Reklama

Niemożliwość wyspy

Niemożliwość wyspy

15.11.2006
Czyta się kilka minut
Najsmutniejszy widok świata: pornosfera kontemplująca samą siebie. Można to znieść pod warunkiem prawdy: bohater Houellebecqa może być, jaki chce, ale musi być niepoprawnym weredykiem.
P

Pewnych rzeczy nie można powiedzieć inaczej, jak tylko pod postacią fikcji - twierdzi filozof. Dlatego, mimo że z zasady nie czytam powieści, dla Houellebecqa robię wyjątek. Jest to ciężka orka, ale w sumie się opłaca - nikt inny tak nie pisze, choć wielu próbowało, a jeszcze liczniejsi dopiero spróbują.

Pornoklub i kaznodzieja

Francuskiego pisarza można lubić lub nie, ale jedno trzeba mu przyznać: potrafi udawać głupiego. W ten właśnie sposób podszedł kolejnego besserwissera. Po lekturze "Możliwości wyspy" krytyk "Polityki" napisał: "Apokaliptyczna wizja zatraconego w konsumpcji i rozpuście Zachodu wstrząśnie tylko tymi, którzy dawno nie zajrzeli do »Frondy« lub »Naszego Dziennika«. Autor sprzedaje za pomocą środków i technik zaczerpniętych z kultury porno niesłychanie konserwatywną, bliską fundamentalistom religijnym wizję świata... Nie sądzę, by naprawdę ją wyznawał - więcej w tym strategii marketingowej niż przekonania - ale ta strategia naprawdę działa w krajach, gdzie więcej osób oglądało »Głębokie gardło« niż »Pasję«, a literatury pięknej nigdy nie traktowano tak serio jak w Polsce. Dla przeciętnego Francuza czy Niemca powieści Houellebecqa mają urok perwersyjnej ciekawostki; ot, kaznodzieja w pornoklubie. W Polsce przeciwnie: to pornograf w kruchcie - zjawisko intrygujące intelektualistę, lecz wstrętne ogółowi czytelników".

Nie jest istotne, czy powieściowa wizja zasłużyła sobie na podobne dictum i co w niej jest naprawdę z "Naszego Dziennika"; to każdy może sprawdzić sam. Rzecz w tym, że krytyk ustawił sobie pisarza w sposób, który jego twórczość kompletnie fałszuje, fałszuje bowiem samą rzeczywistość. Inna jest relacja pomiędzy przypadłościami i substancją tej książki - przyjmując zaproponowane przez krytyka kryteria - pomiędzy jej "porno" i "kaznodziejstwem". To wygodne, ale niebezpieczne złudzenie myśleć, że porno służy w niej tylko jako narzędzie. Bo czym jest narzędzie, wiemy od Martina Heideggera: narzędzie, podobnie jak technika w ogóle, odmienia istotę człowieka, który się nim posługuje (kaznodziejstwo skądinąd też jest narzędziem). Skutek? Nie można mówić, jak krytyk, o kaznodziei w pornoklubie; najwyżej o pornoklubie w kaznodziei.

Już w tym małym starciu widać, że w epoce, w której szarganie świętości weszło ludziom w krew, pozostało jeszcze całkiem sporo do zszargania. Młodość i wolność, europejskie idola tribus, zajmujące Houellebecqa we wszystkich poprzednich książkach, są obecne i w ostatniej, i tak samo jak w poprzednich obsmarowane. Pisarz udowadnia, że "wyspa" - oklepana metonimia utopii - jest niemożliwa; i musi mieć w tym jakiś cel. Niby każdy od początku wie, że związek imbecyla z nadmuchiwaną lalą udać się nie może, jednak autor z maniackim uporem centymetr po centymetrze pokazuje, jaka to była piękna katastrofa. Konkluzja jest spodziewana, tkwi w samej konstrukcji bohaterów, bolesna jest jednak, czasami wręcz trudna do zniesienia przymusowość podejmowanych przez nich prób.

