Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nasz dług pamięci

Nasz dług pamięci

13.11.2017
Czyta się kilka minut
Prof. PAWEŁ ŚPIEWAK, dyrektor ŻIH: Skala tego, co robiła grupa Oneg Szabat, i spokój, z jakim pracowała, stosując naukowe metody mimo natężenia emocji, strachu i cierpienia, budzi podziw. Podobnie jak jej skuteczność.
Prof. Paweł Śpiewak zapala świece chanukowe. Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa, 21 grudnia 2014 r. / GRZEGORZ KWOLEK / ŻIH
Prof. Paweł Śpiewak zapala świece chanukowe. Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa, 21 grudnia 2014 r. / GRZEGORZ KWOLEK / ŻIH
B

BEATA CHOMĄTOWSKA: Jakie jest dziś najistotniejsze zadanie Żydowskiego Instytutu Historycznego?

PAWEŁ ŚPIEWAK: Najważniejszym i najczęściej używanym słowem w Biblii jest „pamiętaj”, na zmianę ze zwrotem „nie zapomnij”. Ci, którzy zakładali Instytut, kierowali się właśnie tym przykazaniem. Było ważne dla wszystkich, którzy umarli. Ginący prosili, aby został zapisany ich los. Chcieli, by w ten sposób ich świadectwo zostało przekazane dalej, ocalone, bo dzięki temu ich śmierć nie będzie anonimowa. Od początku najważniejszym zadaniem ŻIH-u była właśnie pamięć o wszystkich ofiarach Zagłady. Tak pozostało do dziś.

Kto miał pamiętać?

Tuż po wojnie, w latach 40., nakaz pamiętania ograniczał się do własnego kręgu: Żydzi mówili do Żydów. Każdy naród – Żydzi, Polacy, Białorusini – przeżywał osobno własną żałobę i każdy miał do niej prawo. Co istotne, nie funkcjonowało jeszcze wówczas takie pojęcie jak Holokaust, który pozwalałby uogólnić te doświadczenia, nadać im jakiś porządek rozumienia. W związku z tym działalność Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej, a później ŻIH – bardzo intensywna, owocująca dużą liczbą dokumentów i publikacji – była skupiona wokół własnego kręgu wspólnoty doświadczeń.

Zmianę widać dopiero od kilkunastu lat. Pamięć żydowska staje się coraz bardziej pamięcią całej Polski, by nie rzec: całej Europy. Trudno sobie wyobrazić wspólny projekt europejski bez doświadczenia Holokaustu, podobnie jak opisanie historii Polski bez wątku relacji polsko-żydowskich w trakcie wojny, ale również w perspektywie przedwojennej i współczesnej.

Przybywa też w Polsce osób, które mają poczucie fundamentalnej nieobecności, odczuwane wręcz fizycznie jako brak – w krajobrazie ulicznym, w symbolice przestrzeni. Brak czegoś niezmiernie istotnego, aby zrozumieć siebie samych. Można próbować go wypełnić przy pomocy jednej lub drugiej wystawy. To oznacza, że przed ŻIH otwiera się wielka szansa w postaci nowych odbiorców. Nie tylko dysponujemy bogatymi materiałami, lepszą bazą technologiczną, coraz większą liczbą naukowców, którzy chcą zajmować się żydowską historią i kulturą, ale wreszcie możemy mówić do coraz większej liczby osób, które chcą nas słuchać.

Jak ŻIH chce o tym opowiadać?

Choćby poprzez indywidualną perspektywę. Biografie, losy poszczególnych ludzi, są w centrum tego wspólnego doświadczenia. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę członkowie grupy Oneg Szabat [patrz tekst Piotra Kosiewskiego w dodatku – red.], którzy gromadzili informacje o życiu w getcie warszawskim oraz w gettach w całej Polsce z pełną świadomością, że od ich pracy zależy pamięć Izraela. Oni bardzo świadomie konstruowali tę pamięć w taki sposób, aby zawrzeć w niej nie tylko narrację historyków opisujących pewne procesy, ale również doświadczenie ludzi, którzy w nich uczestniczyli. Aby był obecny głos poszczególnych Żydów z Warszawy, ale też z Wrześni, Hrubieszowa czy Kalisza.

Weźmy dziennik z getta Abrahama Lewina, członka grupy Oneg Szabat: w którymś miejscu pisze on, że danego dnia na jednej z ulic został zamordowany mężczyzna. Dwa tygodnie później w innej relacji wraca do tego zdarzenia, odnotowując, jak nazywał się ów człowiek. Jest dla niego niezmiernie ważne, aby to pojedyncze nazwisko zostało zapamiętane. Dla nas również, ponieważ mamy nieustanny dług względem pracy tych ludzi. Powinniśmy kontynuować dzieło, które rozpoczęli, ale również pokazać to, co zrobili, jako skazani na śmierć i mający poczucie, że zbliża się kres nie tylko ich samych, ale również całego narodu. Przełamujemy w ten sposób zamierzenie Hitlera, który pragnął zetrzeć wspomnienie o Żydach, sprowadzić każdego z nich do anonimowości – i w tym sensie można powiedzieć, że wygrał wojnę.

