Zacznijmy od faktów, tak jak je rysuje Izba. Faktów ważnych, bo dotyczą jednego z nieśmiertelnych filarów polskiego systemu pomocy społecznej, ośrodków zamieszkałych przez ponad 120 tys. Polaków (to liczba osób ze wszystkich zakładów stacjonarnych pomocy społecznej w 2023 r. – większość to właśnie popularne DPS-y). Głównie takich, którzy – przynajmniej teoretycznie, zgodnie z prawem – nie mogliby żyć samodzielnie. Z różnych powodów: wieku, choroby lub niepełnosprawności. Także przewlekłej choroby psychicznej i niepełnosprawności intelektualnej.
Raport NIK: lista nadużyć i nieprawidłowości w DPS-ach
Właśnie na instytucjach dających schronienie osobom z tych dwóch grup (to prawie 40 tysięcy mieszkańców DPS) skupiła się w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli, przyglądając się 15 placówkom. Zebrane w ogłoszonym 17 grudnia raporcie ustalenia mogą zrobić wrażenie nawet na kimś, kto stacjonarnym ośrodkom przygląda się od dawna. „Dyrektorzy skontrolowanych DPS nie zapewnili mieszkańcom przestrzegania niektórych podstawowych praw, o których mowa w Konstytucji (...) Do najistotniejszych naruszanych praw należały: prawo do wolności, nietykalności osobistej, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, intymności i godności” – piszą urzędnicy NIK. Co kryje się za tymi ogólnikami?
Np. 44 niezgodne z przepisami przypadki użycia przymusu bezpośredniego. W jednym z domów pomocy zastosowano piętnastogodzinną izolację mieszkańca, choć w warunkach pozaszpitalnych wolno ją praktykować (jak inne formy przymusu tylko w sytuacji, gdy mieszkaniec zagraża innym lub sobie) do ośmiu godzin. W czterech placówkach ograniczano też mieszkańcom możliwość samodzielnego opuszczania ich murów.
W kilku domach niektóre czynności – w tym najbardziej wrażliwe – wykonywali pracownicy ochrony, niemający do tego uprawnień. Chodzi m.in. o pomoc w przeszukaniach, podawaniu zastrzyków, a nawet myciu mieszkańców. Tylko w trzech DPS-ach prawidłowo prowadzono farmakoterapię. „Np. w jednym z domów od stycznia do września 2022 roku mieszkance czterokrotnie podano zastrzyki antykoncepcyjne, mimo braku takiego zlecenia w dokumentacji medycznej” – raportuje NIK.
W jednym z domów pensjonariuszka przebywała w pokoju z monitoringiem. W innych nie działał system przyzywowo-alarmowy. Większość placówek nie była przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami – chodzi m.in. o brak windy i podchwytów w łazienkach. „Ponadto niemal w połowie domów nie stworzono warunków zapewniających poczucie intymności lub godności: w kabinach prysznicowych brakowało zasłon, łazienek było za mało, a pokoje były za ciasne lub przepełnione”.
W aż dziesięciu placówkach wydatkowanie środków należących do ubezwłasnowolnionych mieszkańców było nietransparentne. W dwóch pracownicy wydawali te pieniądze na zakupy, które powinien sfinansować DPS.
Codzienność mieszkańców DPS
Takie i podobne uchybienia można by mnożyć, co innego jednak jest tu uderzające. O tym, że stacjonarne placówki łamią prawa mieszkańców, wiadomo od co najmniej 2014 roku – właśnie dekadę temu prawnik, dr Krzysztof Kurowski przyjrzał się regulaminom polskich DPS-ów. Ustalił m.in., że wielu mieszkańców nie może decydować o rozkładzie swojego dnia, nie ma możliwości przechowywania własnych dokumentów, i że zdarzają się zakazy wychodzenia na zewnątrz.
Gdy „Tygodnik” zapytał nieco ponad rok temu dr. Kurowskiego, co się przez niemal dekadę zmieniło, ten odpowiedział: „W zasadzie nic. A jeśli już, to na gorsze, bo np. dziś nie mógłbym podobnych badań przeprowadzić: dyrekcje są mniej otwarte, dużo lepiej wiedzą, jak ukrywać patologie”. Inny ekspert, wiceprezes Instytutu Niezależnego Życia Adam Zawisny mówił z kolei, że zmieniły się dekoracje: są schludniejsze wnętrza, a pokoje wieloosobowe zmieniły się w dwu, trzyosobowe. „Tyle że mieszkaniec jest nadal przedmiotem opieki, a nie podmiotem; jego wpływ na rzeczywistość jest ograniczony. Nie decyduje o harmonogramie dnia, jadłospisie, doborze współlokatorów”.
Dobrze znane patologie państwowego systemu opieki
Raport NIK to niejedyny powód do poważnej debaty. Wcześniej były medialne doniesienia o przypadkach przemocy w placówkach, a także dramatyczne wieści o kłopotach finansowych DPS-ów. Komentatorzy i eksperci przy okazji podobnych doniesień dzielą się na – z grubsza – dwie grupy. Pierwsi akcentują konieczność wypalenia gorącym żelazem patologii: ukarania sprawców przemocy, zwiększenia finansowania DPS-ów i podwyższenia pensji pracownikom (o ich głodowych zarobkach alarmuje też NIK).
Przedstawiciele grupy drugiej, będący w coraz wyraźniejszej większości, nie mają jednak złudzeń: patologia wpisana jest w naturę tej anachronicznej i w pewnym sensie totalnej instytucji, w której bilansie zysków i strat nic się nie zgadza. Mowa bowiem o placówkach nadzwyczaj drogich, bo wydających nawet 10 tys. złotych na mieszkańca miesięcznie, a równocześnie płacących pracownikom nadzwyczaj mało; instytucjach wyposażonych w przerośnięte liczebnie kadry, a równocześnie znajdujących się w chronicznym kadrowym kryzysie (raport NIK mówi głównie o brakach specjalistów medycznych).
Jak uzdrowić DPS-y?
Rozwiązanie? Odmieniana od lat przez przypadki deinstytucjonalizacja, i stopniowe wprowadzanie innych form pomocy, które sprawią, że całodobowe placówki będą się stawać coraz mniej potrzebne. Chodzi np. o asystencję osobistą, której ustawowa gwarancja pomogłaby wielu osobom uniknąć zamknięcia w DPS (projekt ustawy o asystenturze znalazł się w końcu w wykazie prac rządu). Ale też o rozwój mieszkań treningowych i wspomaganych, które oznaczają stałe wsparcie, ale też możliwość decydowania – w odróżnieniu od życia w DPS – o swoim codziennym życiu.
To wszystko to jednak powtarzane od lat szczytne hasła. Bliżej rzeczywistości jest wciśnięte gdzieś w środek raportu NIK zdanie, że „w połowie skontrolowanych starostw nie podejmowano żadnych działań, które sprzyjałyby procesowi deinstytucjonalizacji usług społecznych”. Dopóki tak będzie, polskie DPS-y będą błagały o finansowe wsparcie, media będą donosić o przypadkach przemocy, a NIK ogłaszać swoje kolejne raporty.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















