Reklama

Ładowanie...

“NATO jeszcze nie przyszło”: jak Rosjanie żartują z wojny

“NATO jeszcze nie przyszło”: jak Rosjanie żartują z wojny

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
08.12.2022
Czyta się kilka minut
„Wisielczy humor – dodająca otuchy umiejętność dostrzegania śmiesznych stron jakiejś trudnej, groźnej, a nawet tragicznej sytuacji”. Do tej definicji zaczerpniętej ze „Słownika języka polskiego” wojna w Ukrainie dopisuje nowe treści.
Armia rosyjska jest jednym z najczęstszych obiektów żartów po obu stronach frontu / fot. AA/ABACA/Abaca/East News
Ś

Śmiech w sytuacji skrajnego stresu wywołanego wojną, śmiercią, rozlewem krwi, zniszczeniem to mechanizm obronny. Szyderstwo z Putina, winowajcy nieszczęść sprowadzonych na Ukrainę, staje się metodą jego obezwładniania. Popatrzcie, gada bzdury, jest niepoczytalny, popatrzcie, upadł i popuścił w spodnie, do niczego się już nie nadaje – internet pełen jest takich pisanych na gorąco zjadliwych komentarzy. 

Karykatury Putina przedstawianego jako smok ziejący ogniem czy ludożerca z ustami ociekającymi krwią mają odebrać zbrodniarzowi poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia z tego, co robi. Prześmiewcze rysunki, przyjmowane przez rosyjski aparat polityczny ze śmiertelną powagą, są wyrazem obniżenia autorytetu polityka. Latem tego roku ambasada Rosji w Szwajcarii zagroziła redakcji gazety „Neue Zürcher Zeitung” pozwem za zamieszczenie karykatury Putina jako klauna. Karykatura ilustrowała materiał o wojnie propagandowej pomiędzy Rosją a Ukrainą, obok przedstawiono prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego jako herosa. Urzędowe pomruki rosyjskiej ambasady sprawiły, że opinia publiczna zwróciła baczną uwagę na publikację, która być może przeszłaby bez szczególnego echa.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


– Humor to ostatnia deska ratunku dla tych, którzy próbują nadać sens nowej rzeczywistości wokół – mówi Aleksandra Archipowa, rosyjska antropolożka, badająca funkcje humoru w historii i we współczesnym społeczeństwie. – Człowiek zawsze próbuje „udomowić” koszmar. Skoro katastrofy, która rozgrywa się obok, nie da się kontrolować, można przynajmniej ją oswoić. Dowcip jest czasem jedyną metodą rozładowania stresu. 

Humor to sfera niepoprawna politycznie, balansująca na granicy etyki, dotykająca materii delikatnych, wrażliwych. Dowcip nie baczy na to, że może obrazić czyjeś uczucia, wręcz przeciwnie – czasem ma za cel właśnie ich obrażenie. Zwłaszcza gdy są to uczucia przeciwnika, agresora, barbarzyńcy. Żartami ogrywano na przykład kuriozalne reakcje – porażonych propagandą lub wyprowadzonych w pole przez kłamstwa ministerstwa obrony – rodziców rosyjskich żołnierzy, którzy nie chcieli słyszeć, że ich synowie trafili do ukraińskiej niewoli. Najpopularniejszy naśladował publikowane w internecie autentyczne dialogi rosyjskich jeńców z matkami. „Syn dzwoni do matki: – Mamo, jestem w niewoli. – Hm, a ministerstwo obrony mówi, że mam córkę”. 

Po sarkazm sięgają w swoich wpisach w mediach społecznościowych także rosyjscy urzędnicy. Ale wychodzi im to mało dowcipnie. Rzeczniczka MSZ Rosji, Maria Zacharowa (sama będąca obiektem niezliczonej liczby memów z powodu domniemanej skłonności do „krechy i kielicha” oraz niechlujnej fryzury) komentując słowa szefa ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, że „siadanie przy jednym stole rozmów z barbarzyńcami będzie dla narodu ukraińskiego czymś niegodnym”, napisała na Telegramie: „Zgadzam się, naród ukraiński godzien jest lepszego przedstawicielstwa na rozmowach niż delegacja barbarzyńców”. Próbuje też przykleić epitet „bunkrowy” (stosowany od dawna wobec Putina z powodu jego izolowania się od początku pandemii) prezydentowi Zełenskiemu. 

