Reklama

Nigdy nie jest za późno

Nigdy nie jest za późno

28.02.2016
Czyta się kilka minut
Łukasz Kamiński, prezes IPN: Życzyłbym Lechowi Wałęsie, żeby znalazł w swoim otoczeniu kogoś, kto by mu dobrze doradził, jak może jeszcze wyjść z twarzą z obecnej sytuacji.
Dziennikarze w czytelni gdańskiego oddziału IPN, 24 lutego 2016 r. Fot. Karolina Misztal / REPORTER
W

WOJCIECH PIĘCIAK: Po udostępnieniu akt Lecha Wałęsy jako tajnego współpracownika bezpieki IPN stał się celem krytyki z różnych stron. Jedni twierdzą, że odbyło się to za szybko, lub że to wręcz „operacja Bolek”. Inni, że IPN działa za wolno. Zacznijmy od zarzutu, że udostępniliście akta np. bez opinii grafologa. Dlaczego?

ŁUKASZ KAMIŃSKI: Podejmując decyzję, rozważałem argumenty za i przeciw. Przeważyło przekonanie, że skoro sprawa wywołuje wielkie emocje, a archiwiści Instytutu, do których mam zaufanie, orzekli, iż materiały są autentyczne, to czekanie na dodatkowe badania – np. ekspertyzy grafologiczne zobowiązania do współpracy czy pokwitowań otrzymania pieniędzy – i odmawianie dostępu do akt przez kolejne tygodnie doprowadzi jedynie do jeszcze większych emocji. Powstałyby spekulacje, co się z nimi dzieje, co w nich jest,...

12594

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"jeśli mit jest prawdziwy" ... no, no, no - "prawdziwy mit", Panie doktorze - że też stać Pana na wygłaszanie takich bzdur. A tak a propos samego początku wywiadu: czy w zakresie Pana obowiązków leży zarządzanie społecznymi emocjami i opinia publiczną a nie dążeniem do odkrycia prawdy historycznej i procesowej? Tym bardziej, że Pańskie wyciszanie dolało tylko oliwy do ognia. Aż trudno uwierzyć, że osoba reprezentująca taką instytucje nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji. Może raczej chodzi o "naciski, naciski"? Pytanie tylko, czy te płynące z głębi Pańskiego historycznego i naukowego sumienia czy też raczej z Centrum ds. kształtowania polityki historycznej? A propos narracji, do której postanowił się Pan dołączyć (bo przecież wszystko co Pan mówi) składa hołd jedynemu słusznemu założeniu. Może jednak spróbować myślowego eksperymentu i założyć - na chwilę - że Wałęsa mówi prawdę. Spokojnie się wówczas przyjrzeć podpisom "Bolek" sfotografowanym i udostępnionym przez GW. Nie trzeba być grafologiem. Wystarczy mieć jakie takie doświadczenie w podrabianiu podpisów aby bez analizy grafologicznej stwierdzić, że: albo to są podpisy złożone przez różne osoby, albo złożone przez tę samą osobę w różnych momentach (kiedy za każdym razem ta sama osoba próbuje odwzorować to co ma być podrobione). Próbował Pan kiedyś tego? Zapewne nie. I w tym może właśnie tkwi problem. Wszyscy jesteście czyści jak łza. Podobnie jak Prof. Frieszke, który autorytatywnie stwierdza: "nie można podrobić takiej ilości dokumentów". A dlaczego? Co w tym takiego trudnego? Próbował? Zapewne nie. Więc niech spróbuje: przez lata, jednorazowo jedna prosta historyjka, za która można zainkasować kilka setek. A może się w głowie nie mieści, że UB'ecy to nie byli antykomuniści tylko sadyści i ... cwaniacy, którzy poza umacnianiem systemu wyciągali kasę jak i wszyscy inni Polacy, nie poddani odpowiedniej kontroli. Jeśli się okaże, że Wałęsa mówił prawdę... Co wówczas stanie się z Pańskim sumieniem? czy ma Pan już jakąś strategię na tę okoliczność? Sądzę, że nie, że jak każdy szanujący się śledczy, zna Pan rozstrzygnięcia.

dziwi pewność tego faceta w ocenie "prawdziwości historycznej", wobec dawniejszego orzeczenia sądu o sfałszowaniu kilku dokumentów. Chociaż, c drugiej strony, co mnie może jeszcze zadziwić w tej całej sytuacji? Zdanie sądu nie liczy się, domniemanie niewinności nie liczy się, zdanie bohaterów tamtej sytuacji nie liczy się, co się liczy? Założenie i teza wypowiedziana przez Pierwszego Prezesa. wszystko inne należy nagiąć, dogiąć, dopracować. Czystej wody działania bolszewickie, Panie "historyku". Nachodzi się bogu ducha winne kobiety=wdowy i nagabuje o "teczki" Po raz kolejny zadaję sobie pytanie: co stało się z "fałszywą" lojalką Kaczyńskiego sprzed kilku lat? Gdzie ona obecnie się znajduje? Czy jej "fałszywość" stwierdzono po badaniach czy bez badań?

Dla mnie sytuacja jest jasna jak słońce: pan dyrektor jest narzędziem w reku władzy, która postanowila załatwić sobie legitymizacje poprzez kompromitację faceta, który sam w sobie wart niewiele pod względem intelektualnym, był dla wielu symbolem pozytywnych przemian w kraju. No właśnie, a osobnicy, którym pozwolono objąć władzę, od miesięcy przekonują głupich ludzi, ze nie było żadnej pozytywnej zmiany, tylko ruina, a "dobra zmiana" będzie dopiero teraz. Będzie, po trupie III RP symbolizowanym przez Lecha Wałęsę. Skoro pan dyrektor jest historykiem, a nawet zrobił doktorat, można sadzic, ze doskonale o tym wszystkim wie. I dlatego pod względem moralnym stoi w moich oczach o wiele nizej od najgorszego kapusia, który za swoje donosy brał pieniądze. Niestety...

IPN powinien być rozwiązany, i to jak najszybciej. Badaniami najnowszej historii Polski powinni zajmować się historycy na uniwersytetach i w Polskiej Akademii Nauk. Najnowszej historii Polski nie można oddawać ludziom, dla których ideologia jest ważniejsza niż prawda historyczna. Najczarniejsze karty historii przypominają się, gdy na co dzień widzi się szefa IPN czy tzw. historyków na bieżąco komentujących znaleziska z domu Kiszczaka / niedługo chyba też - Jaruzelskiego i innych /. Chciałoby się powiedzieć panom z IPN, że historia nie podlega tym samym prawom, co wydarzenia sprzed kilku minut czy godzin.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]