"Newsweek" i wrażliwość

Cała historia z publikacją Newsweeka, zatytułowaną Żydzi odbierają swoje, jest nieszczęsna. Wprawdzie redaktor naczelny tego tygodnika starał się wyjaśnić, że pismo nie miało złych intencji i przepraszał urażonych, jednak czynił to w niedobrym tonie, bo jednocześnie chciał udowodnić, że we wspomnianym tekście nie było nic groźnego, a redakcja wyróżniła graficznie tylko cytaty z wypowiedzi mieszkańców Jedwabnego czy Łomży.
Czyta się kilka minut

Niestety, tak się z wpadki wybrnąć nie da. I nie chodzi w tym przypadku o antysemityzm, ale generalnie o odwoływanie się przez “Newsweek" do złych ludzkich uczuć. Niedawno tygodnik ten ogłosił listę najbardziej znienawidzonych Polaków, teraz dokonuje “żydowskich rachunków". Wszystko to w czasach dla Polski niedobrych, dla społeczeństwa trudnych, w czasach pełnych obaw i frustracji, ludzkiej bezradności i politycznej kompromitacji - jest po prostu wyrazem błędnego rozumienia zadań dziennikarza.

Doskonale wiem, że toczy się walka o czytelnika, walka często bezwzględna i nie tylko “Newsweek" w tej walce popełnia błędy. Jednak sądzę, że w nawet w trakcie takiej walki trzeba zachowywać maksymalną ostrożność wtedy, kiedy nie idzie o uzasadnioną sensację - tu “Newsweek" przeprowadził kilka ważnych śledztw dziennikarskich - ale o polskie piekło psychologiczne i społeczne. Sprawa mienia pożydowskiego to piekło, a kto wkracza do piekła, ten musi się poparzyć. Albo się sprawę podejmuje w sposób zasadniczy, a wtedy trzeba by pokazać, jak Polacy rabowali mienie pożydowskie w czasie i pod koniec okupacji, albo lepiej jej nie ruszać jako tematu publicystycznego i poprzestać na obiektywnych informacjach. Przecież wszyscy doskonale wiemy, że gdybyśmy tak ruszyli po Polsce i zaczęli rozmawiać z ludźmi, to natychmiast nie tylko horror, ale po prostu zwyczajna głupota antysemityzmu wyszłaby na jaw, a co my byśmy z tym uczynili? Taki już jest nasz kraj. “Newsweek" zaś może wydać walkę temu zjawisku, może je popierać, lub najlepiej zostawić w spokoju, skoro poradzić sobie z frustracjami i głupotą w zasadzie nie sposób. Redakcja wybrała jednak inny trop, trop sensacji i słusznie została za to ostro skrytykowana. Odpowiedzialność prasy jest coraz trudniejsza do określenia, ale czasem są przypadki skrajnej nieodpowiedzialności i z takim mieliśmy do czynienia. Nie ma się co tłumaczyć, trzeba wiedzieć, że dziennikarstwo - wiem, że to przesadne nadzieje - jest służbą społeczeństwu dobremu, a nie złemu. “Newsweek" pobłądził i jedyne wyjście to błąd uznać.

Nagroda “Podporiusz" to dobry pomysł. Warto dokonywać co roku takiego podsumowania, a autorzy, a zwłaszcza autorzy książek humanistycznych mają rzadką okazję do tego, by i o nich była mowa. Dlatego licząc na to, że redaktorzy “News-weeka" się opamiętają, nie chciałbym wycofywać się z jury tej nagrody. Do ostatniego etapu weszło kilka naprawdę świetnych książek, które bez odpowiedniej reklamy i prezentacji nie zrobią lub nie zrobiłyby takiej kariery.

Wszystko jednak zależy od tego, czy był to tylko poważny wypadek przy pracy, a redakcja zda sobie jednak powoli z tego sprawę i nie poprzestanie na defensywno--agresywnej odpowiedzi redaktora naczelnego, czy też jest to nowa reguła. Reguła pozwalająca na uruchamianie w ludziach ich mrocznej strony, która istnieje i na której można znakomicie skorzystać. Wielki światowy tygodnik nie powinien włączać się w rozkręcanie i tak już gorących w Polsce nastrojów nienawiści, pogardy i całkowitego braku solidarności. Mam na to nadzieję, bo poskromienie żółci prasowej jest niezbędne, kiedy tyle już mamy żółci politycznej. Powtarzam więc: kiedy zrobiło się głupstwo, pozostaje tylko jak najszybciej się z niego wycofać, nie warto się zawile bronić, bo prowadzi to tylko do dalszego pogrążania się, a czytelników wprawia w coraz większe zakłopotanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2004