Nie można milczeć, kiedy kilkudziesięciu domom pomocy społecznej w Polsce grozi upadłość

Polityka dzisiejsza, podporządkowana rytmowi wyborów, zbyt często sprowadza się do „łataniny”. Znaczenie rozwiązań całościowych, choć trudniejszych do przygotowania i przeprowadzenia, pokazuje się właśnie w sytuacjach nadzwyczajnych.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Jednak muszę napisać felieton społeczny, bo sprawa jest poważna. Chodzi o pryncypia, o to, jakie społeczeństwo budujemy i jakie chcemy budować w przyszłości. Nie można milczeć, kiedy kilkudziesięciu domom pomocy społecznej w Polsce grozi upadłość. Znów ratują je zrzutki, ale przecież nie wszystkim uda się zebrać potrzebne środki. Są też przyznane przez rząd dodatkowe pieniądze dla samorządów, ale – przynajmniej w momencie, gdy to piszę – nie jest jasne, czy tymi pieniędzmi można będzie wesprzeć zagrożone placówki. W mediach mówi się o tym, że dodatkowe środki mają wspomóc przede wszystkim służbę zdrowia i gospodarkę odpadami. O DPS-ach na razie ani słowa. Przeszło trzy tysiące osób nie wie więc, jaka czeka je przyszłość.

Rządy się zmieniają, a spraw nierozwiązanych przybywa. Dziennikarze natrafili na wypowiedź jednej z pań minister z... 2014 roku, która mówiła o konieczności reformy systemu dofinansowań. I że prace nad projektem reformy wkrótce się rozpoczną. Nie rozpoczęły się, o ile wiem, a jeśli nawet, to nic mi nie wiadomo o rezultatach. Potem było osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy – i też nic. System jakoś tam trwał, jeśli były protesty, to dorzucano DPS-om pieniędzy, ale systemowego rozwiązania problemu nie było. Rosły natomiast wydatki, coraz trudniej też było zatrzymać pracownice i pracowników, bo sektor pomocowy płaci słabo. O inwestycjach (remontach, rozbudowach, unowocześnieniach) szkoda nawet mówić. Placówki niepaństwowe, prowadzone w oparciu o umowy z samorządami, dawały sobie radę tylko dzięki wsparciu darczyńców, organizowaniu kiermaszów, kwestowaniu.

Nie zamierzam otwierać dyskusji, co lepsze – DPS-y czy mieszkania chronione. Mam przyjaciółki i przyjaciół, którzy w DPS-ie spędzili ponad połowę życia i traktują go jak swój dom. Mam też takich, którzy źle trafili i którym trzeba pomóc znaleźć lepsze miejsce. Pomysły na to, by otworzyć się na inne formy pomocy, są dobre, ale póki w sektorze brakuje osób chętnych do opieki, towarzyszenia, prowadzenia terapii itd., trudno będzie wprowadzić je w życie. A osób takich wyraźnie zaczyna brakować – i to nie tylko ze względu na wynagrodzenia. Choć skądinąd wysokość wynagrodzeń pokazuje, jakie jest rzeczywiste miejsce sektora pomocowego w społeczeństwie.

Albo się wierzy w wartość każdego ludzkiego życia, albo nie. Jeśli się wierzy, jeśli się taką wiarę wyznaje, no to trzeba zgodnie z nią każdemu starać się stworzyć godne warunki do życia, w szczególności zaś tym, którzy o to samodzielnie zadbać nie mogą. I nie dla jakiejś innej racji – że i ciebie to może spotkać, ciebie albo kogoś z twoich bliskich – lecz wyłącznie dla tej jednej: że każdy człowiek jest jedyną w swoim rodzaju wartością, historią, której nikt inny nie powtórzy.

Wszystkich ludzkich potrzeb nie zaspokoimy, nie może być jednak tak, że nie potrafimy zaspokoić podstawowych. Na razie zdaje się zyskiwać na popularności filozofia: „Każdy musi sam o siebie zadbać”. Pogląd ten, nawet jeśli nie wyrażany wprost, przenika do praktyki. Jest oczywiste, że jeżeli jakiejś instytucji zmniejszy się dotację, a równocześnie podniesie wymagania płacowe i nie zrekompensuje wzrostu wydatków, instytucja taka musi albo upaść, albo sama znaleźć środki na zasypanie powstałej dziury. I nawet jeśli jakimś cudem znajdzie te środki, to problem nie zniknie – w kolejnym roku sytuacja znowu się powtórzy. Jest też oczywiste, że taka instytucja nie będzie się rozwijać, doposażać, zatrudniać lepiej wykwalifikowanych pracowników. Znaczna część energii zatrudnionych w niej ludzi zużywać się będzie na uratowanie tego, co niezbędne.

Żyjemy w momencie nadzwyczajnym, to prawda. Wyzwań jest tak dużo, że nie wiadomo, jak właściwie ułożyć listę celów i zadań. Nie możemy też oczekiwać, że rząd w ciągu roku rozwiąże problemy nawarstwiające się latami. Na razie potrzebna jest doraźna pomoc. Ale w kalendarzu już powinno być „na sztywno” wyznaczone miejsce, w którym zacznie się prace nad rozwiązaniami całościowymi. Polityka dzisiejsza, podporządkowana rytmowi wyborów, zbyt często sprowadza się do „łataniny”. Znaczenie rozwiązań całościowych, choć trudniejszych do przygotowania i przeprowadzenia, pokazuje się właśnie w sytuacjach nadzwyczajnych. Ciągle jesteśmy społeczeństwem dość ofiarnym. Ale jacy będziemy w przyszłości? Czy filozofia „każdy sobie” zwycięży? A może zaczniemy jednak doceniać ofiarność i opiekuńczość?

Jest taka książka dwojga amerykańskich uczonych, zatytułowana „Przetrwają najżyczliwsi”. Lubię do niej zaglądać, ale przede wszystkim lubię jej tytuł. Książka dostarcza dowodów na to, że nie siła i agresja, ale przyjaźń i współpraca to, z ewolucyjnego punktu widzenia, strategie najkorzystniejsze. Przetrwali najżyczliwsi, a nie najsilniejsi. I także obecne kryzysy przetrwają te społeczeństwa – teraz podzielone i spolaryzowane – które będą potrafiły uznać, że możliwa jest polityka jedności. Że istnieje „klej”, który to wszystko sklei.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pryncypia