Techniki maskujące

Posługując się ulubioną metaforą natury ludzkiej, jaką zawdzięczamy behawiorystom, można powiedzieć, że postaci Houellebecqa przypominają szczury w labiryncie. Pisarz wyraża tę ideę równoważnikiem: "Uznać, że ludzie nie mają ani godności, ani praw; że zło i dobro są prostymi pojęciami, słabo steoretyzowanymi odpowiednikami cierpienia i przyjemności". Z powyższego nieszczęścia, które psychologię uwolniło od duszy, a nas od wiktoriańskich skrupułów, Houellebecq nie wyśmiewa się jednak, raczej dyskretnie je opłakuje. Czyni to w sposób zdradzający dużą biegłość w technikach krytycznych, które dzisiejszemu pisarzowi pozwalają uniknąć etykietki bigota, utrzymać się na rynku i mówić przykre rzeczy tym, którzy najbardziej powinni je usłyszeć.

Jedną z technik maskujących jest komiczna ambiwalencja. Bohater książek Houellebecqa jest pajacem, który obstawia jednocześnie wszystkie rozwiązania. Przypomina to samotną grę w domino, którą zajmował się bohater "Poszerzenia pola walki", odgrywając rolę obu przeciwników naraz. Parę przykładów komicznej ambiwalencji? "Wszystko to sprawiało, że miałem ochotę umrzeć, ale się powstrzymałem". "Proste, wieśniacze życie, z dużą dozą godności. Życie dość głupawe jednakowoż". I jeszcze: "To jest dopiero ciekawe, muszę zgłębić tę kwestię, pomyślałem, i zasnąłem nad tacką z jedzeniem".

Po osiągnięciu pewnego pułapu każda tragedia obraca się we własne przeciwieństwo. Gdy człowiek przebrnie przez romansowe partie książki, cierpienia zostaną mu z nawiązką wynagrodzone. Houellebecq jest bardzo śmieszny i bardzo złośliwy. Przypomina starego zrzędę, który oburza się, gdy napotka równego sobie:

"Ogólnie rzecz biorąc nie ma czego się spodziewać po kobietach, które są na analizie. Kobieta, która wpada w ręce psychoanalityków, staje się całkowicie niezdatna do jakiegokolwiek użytku, przekonałem się o tym wielokrotnie (...). Nie ma sensu iść do kawiarni z kimś, kto chodzi na psychoanalizę: nieuchronnie zacznie omawiać z kelnerem szczegóły rachunku i skończy się to kłótnią z kelnerem".

"Bez najmniejszego skrępowania zostawiała zapalone światło we wszystkich pomieszczeniach, jakie opuszczała (w mojej rezydencji w San José zdarzało się, że idąc za nią krok po kroku, wyłączałem siedemnaście kontaktów)".

"Nic, w żadnej epoce, nie mogło się równać z jaskrawą doskonałością centrum handlowego, funkcjonującego pełną parą".

"Palenie papierosów stało się jedynym obszarem prawdziwej wolności w moim życiu. Jedyną czynnością, której się w pełni oddaję całym moim istnieniem. To mój jedyny projekt" (wszystkie cytaty z "Poszerzenia pola walki" i z "Możliwości wyspy" - obie książki w przekładzie Ewy Wieleżyńskiej).

Wcześniej czy później musi zrodzić się pytanie, kim jest autor, że mówi nam takie rzeczy, na przykład o islamie:

"Każdego, kto czyta Koran, musi uderzyć godny ubolewania nastrój tautologii, charakteryzujący to dzieło: »Nie ma innego Boga, jak tylko sam Bóg«, i tym podobne. Takie stwierdzenia, przyzna pan, nie prowadzą nas zbyt daleko" ("Platforma", przeł. Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska).

O demokratach:

"Upadek cywilizacji jest zjawiskiem smutnym, to smutne widzieć, jak przepadają najpiękniejsze umysły i w końcu dążymy do ustanowienia cywilizacji islamskiej" ("Możliwość wyspy").