Skala przedsięwzięcia, którego podjęli się członkowie Oneg Szabat, i spokój, z jakim działali, stosując naukowe metody w momencie natężenia największych emocji – strachu i cierpienia, które widzieli i którego sami doświadczali – budzi podziw. Podobnie jak ich niewiarygodna skuteczność działania. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś w naszych czasach mógł wykonać podobną pracę.

 fasada Żydowskiego Instytutu Historycznego, Warszawa 2017
Na okładce dodatku: fasada Żydowskiego Instytutu Historycznego, Warszawa 2017

Co może zainteresować polskiego odbiorcę w historii grupy Oneg Szabat?

Grupa złożona z Emanuela Ringelbluma i jego współpracowników długo wydawała się lokalnym fenomenem: zespół zdeterminowanych, nieco szalonych badaczy, którzy w środku największego gettowego koszmaru uparcie gromadzą informacje. Teraz nie ma wątpliwości, że ich raporty są najbardziej poruszającym żydowskim doświadczeniem tamtych czasów, w którym mogą odnaleźć się również Polacy, przekonując się, jak dramatyczna była różnica tych dwóch równoległych historii czasów II wojny światowej. Choć dla Polaków wojna trwała sześć lat, a dla Żydów dwa i pół roku, to po narodzie żydowskim nie zostało niemal nic, podczas gdy Polska w całej swej istocie kulturowej i cywilizacyjnej przetrwała. Przedstawienie tego zainteresowanej, całkowicie nowej publiczności jest dziejową szansą dla ŻIH-u. Zwłaszcza że badania socjologiczne pokazują, iż w Polsce przybywa osób, które mają negatywny stosunek do wszelkich antyżydowskich przesądów.

W jaki sposób ŻIH zamierza do nich dotrzeć?

Niezmiernie ważny jest dla nas element genius loci, ducha konkretnego miejsca. Budynek Żydowskiego Instytutu Historycznego jest jednym z niewielu ocalałych gmachów publicznych w zrujnowanej przez wojnę Warszawie, o terenie dawnego getta nie mówiąc. Jeszcze przed otwarciem stałej ekspozycji, w ramach programu Oneg Szabat, zrewitalizowaliśmy przestrzeń gmachu przy ul. Tłomackie 3/5. Dostosowaliśmy go do wymagań wystawy i staramy się, by zyskał na urodzie, zachęcając do odwiedzin również osoby, które dotąd nigdy nie przekroczyły progu ŻIH.

To jest miejsce w bardzo mocnym sensie tego słowa nacechowane historycznie. Inicjator budowy, profesor i rabin Mojżesz Schorr, w dniu otwarcia Centralnej Biblioteki Judaistycznej w 1936 r. powiedział, że oto obok świątyni wiary staje świątynia wiedzy – i mam nadzieję, że do dziś udaje się zachować tę wartość. Przed wojną było to centrum intelektualnego życia żydowskiego, Instytut Judaistyczny był afiliowany przy Uniwersytecie. Podczas okupacji tutaj właśnie spotykali się członkowie grupy Oneg Szabat, tworząc podziemne archiwum getta.

Teraz właśnie w tym miejscu otwieramy poświęconą im wystawę. Jeśli przy rosnącym zapotrzebowaniu na informacje dotyczące Zagłady uda się nam – a uważam, że mamy ku temu pełne predyspozycje – opowiedzieć o getcie warszawskim z perspektywy tej lokalności, w budynku, który jest w pełni autentyczny, pamięta tamte czasy, będzie to sukces edukacyjny. A jednym z najważniejszych zadań ŻIH jest również opracowanie i publikowanie materiałów z Archiwum Ringelbluma.

Na jakim etapie jest obecnie praca?

Ostatnie spośród 38 tomów w języku polskim są już prawie gotowe. To ewenement w historii edytorskiej na skalę światową. Mam nadzieję, że uda się jeszcze przełożyć je na język angielski, a także na inne języki. Opracowanie całości Archiwum jest naszym ogromnym sukcesem, bo nie da się napisać historii Zagłady bez tych dokumentów. Co więcej, po zapoznaniu się z nim widzimy, że niektóre książki powinny wręcz zostać napisane na nowo.

Oprócz tego zadania, pierwszoplanowego z punktu widzenia powiernictwa pamięci, jakie pełni nasza instytucja, drugim ważnym elementem jest wychodzenie do ludzi. ŻIH zajmuje się teraz nie tylko działalnością intelektualną, lecz organizuje przestrzeń społeczną, co jest niezmiernie istotne zwłaszcza w Warszawie. Tu dochodzimy do roli, jaką pełni nasza siedziba względem otoczenia. Aby zrozumieć, co stało się wskutek Zagłady, musimy również wiedzieć, czego już nie ma – zarówno, gdy chodzi o twarze i nazwiska ludzi, jak też o konstrukcję przestrzeni.

