Niemcy i nuclear sharing

Zaczęło się 60 lat temu.
Czyta się kilka minut

Republika Federalna przystąpiła do „atomowego współposiadania” (to jego niemieckie określenie) zaraz po tym, jak została członkiem NATO, a Bundeswehra niemal od początku istnienia posiadała jednostki, które w razie wojny miały być wyposażone przez USA w broń jądrową.

Nalegały na to władze RFN: kanclerz Adenauer liczył, że udział w nuclear sharing zacieśni więzy z USA (wtedy nieoczywiste) i zwiększy bezpieczeństwo kraju oraz pozycję jego rządu. Z czasem, na początku lat 70., rząd RFN został dopuszczony do Grupy Planowania Nuklearnego NATO – wtedy wąskiego grona wybranych państw, które uczestniczyły w planowaniu wojny nuklearnej.

Był to czas, gdy – przygotowując się na wielką ofensywę Układu Warszawskiego – Amerykanie i ich sojusznicy zakładali, że aby zatrzymać sowieckie masy pancerne (kilkadziesiąt tysięcy czołgów!), trzeba będzie użyć także taktycznej broni atomowej. I to nie tylko w postaci bomb lotniczych, lecz również ładunków artyleryjskich (artylerii lufowej i rakietowej) i min atomowych umieszczonych wzdłuż granicy. Dlatego zdolności do przenoszenia ładunków atomowych miały nie tylko liczne dywizjony lotnicze. Także w wojskach lądowych istniały specjalne oddziały artyleryjskie i saperskie (w latach 80. przeszkolonych było tu w wojskach lądowych 8 tys. żołnierzy). Magazyny z bronią atomową znajdowały się w wielu miejscach kraju – pod kontrolą USA.

Po upadku Związku Sowieckiego Amerykanie zaczęli stopniowo wycofywać z Europy swój jądrowy arsenał taktyczny – za wyjątkiem kilkuset bomb lotniczych. W związku z tym podczas reformy Bundeswehry, trwającej od początku lat 90., w wojskach lądowych zlikwidowano wszystkie jednostki „atomowe”. Pozostawiono jednak specjalne siły lotnicze, choć z czasem redukowane. Dziś do przenoszenia bomb atomowych dostosowana jest – pod względem techniki i szkolenia – jedna jednostka Bundeswehry: 33. Dywizjon Lotnictwa Taktycznego w Büchel. Ostatnio prasa doniosła, że samoloty Tornado z 33. Dywizjonu będą modernizowane, aby mogły przenosić nową generację bomb B61.

W dyskusji politycznej temat udziału Niemiec w nuclear sharing był i jest podnoszony głównie przez środowiska skrajnie lewicowe i pacyfistyczne, a do pewnego momentu także Partię Zielonych. Ale gdy w 1998 r. rząd utworzyła koalicja socjaldemokratów i właśnie Zielonych, sprawy nie podjęto. O rezygnacji z nuclear sharing politycy koalicji zaczęli mówić dopiero przed wyborami w 2005 r., ale sprawa szybko ucichła.

Podjął ją natomiast Guido Westerwelle, lider liberalnej FDP i szef MSZ w chadecko-liberalnej koalicji z lat 2009-13: sprawę usunięcia z Niemiec całej amerykańskiej broni atomowej uczynił częścią swego programu i wracał do niej kilka razy. Bezskutecznie: nie uzyskał poparcia kanclerz Angeli Merkel. W 2012 r. Westerwelle wycofał się z tego postulatu. Przez obecną koalicję CDU/CSU-SPD temat rezygnacji z nuclear sharing nie był podnoszony. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2016