O gejach i powszechnym zaniku zainteresowania seksem:

"Nawet homoseksualiści po krótkim okresie rozwiązłości, która wynikała z liberalizacji ich praktyk, bardzo się uspokoili, dążyli teraz do monogamii i do spokojnego, uporządkowanego życia w parze, które spędzali na turystyce kulturalnej i odkrywaniu regionów winiarskich" ("Możliwość wyspy").

Zaratustra klas średnich

Pytania, jakim prawem mówi do nas w ten sposób, Houellebecq dotąd unikał. Po raz pierwszy konfrontuje się z nim właśnie w "Możliwości wyspy". "Nadal nie przestałem być tym, kim zawsze byłem: Zaratustrą klas średnich" - odpowiada.

Zregresowane dzieci, przemawiające ustami jego bohaterów, to karykatura pamiętnego Dziecka Zaratustry, a zarazem najlepiej skonstruowana krytyka cywilizacji postkontestacyjnej, na jaką owa cywilizacja może sobie na razie pozwolić. Napisane to jest tak dobrze i wstrętnie zarazem, że przenika wprost do krwiobiegu. Najsmutniejszy widok świata: pornosfera kontemplująca samą siebie. Można to znieść pod warunkiem prawdy: bohater Houellebecqa może być, jaki chce, ale musi być niepoprawnym weredykiem. "W wymiarze intelektualnym sytuowałem się nawet lekko powyżej średniej, a w wymiarze moralnym byłem jak wszyscy: trochę sentymentalny, trochę cyniczny, jak większość. Ale byłem bardzo szczery, w tym tkwiła moja szczególność, w porównaniu do zwykłych ludzkich norm cechowała mnie wręcz niewiarygodna szczerość".

W każdej z tych książek mam swoje ulubione fragmenty. W "Platformie" jest to rozmowa o prawach człowieka, prowadzona w klubie sado-maso:

"- Uważam, że to jest absolutnie obrzydliwe - powiedziała [Valerie], nie mogąc się już dłużej powstrzymać.

- Obrzydliwe, a dlaczego? - zaprotestowała Géraldine. - W momencie, gdy panuje obopólna zgoda uczestników, nie widzę, w czym problem. To taka umowa, i tyle.

- [Valerie] Nie myślę, żeby można było wyrazić obopólną zgodę na poniżanie i cierpienie...

- [Géraldine] Jestem osobą pełnoletnią i zgadzam się na to, a cierpienie, podobnie jak poznawanie masochistycznego wymiaru mojej seksualności, należy do moich fantazmatów, nie widzę doprawdy, w imię czego miało by mi się tego zabronić. W końcu żyjemy w demokracji...".

Z kolei w "Możliwości wyspy" mój ulubiony fragment dotyczy żeńskiego homunkulusa, nad którym pracuje poczytne kolorowe pismo przeznaczone dla możliwie najszerszego targetu. Jego naczelna mówi: "Próbujemy stworzyć ludzkość sztuczną i płochą, która nigdy już nie będzie rozumiała humoru ani prawdziwej powagi, która aż do śmierci będzie żyła w coraz rozpaczliwszej pogoni za funem i seksem; pokolenie skończonych dzieciaków. (...) Nasz target zaczyna się od dziesięciu lat, ale nie ma górnej granicy wieku. (...) założenie było takie, że matki coraz częściej usiłują naśladować córki. Z pewnością jest coś śmiesznego w kupowaniu przez trzydziestoletnią kobietę magazynu pod nazwą »Lolita«, ale nie bardziej niż w kupowaniu obcisłego topu czy krótkich szortów".

Zanikanie człowieka

"Możliwość wyspy" jest w wielu szczegółach podobna do Huxleyowskiego "Nowego wspaniałego świata" - jest książką o zanikaniu człowieka. Houellebecq: "Popatrz na te drobne istoty, które ruszają się w oddali, popatrz. To ludzie. W zmierzchającym świetle obserwuję bez żalu zanikanie gatunku".

