnić wszystkich, zwłaszcza tych, którzy nie rozumieją, co piszemy, że wszystkie szantaże, groźby, prośby, próby oderwania nas od rzeczywistości za pomocą dowolnej ideologii muszą spalić na panewce. Jesteśmy tu twardzi jak podwieszony do stropu Kmicic. Musimy to na wstępie zaznaczyć, co samo w sobie jest już ogromnie śmieszne i ilustruje aż nadto komizm epoki, na której rusztach przyszło nam skwierczeć. Powtórzymy głośno: żadne, nawet słuszne próby osadzenia nas na zatłoczonej grzędzie dziaderstwa nie zmienią naszego przekonania, że ucieczka od wysiłku rozumienia słowa pisanego ku łatwiznom rozważań godnościowych bądź klasowych to droga wprost do cyrku, na partyjny miting albo – jak kto woli – wprost na spotkanie kiboli w klubokawiarni.

Rzec oczywiście wypada, że kultura nieczytania czegokolwiek, jak każda inna, jest bardzo interesująca. Dość powiedzieć, że nasza umiłowana ludzkość, od tajemniczego zarania przez ogromny szmat czasu, nie znała literek. Jeszcze niedawno zdanie to nie wymagałoby specjalnych komentarzy, ale dziś, w dobie wpływowych i śmiesznych moralistów, wypada się zastrzec. Nie, nie chodzi nam o obrażanie poczciwego człowieka kopalnego. Onże przecież, bez żadnej literatury, ale i bez filmiku na YouTube nauczył się krzesać ogień. Ze świecą – za przeproszeniem – szukać dziś kogoś obdarzonego podobną wyobraźnią i drygiem do majsterkowania.

No więc nieczytający a krzeszący mieli swą epokę, a może i nawet sto, ale dnia owego nadszedł moment, w którym od rzemyczka do koziczka, od węzełka po narysowany znaczek, ona lub on zaczęli utrwalać to, co mieli akurat do powiedzenia. To oczywiste, że ówcześni strażnicy tradycji nie byli zachwyceni, ale kto chciał i się nie bał, podłapał tę arcytanią rozrywkę, zrozumiał szybko, co jest grane, kto zaś nie chciał, ten sobie po dawnemu pohukiwał nad rzeczką, w lasku bądź w kolczastych zaroślach, z czego – mówiąc wprost – nic znaczącego dla kultury nie wynikło. Tak było. Wszyscy ówcześni na pewno dobrze się pisaniną bawili, dobrze się czuli, choć nie da się ukryć, że jedni czuli się lepiej, a inni gorzej. Ktoś teraz powie, że rozwijana tu przez nas – owszem, na kolanie – historia cywilizacji jest podana w sposób zbyt płaski, ale, do stu tysięcy beczek polskiej szczepionki na covid, od czegoś musimy zacząć, by nas rozumiano.


Jerzy Sosnowski: Dla kogo pisze Olga Tokarczuk


 

Jak wiadomo bądź nie, pisanie i czytanie są zajęciami powiązanymi, ale by czytać, nie trzeba pisać, o czym donosimy dla porządku. Podobnie wypada zaznaczyć, że umiejętność czytania, wbrew pozorom czy utrwalonym stereotypom, wcale nie jest ani obowiązkowa, ani powszechna. Jest – mówiąc delikatnie – przydatna chyba coraz mniej, ale to tylko detal epoki.

Okazuje się jednak, że brak chęci do podjęcia wysiłku rozumienia słowa pisanego jest nie tylko problemem edukacyjnym, ale też godnościowym. Zwrócenie uwagi na czyjeś nieczytanie naraża nieczytającego – zależy w jakim towarzystwie – na dyskomfort. A to już gruba sprawa. Motywowana moralnością, klasowa (chyba) obrona nieczytania, zażarta walka o prawo do komfortowego niepodejmowania żadnego wysiłku umysłowego, to kapitalny ciąg dalszy dziejów naszej znakomitej cywilizacji. Trudno tu coś mądrego poradzić, choć przecież los młodzieży leży nam na sercu. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Felietonista „Tygodnika Powszechnego”, pracuje w Instytucie Literackim w Paryżu.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2022