Niemal każde wydarzenie momentalnie komentowane jest w sieci. Jak mówi Aleksandra Archipowa, jeśli dana wypowiedź czy epizod nie znajdują odzwierciedlenia w żartach czy memach w ciągu pierwszej doby, to znaczy, że z punktu widzenia opinii publicznej nie zasługują na uwagę. Ważny fakt dostrzegany jest zwykle od razu i natychmiast obrasta komentarzami, nawet jeśli nie jest wydarzeniem epokowym. Kiedy Uzbekistan nie wyraził entuzjazmu z powodu zawiązania „gazowego sojuszu” z Rosją, na Twitterze zaraz pojawiło się pytanie do rosyjskich intelektualistów: „A kiedy pilaw [popularna uzbecka potrawa] zostanie wpisany na listę agentów zagranicznych?”.

Mizerny wymiar protestów antywojennych w Rosji oswojono takim dowcipem: „Rosja, rok 2023. – Nie wie pan czasem, do jakiego łagru nas wiozą? – Nie wiem, nie interesuję się polityką”. A masowe wyjazdy z kraju po ogłoszeniu mobilizacji takim: „Kupiłem mieszkanie wyposażone w nowoczesną technologię »Inteligentny dom«. Poszedłem rano do pracy, a mieszkanie tymczasem wyjechało do Kazachstanu”. 

Komunikaty rozpowszechniane przez rosyjskie media „na połnom sieriozie”, czyli na poważnie, też niekiedy wyglądają jak kiepskie dowcipy. Od początku konfliktu stałym tematem biura prasowego ministerstwa obrony Rosji są rzekomo istniejące w Ukrainie i finansowane przez Stany Zjednoczone laboratoria, w których prowadzi się zbrodnicze eksperymenty. Periodycznie reanimowany temat „ukraińsko-amerykańskiego bioterroru” przyjmuje rysy czarnej komedii. Rosyjski resort obrony ogłosił na przykład, że wytresowane w tych placówkach komary bojowe roznoszą wirusy, żółtą febrę i inne choroby (starsze pokolenie na pewno pamięta tworzone przez sowiecką propagandę mity o zrzucaniu przez USA na kołchozowe pola stonki, która miała niszczyć plony). Innym znów razem Rosja przestrzegała przed równie bojowo nastawionymi stadami ptaków przelotnych. Takie wiadomości prześmiewcy po prostu cytują, uważając, że kąśliwe komentarze są już zbędne.


ATAK NA UKRAINĘ | KORESPONDENCJE, ZDJĘCIA, ANALIZY | CZYTAJ NA BIEŻĄCO W SERWISIE SPECJALNYM >>>


Na szczególne wyróżnienie zasługuje specyficzny, niepowtarzalny humor odeski. Odessa jest miastem frontowym, była atakowana z morza i z powietrza, przez długi czas na ulicach gęsto stały barykady – mieszkańcy szykowali się do odparcia natarcia. Popularność zyskał tam dowcip, wykpiwający przekazy oficjalnej rosyjskiej propagandy, głoszącej, że w Ukrainie Rosja walczy z NATO: „– Monia, co tam u was w Odessie? – Rosja trochę tutaj walczy z NATO. – Z sukcesem? – Rosja straciła krążownik, 65 tysięcy żołnierzy, 250 samolotów i jeszcze trochę drobiazgów. – A co na to NATO? – Oj, Sioma, nie uwierzysz, ale NATO jeszcze nie przyszło”.


https://www.tygodnikpowszechny.pl/atak-na-ukraine

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]