Nie ma już bizonów

Jeden miał 110 lat, drugi 107. Zmarli w odstępie kilku tygodni: ostatni Francuz i ostatni Niemiec, którzy uczestniczyli w I wojnie światowej.
Czyta się kilka minut

Śmierć pierwszego jest we Francji wydarzeniem; informował o niej oficjalnie Pałac Elizejski. Śmierć drugiego przeszłaby niezauważona, gdyby nie internetowa Wikipedia, gdzie ktoś ją odnotował, a ktoś inny zauważył i opisał w gazecie.

Po śmierci pierwszego napisano: "Francja w żałobie po śmierci ostatniego swojego weterana I wojny światowej". "Cały naród jest poruszony" - mówił prezydent Sarkozy, zapowiadając, że pogrzeb będzie ceremonią ku pamięci wszystkich 8,5 mln Francuzów, którzy brali udział w la grande guerre (1,4 mln z nich zginęło, 4,5 mln odniosło rany).

Zmarły w minioną środę Lazare Ponticelli urodził się w 1897 r. w północnych Włoszech. Przed biedą uciekł do Paryża, roznosił gazety. Miał 16 lat, gdy w 1914 r. zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej. Aby go przyjęli, skłamał, że ma lat 18. Walczył na frontach I wojny światowej, a potem podczas kolejnej, tym razem w ruchu oporu (już jako Francuz: obywatelstwo dostał w 1939 r.). Ponticelli długo sprzeciwiał się, by jego pogrzeb miał charakter państwowej ceremonii. Chciał prostego pochówku, "jak moi koledzy". Na prośbę pałacu prezydenckiego przystał dopiero tuż przed śmiercią.

Gdy wcześniej, 1 stycznia, umarł ostatni niemiecki weteran, 107-letni Erich Kästner, długo nikt tego nie zauważył. W publicznej pamięci współczesnych Niemiec nie ma ani pielęgnowania kultu bohaterów, ani nawet weteranów. Inaczej niż we Francji, Wielkiej Brytanii, USA czy Australii, nikt nie prowadzi ich spisów, żyjących i zmarłych.

Kästner nie walczył na pierwszej linii. Rocznik 1900, zmobilizowany, służył przez ostatnie miesiące wojny we Flandrii, w piechocie. Podczas kolejnej wojny, już jako major, stacjonował w okupowanej Francji w jednostce obrony przeciwlotniczej, a potem jako adiutant w dowództwie Luftwaffe. W RFN pracował jako prawnik. O tym, że zmarł, pewien dziennikarz wyczytał w Wikipedii, gdzie w ubiegłym roku ktoś wprowadził jego biogram - ale nie jako weterana, lecz drugiego z najstarszych żyjących Niemców.

Dwa kraje - i dwa podejścia do zdarzenia, które jest historyczną cezurą. The buffaloes are gone. And those who saw the buffaloes are gone. Nie ma już bizonów. I nie ma już tych, którzy widzieli bizony. Ten fragment wiersza rodem z USA podkreślał koniec pewnej epoki. Dziś w Europie żyje jeszcze tylko dwóch takich, co widzieli okopy tamtej wojny: Brytyjczyk i Austriak. I jeszcze kilku na świecie, w USA i Australii. The buffaloes are gone.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2008