Reklama

Nie jesteśmy masochistami

Nie jesteśmy masochistami

06.02.2012
Czyta się kilka minut
Simone Moro i Denis Urubko, najwybitniejsi żyjący himalaiści świata, opowiadają o swojej drodze na szczyty. O motywacjach, wzorach i ekstremalnych przeżyciach w ekstremalnych warunkach.
Nanga Parbat / Fot. OLIVIER MATTHYS/ EPA / PAP
B

BARTEK DOBROCH: Wielu himalaistów uważa Was za uczniów polskiej szkoły himalaizmu.

DENIS URUBKO: Lubię to skojarzenie, choć nie jest całkiem prawdziwe. Nie można bowiem powiedzieć, że studiowaliśmy tylko w jednym „instytucie”. Ja dorastałem w sowieckiej szkole, Simone był uczniem włoskiej szkoły alpinizmu, ale potem rzeczywiście odebraliśmy solidną lekcję polskiego alpinizmu.

SIMONE MORO: Preferuję określenie: „jestem nią zainspirowany”. Ilekroć jeżdżę po świecie z wykładami, mówię tak dużo i dobrze o Polsce, iż wielu ludzi wierzy, że mam polskie korzenie, a nawet paszport. Ale rzeczywiście inspirowali mnie Wielicki, Kukuczka, Kurtyka, Rutkiewicz... Opowieść o nich wypełniała moje sny w dzieciństwie, a teraz, gdy z trzema zdobytymi po raz pierwszy zimą ośmiotysięcznikami zrównałem się z Kukuczką i Wielickim, ciągle wydaje mi się, że śnię. URUBKO: Mnie...

22927

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy należą się gratulacje za świadome ryzykowanie życiem? Nanga Parbat – zdobyty w 1953 r. przez dr Karl Maria Herrligkoffer można określać niemieckim cmentarzem, bo już w latach 1934-1937 zginęło tam 26 wspinaczy z hitlerowskich Niemiec. Góra była także światkiem ataku terrorystycznego w nocy 23-06-2013 r, gdzie w bazie na wysokości 4300 m zabito 11 osób. Tak jak trudno znaleźć boksera który po zakończeniu kariery nie odczuwałby skutków tego pseudo ”sportu” tak też wychodzenie w strefę śmierci należałoby traktować jako próbę samobójczą. Należy pamiętać, że wraz ze wzrostem wysokości maleje zawartość tlenu w powietrzu co przyczynia się do zwiększonej produkcji w organizmie erytrocytów (czerwonych ciałek krwi) - transportujących tlen. Ich wzrost powoduje z kolei zwiększenie lepkości krwi wpływając niekorzystnie na prace serca. Już powyżej 5000 m brak tlenu powodujące hipoksję (niedotlenienie), a wyżej obrzęk płuc (High Altitiude Pulmonary Edema) i mózgu (High Altitiude Cerebral Edema) - możliwość powstania tam zatorów krwi. Powyżej 7000 m pojawiają się już dość niebezpieczne omamy i halucynacje. Już na wysokości 5600 m mamy tylko 50%, ciśnienia z poziomu morza (500 hPa) co oznacza, że ciśnienie parcjalne (patrz prawo Daltona) = 0,105 atm. Granica omdlenia wynosi 0,160 atm (bez uwzględnienia aklimatyzacji i możliwości indywidualnych) przy 16% tlenu. Spadek zawartości tlenu z wysokością to ok: poziom 0m - 21%, poziom 1000m – 18,4%, poziom 2000m – 16,5%, poziom 4000m – 12,6%, poziom 5000m - 10,9%, poziom 7000m - 8,6%, poziom 8000m - 7,5% tlenu. Dodatkowo należy pamiętać iż temperatura spada ok. 6,5 C na każde 1000 m, a promieniowanie UV rośnie o 4% na każde 300 m wysokości. Mało kto po takiej wyprawie nie ma odmrożeń, innych powikłań, a także mało kto z takich ”sportowców” naturalnie umiera. Zakłada się, iż dla większości zdrowych osób uprawiających wspinaczkę wysokogórską po odpowiedniej aklimatyzacji - bezpieczna wysokość na tracking to max 4000 m. I choć Inkowie budowali i żyli w miastach do wysokości ok. 4000 m n.p.m. to dla wielu będzie to tylko wysokość do ok. 1500 m. ©℗Natin

za takich marudziarzy - dzięki nim można łatwiej uniknąć pułapki nudnego życia - aż do śmierci..;)

A Jahwe to czasem nie na gorze, wręczył Mojżeszowi Kamienne tablice z 10 Słowy?A jak nazywała się góra na szczycie której Jezus Chrystus, przemienił się swoim uczniom? Wniosek? niewątpliwie góry w Boskiej Teologii mają swoją niezaprzeczalna rolę. Karl Herrligkoffer nie zdobył Nanga Parbat. On był kierownikiem wyprawy w trakcie której zdobyto Nanga Parbat. Nanga Parbat zdobył słynny austriacki alpinista Herman Buhl. Zdobył w wspaniałym, samotnym ataku, który przeszedł do annałów historii światowego himalaizmu. Herman Buhl zrobił, jako pierwsze wejście, także Broad Peak, razem z kolegami z austriackiego zespołu. To ten szczyt,podczas którego zginęli nasi rodacy. Pisano o tym na łamach Tygodnika. Sam Herman Buhl, zginął w Karakorum. Jego ciało, do tej pory leży gdzieś w lodach, oczekują na Zmartwychwstanie. Dlaczego ludzie chodzą po górach? Z wielu powodów. I każdy jest ważny. Dla mnie na przykład, góry są dowodem na istnienie Boga. Dlaczego? Ponieważ coś tak cudownego nie mogło powstać jedynie z działania praw fizyki.Musiała być Siła Sprawcza, które te prawa fizyki uruchomiła.

– wszyscy popełniamy mniejsze lub większe błędy i to jest tego dobitny przykład. (Choć nie wszyscy się do tego przyznają SIC!). A co do stworzenia świata to polecam myśl pewnego potomka מֹשֶׁה Mojżesza - laureata nagrody Nobla z elektrodynamiki kwantowej którym był ריצ'רד פיליפס פיינמן Richard Phillips Feynman: "Nie wydaje mi się, by ten fantastycznie cudowny wszechświat, ta ogromna przestrzeń istniejąca przez tyle czasu oraz różne gatunki zwierząt, wszystkie te rozmaite planety i atomy z wszystkimi ich ruchami, i tak dalej, aby ten cały skomplikowany świat był jedynie sceną stworzoną po to, by Bóg mógł obserwować ludzi walczących o DOBRO I ZŁO – a taki jest właśnie pogląd religijny. Ta scena jest zbyt duża jak na ten dramat". (A góry - to czysta fizyka: są to procesy orogeniczne zachodzące na granicach płyt tektonicznych… . Postęp wiedzy i odkrycia naukowe powstają nierzadko, kiedy próbujemy wyjaśnić metodami naukowymi to co dla innych było, ale i nadal często jest ślepą wiarą). <Natin>

To są piękne dowody, Dowodzą w szczególności ograniczeń "dlamniedowodzących". A nie prościej napisać "ja tak mam, bo mnie tak od dziecka wytresowano"?... Szanowny Panie, to, o czym Pan pisze to się nazywa "ja w to wierzę" - cokolwiek owo wyświechtane słowo "wierzę" miałoby znaczyć. Skoro jednak upiera się Szanowny Pan przy quasi-teologii pseudonaukowej - ależ proszę bardzo, droga wolna, nawet kościół już nie pali na stosach za głoszenie swych poglądów.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]