Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niezbędna proteza

Niezbędna proteza

22.07.2013
Czyta się kilka minut
Przeciętny czytelnik prasy nie zdaje sobie sprawy, jak wiele artykułów, które czyta, zawdzięcza organizacjom pozarządowym.
G

Gorący moment. Wybory w jednym z krajów poradzieckich. Być może jego historia wskoczy na nowe tory. Ale żadna z polskich gazet nie myśli posłać tam obserwatora. Nie ma pieniędzy – rozkładają ręce szefowie działów zagranicznych i odprawiają dziennikarzy z kwitkiem. Na szczęście tego samego dnia dzwoni jeden z dyrektorów Fundacji Batorego z propozycją wyjazdu i obserwacji wyborów. Przedstawiciel fundacji George’a Sorosa na miejscu pomoże w organizacji spotkań z lokalnymi politykami, umożliwi dotarcie do komisji wyborczych, także na prowincji. Kilka dni później w największych gazetach w Polsce ukazują się korespondencje.
Takie historie dzieją się na tyle często, że nie ma sensu wymieniać, o jakie kraje chodzi i jakie media korzystają z takich form wsparcia. Wiadomo, Moskwa jest priorytetem, tam są przedstawiciele kilku polskich redakcji. Do Kijowa czy Mińska najczęściej kogoś się posyła, ale tylko od wielkiego dzwonu albo już wprost korzysta się z notek agencji PAP czy IAR, które utrzymują tam stałych korespondentów. W innych przypadkach, jeśli czytamy korespondencję, możemy podejrzewać, że dziennikarz korzysta ze wsparcia którejś z fundacji. Także wiele tekstów i reportaży drukowanych w „Tygodniku Powszechnym” powstało dzięki temu, że ich autorzy znaleźli się za granicą w ramach fundacyjnego programu. Również piszący te słowa korzysta z tego, że pracuje w Kolegium Europy Wschodniej i może podróżować do krajów Europy Wschodniej.
Nic w tym dziwnego. Własny korespondent to luksus, na który nie stać nawet największych mediów. Dlatego ważne jest wsparcie innych instytucji. Media, które mają jeszcze ambicje naświetlać zagadnienia międzynarodowe, byłyby o wiele bardziej bezradne, gdyby nie współpraca z fundacjami. Dotyczy to nie tylko jednorazowych wydarzeń jak wybory, ale także głębszego zainteresowania danym krajem. Różnorakie wyjazdy i stypendia przyznawane dziennikarzom przez Fundację Batorego czy Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej, ale także przez wiele innych, pozwalają im jeździć za granicę i po prostu poznawać świat. Jest to konieczne w pracy dziennikarza, zwłaszcza jeśli nie chce on jedynie powtarzać oklepanych tez za innymi. Oferta fundacji nie jest adresowana zresztą tylko do dziennikarzy – korzystają z niej studenci i doktoranci. Dzięki temu późniejsi analitycy (choćby Ośrodka Studiów Wschodnich) są cenieni w Europie. Mają za sobą dziesiątki podróży i setki spotkań w krajach, którymi się zajmują.
Nie tylko wyjazdy pozwalają dziennikarzom zrozumieć otaczający świat. Seminaria w Fundacji Batorego czy konferencje „Polska polityka wschodnia” organizowane przez Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu to przykłady spotkań ekspertów, polityków i dziennikarzy, którzy dzięki nim mają szansę na wymianę poglądów i zdobycie wiedzy. Warto w tym kontekście wymienić raporty Instytutu Spraw Publicznych, choćby te badające wzajemne opinie o sobie Polaków i ich sąsiadów. Ostatni raport dotyczący Litwy i Litwinów pozwolił zorientować się, w jakim stopniu obiegowe opinie, powtarzane także przez media, są błędne. Dziennikarze zapraszani na prezentacje raportów dostają gotowy materiał i mogą go upowszechniać.
Wreszcie, fundacje takie jak Kolegium Europy Wschodniej prowadzą działalność wydawniczą. Dzięki wsparciu choćby Instytutu Książki tłumaczą i wydają pozycje, które z marketingowego punktu widzenia nie miałyby szans na druk w komercyjnym wydawnictwie – a jednak są potrzebne.
Organizacje pozarządowe w czasach pauperyzacji i tabloidyzacji mediów stały się niezbędną protezą, bez której polskie dziennikarstwo byłoby kulawe. Bez nich między informacją o tym, że polityk X napluł do zupy politykowi Y, a plotką na temat jakiegoś celebryty byłaby już niemal zupełna pustka.

ANDRZEJ BRZEZIECKI jest redaktorem dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”, publicystą „TP”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Publicysta, dziennikarz, historyk, ekspert w tematyce wschodniej, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”. Wieloletni dziennikarz, a obecnie współpracownik „Tygodnika”. Autor i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]