Nieprzerobieni

Pastele Edwarda Grabowskiego robią wrażenie. Np. jego „Kamienice”.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / / Fot. Grażyna Makara

Niektóre to typowe pudełka, przypominające domki rysowane przez kilkuletnie dzieci: intensywnie czerwony prostokąt fasady, zielony – drzwi i dwa bursztynowe – okien. Inne z kolei przypominają drzewa: ze smukłego jasnożółtego budynku wyrastają po obu bokach promienie niczym gałęzie wielokolorowego świerku czy jodły. Ale najciekawsza jest „Kamienica”, która wygląda jak rupieciarnia, stos rzeczy rzuconych przypadkowo na jedną stertę. Przy czym nie są to w miarę regularne kształty, ale raczej figury pogniecione, uginające się pod ciężarem innych. Dół tej chaotycznej kompozycji przecina pionowa, szara kreska (szczelina w murze? odprysk tynku?), w górze z kolei zieje wyrwa, puste miejsce, jakby budowa dachu nie została dokończona. Zderzenie intensywnych i zgaszonych kolorów dodatkowo pogłębia wrażenie chaosu i degradacji.

A „Kwiaty”? Dwa wiszące obok siebie obrazy pod tym samym tytułem różni właściwie wszystko. Jeden jest intensywnie czerwony: czerwona jest zarówno znaczna część tła, jak i głowy kwiatów, przypominające nieforemne balony. Pomiędzy czerwone płaszczyzny autor wpuścił nieco żółci, bieli, fioletu, oranżu i malachitowej zieleni, prawy dolny róg wypełnił natomiast miodowym brązem. Drugi obraz zdominowany jest przez niebieskie tło i otwierający się w nim intensywnie żółty prześwit. Kwiaty-baloniki kołyszą się tu na cieniutkich łodyżkach z listkami wyglądającymi jak skrawki zielonego papieru. Ale najbardziej interesujący jest ten prześwit, jakby słup słonecznego światła, wpadający przez rozchyloną błękitną kotarę. To on sprawia, że całość – choć zbudowana z dość oczywistych kolorów – przestaje być naiwna, a staje się intrygująca.

Edward Grabowski to zaledwie jeden z ośmiu artystów zaprezentowanych w krakowskiej Galerii 2 Światy na wystawie zatytułowanej „Przerobili van Gogha”. Tytuł wystawy jest znakomity; w szkole polonistki tępiły słowo „przerobić”, a ja je lubiłem. Przerobić znaczy: nauczyć się, opracować, ale też po swojemu zmienić, strawestować, a nawet – zakpić z pierwowzoru. Na plakacie reklamującym wystawę znalazła się praca Adama Barana, będąca reinterpretacją słynnego „Żółtego krzesła” van Gogha. Polski artysta zmienił proporcje oryginału: krzesło wprawdzie nadal znajduje się w centrum obrazu, ale zostało pomniejszone, pozostawiając więcej miejsca dla wyłożonej czerwoną cegłą podłogi i niebieskich ścian. Krzesło Barana jest intensywnie żółte, nie złamane – jak w oryginale – zieleniami, za to pokrzywione, a w efekcie będące bardziej plamą niż odwzorowaniem konkretnego przedmiotu. Mimo to cała kompozycja jest niezwykle harmonijna. I pogodna: patrząc na krzesło, ma się wrażenie, że zostało ono uchwycone w ruchu, na chwilę przed tym, zanim kolejny raz bryknie na lekko rozkołysanej podłodze.

Artyści tacy jak Grabowski (który akurat na wystawie niczego nie „przerabia”) czy Baran nie mają łatwo, bo postrzega się ich twórczość przede wszystkim w kontekście ich niepełnosprawności. Na prace „z warsztatów” profesjonaliści patrzą z wyższością, czasem też nieufnością – jako na dzieła niesamodzielne i przypadkowe. Nieprofesjonalnemu widzowi kojarzą się one z kolei z kiermaszami organizowanymi po to, żeby wesprzeć działalność organizacji pozarządowych. Często mam wrażenie, że wielu interesujących, czasem bardzo dobrych, a bywa, że i wybitnych artystów przepada w tej powszechnej nieuwadze. Zaradzić się temu nie da inaczej jak właśnie w ten sposób: organizując w galeriach interesujące wystawy (to znaczy – prezentując prace wyselekcjonowane, a nie jak leci) i promując poszczególne nazwiska. Ja podsuwam nazwisko Edwarda Grabowskiego. Sprawdźcie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2016