Nie damy polskiej mowy

Skoro wszystkim już wiadomo, że pan Roman Giertych, pełniący funkcje wicepremiera i ministra edukacji, zalecił skreślenie z listy lektur szkolnych "Trans-Atlantyku" Witolda Gombrowicza, warto chyba przypomnieć, że na tych łamach ("TP" nr 27/1992) ukazał się tekst "Jaśniepanicz i panisko", a w nim takie oto złowróżbne stwierdzenie: "W »Trans-Atlantyku« zawarty jest wyrok wzgardy dla polskiego półinteligenta, zadufanego kołtuna, spanoszonego filistra. Ta książka będzie tu pierwszą ofiarą nowej cenzury".
Czyta się kilka minut

Autor tych słów (a niżej podpisany) obiecuje solennie, że powstrzyma się odtąd od formułowania przepowiedni, dotyczących pomysłów i działań wybitnych polityków XVII wieku, zajmujących dziś stanowiska rządowe; byłyby to wróżby samospełniające się. Przy okazji wyraża jednak zadowolenie z nieuchronnego powrotu tradycyjnego zwyczaju czytania trefnych książek pod szkolną ławką (jak to w poprzednim numerze "Tygodnika" skonstatował już w komentarzu Andrzej Franaszek), co zwiększy nakłady niejednego arcydzieła. Skądinąd MEN, głosząc program wychowania patriotycznego, zamiast wykreślać z lektur szkolnych utwory budzące w świecie szacunek dla polskiej literatury i polskiej mowy, mógłby zająć się nieco skuteczniejszymi sposobami pomnażania szacunku dla niej wśród samych rodaków. Wolno sądzić, że wielu kłopotów, a nawet kryzysów w naszym życiu politycznym dałoby się uniknąć, gdyby niektóre, tak często dziś stosowane, wyrazy obce przetłumaczono najzwyczajniej na język polski, z ogólnie dostępnym słownikiem wielkiego Kopalińskiego w ręku. Termin "korupcja" tłumaczy się tam jako "sprzedajność, przekupstwo". Gdyby stosować te proste określniki zamiast obcego terminu, nikt nie miałby wątpliwości, o co chodziło i co się stało w pokoju pani Renaty Beger. Niezależnie od układów, znajomości, a nawet grzechów tych osób, jakie w zajściu uczestniczyły, sam fakt nie mógłby budzić żadnych wątpliwości: chodziło o próbę przekupstwa. Dobre, stare, jednoznaczne polskie słowo wyklucza tu wszelkie "semantyczne nadużycia".

Czeka tylko na odpowiedź pytanie - dlaczego pan poseł Marek Kuchciński, szef klubu PiS, nie chce mówić o istocie sprawy, czyli o wypadku przekupstwa, lecz tylko o tym, kto i dlaczego nam ten wypadek pokazał? Odpowiedź jest prosta: nie mówi, bo jest dżentelmenem. Dżentelmeni o faktach nie dyskutują.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2006