Nie na temat

Wystarczy, by żona posła, osoba interesująca, ale całkiem prywatna, dała się namówić dziennikarzowi na ploteczki o parlamentarnych kolegach małżonka, by przynajmniej kilku kolejno polityków zostało na fonii i wizji skonfrontowanych z owymi wypowiedziami i wezwanych do odpowiedzi: i co pan na to? Wystarczy, że posłance koalicyjnej zdarzy się dziwna scysja z fotoreporterem, a jej relację na ten temat obejrzymy co najmniej kilka razy w ciągu następnej doby. Czasem wystarczy nawet, by senator zgolił wąsy... A już, jeśli najzagorzalsi antagoniści Lecha Wałęsy znów powtórzą swoje, od dwudziestu lat te same obelgi, będzie to zaraz cytowane i omawiane w każdym kolejnym programie pub­licystycznym, przy udziale nawet i kilkunastu osób publicznych.
Czyta się kilka minut

Zupełnie inaczej rzecz się ma z tematami zasługującymi rzeczywiście na niejeden znak zapytania i niejedną wymianę jak najpoważniejszych opinii, gdy są to równocześnie tak zwane tematy drażliwe. W dniu, kiedy w krótkim komunikacie podano do wiadomości, że sprawa tzw. taśm prawdy Renaty Beger została przez prokuraturę umorzona, nie zauważyłam, by stało się to jakimkolwiek tematem do dyskusji między dziennikarzami i politykami. Podobnie nie wzbudziło jakby zainteresowania, że Sejm już przechodzi pierwsze czytanie za­ostrzonego kodeksu karnego wg projektu ministra sprawiedliwości. A przecież w obu przypadkach nie chodziłoby o żadne ploty, lecz o znaczenie i konsekwencje podejmowanych decyzji. Dlaczego wtedy czekać trzeba dopiero na opinie prasowe?

Ale szczególnie przykro odebrałam dzisiaj (15 czerwca) temat na pozór zupełnie prywatny: o pięcioraczkach z Brzeska w Małopolsce. Urodzone w lutym jako wcześniaki, leczone do dzisiaj, dwójką wracają właśnie do domu, ale troje przechodzi pod opiekę Kliniki Pediatrii w Krakowie, bo dalej są słabe i zagrożone. I co? Nigdy dotąd nie stały się "tematem dla wszystkich", nawet dla środowisk najgłośniej mówiących o swoim oddaniu rodzinom i życiu. Żaden sponsor nie został ojcem chrzestnym, jak stałoby się na pewno w niejednym kraju, którym gardzimy za jego "konsumpcyjny" stosunek do życia. I rodzice w lokalnej krakowskiej prasie zwracają się o pomoc. Potrzebną nawet na pieluszki, o leczeniu i remoncie mieszkania nie wspominając. Ten apel jest naszą kompromitacją. Wszystkich, od prezydenta państwa, po wspólnoty parafialne i kościelne.

A może, panie redaktorze wielkiego magazynu telewizyjnego, następnym razem zamiast angażować się w któreś tam urodziny ulubionego wicepremiera, pośle pan reportera do państwa Górków w Brzesku i porozmawia potem o kondycji tej rodziny (i innych przy okazji) z politykami, umiejącymi tylko atakować się nawzajem?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2007