Tymczasem w Warszawie pamięć nie ma jak zakorzenić się przestrzennie. Na Muranowie z niektórych ulic pozostały tylko ślady, inne zniknęły zupełnie, cały teren wygląda zupełnie inaczej. Poprzez lokalizację budynku ŻIH-u, który jako jeden z nielicznych stoi na swoim miejscu, możemy określić, gdzie była Wielka Synagoga, odwołać się do kształtu przedwojennego placu Bankowego, pokazać, jak tramwaje biegły przez Tłomackie i skręcały w ulicę Nalewki. W tym celu trzeba wyjść z budynku na zewnątrz.

Jakie działania prowadzi ŻIH poza swoją siedzibą?

Organizujemy wystawy. Jedną z pierwszych prób rekonstrukcji przestrzeni była drewniana makieta Wielkiej Synagogi, ustawiona kilka lat temu w sąsiedztwie naszej siedziby, między torami tramwajowymi. Odtworzeniu topografii służyła też niedawna ekspozycja poświęcona historycznej ulicy Nalewki: zestaw fotografii, map i informacji, umieszczony pośrodku jej ocalałego fragmentu z zachowanym brukiem i torami tramwajowymi. Bez takiej pomocy wyobrażenie sobie, że tamtędy przebiegała jedna z najbardziej ruchliwych ulic żydowskiej Warszawy, jest zadaniem karkołomnym. Szczególnie że w Warszawie, mieście przyjezdnych, wiele osób nie dysponuje rodzinną pamięcią sięgającą czasów przedwojennych. Ulica nie tylko zmieniła nazwę, ale i przebieg, zmieniło się jej otoczenie, wraz z kształtem przyległego Ogrodu Krasińskich.

Jesteśmy też świadomi, że przybywa osób ciekawych Warszawy, zainteresowanych jej historią. Dlatego ważne wydaje mi się tworzenie książek odpowiadających na te potrzeby – np. historii Pragi żydowskiej, na podstawie której ktoś będzie mógł odnaleźć w swojej ulicy ślady przeszłości. Teraz chcemy napisać historię Żydów Warszawy w związku z tym, że Warszawa i jej mieszkańcy stają się bardzo silnym samoświadomym podmiotem. Tego typu działania są niezbędne.

Niezmiernie istotną rolę pełnią również coroczne Marsze Pamięci, upamiętniające zwykłych mieszkańców getta wywiezionych latem 1942 r. do Treblinki. Bierzemy udział we wrześniowych Piknikach Naukowych. Nasi pracownicy jeżdżą z wykładami po całej Polsce.

W tym roku najważniejszy jest program związany z obchodami 70-lecia ŻIH-u oraz z działalnością grupy Oneg Szabat. Jakie jeszcze plany ma Instytut na najbliższą ­przyszłość?

Skupimy się na najważniejszym dla nas programie – Oneg Szabat, który prowadzimy wspólnie ze Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny w Polsce. Czyli na pracy nad najcenniejszym zbiorem archiwalnym: Podziemnym Archiwum Getta Warszawy. Opracujemy i wydamy pełną edycję Archiwum Ringelbluma. Przetłumaczymy kolejne tomy na język angielski i udostępnimy ten zbiór w formie cyfrowej na portalu Delet. Równie istotne są dla nas działania edukacyjne. Planujemy, że wystawy podróżujące odwiedzą także inne kraje.

Mam poczucie jeszcze dwóch obowiązków względem działaczy Oneg Szabat. Do marca 1942 r. chcieli napisać pracę na temat dwóch i pół roku okupacji. Miał to być rodzaj raportu pokazującego, co stało się z żydowską wspólnotą w tych strasznych warunkach – głodu, przemocy, bezrobocia, chorób, fizycznego wyniszczenia. Przygotowywali się do tego zadania, opracowywali konspekt, ale przerwali pisanie, bo pilniejsze okazało się dokumentowanie śmierci. Uważam, że powinniśmy do tego wrócić, zrobić to za nich. Historia Zagłady głównie skupia się na historii śmierci, wywózkach, obozach. Perspektywa, z której Oneg Szabat próbował pokazać egzystencję wspólnoty, dotyczyła okresu, gdy nie było jeszcze wywózek i obozów śmierci.

Drugie przedsięwzięcie to stworzenie swoistej encyklopedii getta warszawskiego, opartej na zasobach przygotowanych przez archiwistów. Prace nad nią już trwają. Będzie również dostępna w formie cyfrowej. ŻIH jest otwarty nie tylko dla warszawiaków, gości, ale też dla tysięcy osób, które mogą poznawać nasze zbiory i bazy danych w formie cyfrowej. To milionowy zbiór książek, czasopism, obrazów. Warto zajrzeć.©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, historyk idei, publicysta, były poseł. Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. W 2013 r. otrzymał Nagrodę im. ks. Józefa Tischnera w kategorii „Pisarstwo religijne lub...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]