Nasz ojciec Aramejczyk

Wędrujący przez pustynię Izraelici stanęli nad brzegami Jordanu.
Czyta się kilka minut

Po jego przekroczeniu mieli zająć ziemie, które Bóg im przeznaczył, a kiedy już się zadomowią, przynieść „na miejsce, które sobie wybierze PAN (...) na mieszkanie”, część plonów, pierwocin, które zbiorą podczas żniw. W ten sposób Izraelici mieli sobie przypominać, że wszystko, co posiadają, otrzymali od Boga. To On wybrał Abrahama i On zaprowadził Jakuba do Egiptu. Dlatego przy składaniu ofiary z pierwocin każdy Izraelita ma wypowiedzieć sakramentalną formułę: „Mój ojciec był wędrującym z miejsca na miejsce Aramejczykiem. Gdy przyszedł do Egiptu, zamieszkał tam wraz z kilkoma osobami jako cudzoziemiec. Później od niego wziął początek naród wielki, potężny i liczny”. Kiedy więc my dzisiaj mówimy, że Abraham jest naszym ojcem w wierze, to też powinniśmy pamiętać, że ma on swoją historię życia, że jest zakorzeniony w innej religii, a w związku z tym, że rozegrał się w Abrahamie bolesny dramat wyjścia z przeszłości i stanięcia na progu nowego, które nie wiadomo, do czego człowieka doprowadzi.

Część z nas, którzy podzielamy wiarę Abrahama, potwierdzoną i rozwiniętą przez Jezusa, patrząc na to, co dzieje się z europejskim chrześcijaństwem, wpada w gorzką zadumę. Przeżywają głębokie rozczarowanie Kościołem, wyrażane przez agresję. W rezultacie porzucają Boga i szukają czegoś, czy kogoś, w zamian. Jednocześnie coraz częściej daje się słyszeć głos współczesnych Mojżeszów, którzy usiłują nakłonić chrześcijan do zmiany sposobu patrzenia na Kościół. Jako przykład niech posłuży rozmowa Wojciecha Mikołuszki z prof. Patrickiem McNamarą w „Wysokich Obcasach”. Na pytanie, jak rozumieć odchodzenie zachodnich społeczeństw od religii, McNamara odpowiada: „Myślę, że to tymczasowa aberracja. Ludzie zawsze byli religijni. Zmiany widać od zaledwie stu lat i tylko w niektórych rejonach Europy. Zdecydowana większość spośród 7 mld ludzi na naszej planecie nadal jest religijna. Komunizm w Związku Radzieckim próbował niszczyć religię przez 75 lat. Chiny robią to od II wojny światowej. I wszyscy ponieśli sromotną porażkę. Religia w końcu zawsze wraca”. „Ale pana grupa zawodowa, naukowcy – dorzuca Mikołuszko – są mniej religijni niż przeciętni ludzie na naszej planecie”. A profesor na to: „Badania, które to pokazywały, opierały się na ankietach wypełnianych przez bardzo małe grupy naukowców w bardzo małej liczbie zachodnich uniwersytetów. Gdyby pan przepytał wszystkich naukowców na Ziemi, to zapewne odkryłby pan, że większość z nich jest religijna”.

Religia w końcu zawsze wraca. Rzecz w tym, żeby to była religia na miarę dzisiejszego świata, gdyż to dzisiejszy świat z całym swoim pięknem i brzydotą jest naszą ziemią obiecaną. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2019