Akcja książki rozgrywa się w nieznanej przyszłości, w której sekta elohimitów, gwarantująca bogatym reduplikację genetyczną, przejmuje władzę nad rządem dusz. Jej ideologia jest prosta i opiera się na założeniu, skądinąd identycznym jak Huxleyowskie, że to wyłącznie "ból istnienia każe nam szukać bliźniego niczym paliatywu". Gdy przekracza się ów ból, więzi stają się niepotrzebne. Oto nowy buddyzm, nowa ataraksja: choroba, starość i śmierć odchodzą jak niepyszni, ich miejsce zajmuje widmo szczęścia. Na pytanie: "kto z was zasłużył na życie wieczne", odpowiedź jest jedna: ten, kto zawczasu zgromadził sześć milionów euro.

Na swój sposób każdy bohater nowej książki Houellebecqa, nie wyłączając narratora, pracuje nad identycznym "homunkulusem", człowiekiem na miarę nowego, wspaniałego świata: "Ludzie coraz bardziej będą chcieli być wolni, nieodpowiedzialni, będą chcieli żyć tak, jak dzisiaj żyją dzieciaki, a kiedy poczują już ciężar wieku i prowadzenie walki stanie się niemożliwe, skończą ze sobą; wcześniej jednak przystąpią do Kościoła elohimickiego, ich kod genetyczny dostanie się pod ochronę i będą umierać w nadziei na nieograniczoną kontynuację życia poświęconego przyjemnościom".

Sedno obu książek przenikliwie wydobywa Bogdan Baran, który w niedawnym posłowiu do Huxleya napisał, że "sedno antyutopii Huxleya wyraża się dobrowolnością niewolnictwa. Nawet nie to, że jest ono akceptowane: jego się w ogóle nie dostrzega". Studium rozpadu związku bohatera ze starzejącą się Isabelle pokazuje tę zależność na poziomie fizjologii: nikt tu nie ma złudzeń co do reguł gry, ani obojętniejący mężczyzna, ani tracąca atrakcyjność kobieta, porównana do śmiertelnie chorego zwierzęcia, które nie może oczekiwać od braci litości, skoro samo jej im nie okazało. Tyranem świata swobodnych ludzkich wyborów okazuje się ostatecznie fizjologia, stan mięśni i skóry. W przyszłości będzie można oszukać fizjologicznego tyrana, poddając się genetycznej autoreduplikacji. Nie całkiem wiadomo jednak po co, skoro w oczekiwaniu na nią więzi międzyludzkie zanikną.

W dawnych czasach Czesław Miłosz napisał tekst "Metafizyczna pauza", utrzymany w formie pytań i odpowiedzi. Pytania były w rodzaju: "Czy Bóg wtrąca się do życia człowieka", a odpowiedzi jasne i zrozumiałe. Gdyby nasze dzisiejsze problemy ze światem ująć w formę podobnego dialogu, rezultatem byłaby kompletna nieczytelność. Jest to po pierwsze skutek dystrofii języka, po drugie, choć to sprzeczność, rozmnożenia się języków, w których wyrażają się nasze nieświadome filozoficzne wiary, a po trzecie paradoksów, na jakie napotyka każda zaawansowana próba forsowania wartości albo ich równie ślepego zaniechania.

Hannah Arendt napisała, że człowiek sprowadzony do czystego człowieczeństwa szybko przestaje być ludzki. W nowej powieści Houellebecqa poznajemy nowy sens utopii, tym razem humanitarnej: wypełniają ją opisy świata gruntownie "zhumanizowanego", który choć ukształtowany podług jego smaku, przestaje być dla człowieka oparciem i jakimkolwiek w ogóle miejscem.

***

"Pisarz jest psem swojego czasu" - napisał Elias Canetti w czasach, które znacznie na wyrost nazwano okresem "rozpadu wartości". Canetti zdziwiłby się, gdyby zobaczył, jak daleko zaszły dziś sprawy. W "Możliwości wyspy" jedynym bohaterem w pełni i bezkompromisowo pozytywnym wcale nie jest pisarz, ale właśnie jego pies, zwykły, niepiśmienny i pozbawiony sprytu, choć wabi się Fox.

Michel Houellebecq, "Możliwość wyspy", przeł. Ewa Wieleżyńska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]