Reklama

Niebo i piekło Diego Maradony

Niebo i piekło Diego Maradony

25.11.2020
Czyta się kilka minut
„Ludzie muszą zrozumieć, że Maradona nie jest maszyną do uszczęśliwiania ich” – mówił o sobie, co charakterystyczne, używając trzeciej osoby, zmarły dziś w wieku 60 lat argentyński piłkarz i trener. Nie chcieliśmy tego słuchać.
Diego Maradona w czasach gry w Boca Juniors, sezon 1981/82 / Fot. Imago Sport and News / East News
N

Nie był najlepszym piłkarzem wszech czasów, ale był piłkarzem najbardziej kochanym i – co z miłością często idzie w parze – najbardziej nienawidzonym. Było w jego karierze mistrzostwo świata, które dał Argentynie w 1986 roku niemal jednoosobowo, był Puchar UEFA i dwa mistrzostwa kraju z Napoli - znów osiągnięte niemal jednoosobowo, bo przed i po jego pobycie w Neapolu klub z tego miasta ligi włoskiej nigdy nie wygrywał. Były wielkie mecze, wspaniałe bramki, jak ta po solowej akcji w meczu z Anglikami na mundialu w 1986 roku, kiedy w drodze przez boisko wyminął sześciu rywali, ale też gole, których nigdy nie chcielibyśmy zobaczyć, jak ten strzelony ręką w tym samym spotkaniu. Były spektakularne transfery i wielkie pieniądze, także, niestety, uzyskiwane z podejrzanych źródeł, bo w okresie gry we Włoszech stał się Diego Maradona ulubieńcem Camorry. Była afera dopingowa i dyskwalifikacja...

7396

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Mówienie o sobie w trzeciej osobie wydaje się nawykiem charakterystycznym dla ludzi prostych, którzy - wbrew obiektywnym szansom i własnemu oczekiwaniu, z jakiegoś powodu (bywa to jakaś odmiana geniuszu) - przerośli otoczenie i samych siebie. I teraz patrzą, z pewnym niedowierzaniem, na tego giganta, który z nich wyskoczył, trochę jak diabeł z pudełka. Bez silenia się na milion przykładów - ten sam nawyk ma "nasz" Wałęsa...

@Leszek Berger w czwartek, 26.11.2020, 11:28. Nie wiem, czy Cezara - a takoż i Ksenofonta, Tucydydesa, Izokratesa, de Gaulle'a oraz tuziny innych, znanych nie mniej niż Wałęsa - można zaliczyć do ludzi prostych, ale bez wątpienia jest to wytłumaczenie przynajmniej części przypadków illeizmu (o, proszę! to ma nawet uczoną nazwę ;). Poza tym mówić o sobie w trzeciej osobie można przez skromność lub wręcz wyrażając posłuszeństwo i pokorę ("starszy szeregowy Kowalski melduje się na rozkaz!"). Jest to także typowe dla dzieci ("Pawełek nie chce do przedszkola!") i rodziców ("Musisz, kochanie, bo mamusia musi iść do pracy").

.... Kali, zapomnieliśmy o Kalim ;)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]