Reklama

Gdzie jesteś?

Gdzie jesteś?

16.11.2020
Czyta się kilka minut
To jest wystawa adresowana do nas, żyjących dzisiaj. Zbudowana z naszej czułości i zarazem wstydu, który nosimy, z naszej bezradności wobec skali niewyobrażalnego zła.
Na okładce: Plakat autorstwa Jakuba Woynarowskiego „Gdzie jesteś? Rdz 3,9” dla ŻIH
B

Bóg zwraca się do nas pytaniem: gdzie jesteś? Nie jest to pytanie o miejsce zamieszkania, adres, ale o to, kim jesteśmy, co wiemy o sobie, gdy poznajemy siebie w sytuacji utraty niewinności i gdy rodzi się pierwsze poczucie winy. Pytanie: „gdzie jesteśmy?” jest dla osób mniej bądź bardziej religijnych pytaniem o ukrycie przed Jego obecnością. Czy potrafimy dostrzec choć część tego, co widzi Bóg?

W przypadku naszej ekspozycji są to pytania adresowane do widzów wystawy. Gdzie jesteśmy, patrząc na getto i zagładę Żydów? Czego dowiadujemy się o sobie, oglądając zdjęcia ze Śliskiej, Siennej, placu Grzybowskiego? Co widzimy na rysunkach wykonanych pospiesznie w dzielnicy żydowskiej? Na co patrzymy, mając przed sobą okupacyjne zdjęcia niemieckie i żydowskie? Co słyszymy w okupacyjnych zapiskach? Gdzie jesteśmy?

Czy i do jakiego stopnia potrafimy współodczuwać i rozumieć ludzi w skrajnym poniżeniu, w sytuacjach granicznych? Co to w nas zmienia? Czy jesteśmy w stanie roztopić w sobie lód, którym chronimy siebie przed porażającymi obrazami i faktami? Czy wystarczy nam obojętności i dystansu, by dzisiaj w miarę spokojnie patrzeć na głód, śmierć na chodniku, żebrzące dzieci, łachmaniarzy? Czy mamy poczucie, że to działo się zaledwie osiemdziesiąt lat temu, na ulicach, jakie znamy, oswoiliśmy?

Topografia miasta

Znajdujemy się teraz na terenie getta. W tym miejscu, w tym budynku, gdzie obecnie mieści się Żydowski Instytut Historyczny, w czasie wojny urzędnicy Żydowskiej Samopomocy Społecznej wsłuchiwali się w relacje nędzarzy, wygnańców, osób wygłodzonych. Łączył ich wspólny los, naznaczony opaską z gwiazdą Dawida oraz ceglanym murem. Zostali, jak się okazało, na zawsze oddzieleni od reszty świata, od rasy ludzkiej. Byli bezsilni. Mogli tylko krzyczeć, prosić o pomoc. Pewnie wpadali w rozpacz, gdy tej pomocy brakło lub była zbyt mała. Urzędnicy zapisywali skargi, żądania, prośby, dzielili skromne fundusze.

To jest wystawa adresowana do nas, żyjących dzisiaj. Zbudowana z naszej czułości i zarazem wstydu, który nosimy, z naszej bezradności wobec skali niewyobrażalnego zła. Urodziłem się w domu, w którym tamto cierpienie było częścią codzienności. Byłem nim przygnieciony, miałem jakieś niezrozumiałe poczucie winy wobec ojca i bezwiednie zadawałem sobie pytanie, kim jestem wobec ich przeżyć. Nie tyle niosłem w sobie poczucie ulgi, urodziłem się już po wojnie, ale rodzaj mgły czy ciemności, z której utkany był mój dom.

Nie sądzę, że byłem w swoich odczuciach wyjątkowy. Ta przepaść i bliskość owych czasów jest oczywista dla każdego wrażliwego człowieka. To nie jest pytanie, kim bym był tam w getcie. To jest poza wyobrażeniem. Ale jest i będzie w nas pytanie o nas samych, naszą wewnętrzną integralność, naszą wiedzę o sobie samych w zetknięciu z radykalnym złem.

Opublikowano setki relacji, pamiętników, opracowań historycznych. Ale większość ludzi, ta bezimienna masa, trafiła do dołów zapomnienia. Nie znamy ich imion, nazwisk. Nie mamy ich fotografii. Ocalało i przetrwało do naszych czasów kilkaset zdjęć, dwa krótkie filmy (jeden ohydny, szyderczy powstał na potrzeby nazistowskiej propagandy). Ocalało niewiele budynków. Teraz niszczeją. Rychło zostaną zburzone, zastąpione przez hotele czy biurowce. Przestrzeń i topografia miasta niewiele ma wspólnego z tą wojenną. Najważniejsze z ulic, jak Nalewki czy plac Muranowski, zniknęły. Również nasz budynek został ukryty za topornym wieżowcem, jakby Warszawa miała się odwrócić od swojej przeszłości i od pamięci o getcie.

Nie jesteśmy w stanie na planie miasta odnaleźć ulic Mylnej, Wołyńskiej, Tłomackie, placu Muranowskiego. Na tużpowojennych zdjęciach widzimy kilometry gruzu. Nie było śladu ulic. Była pustka, przez kilka powojennych lat odseparowana milicyjnym kordonem od reszty miasta. Nikt nie zna już języka warszawskich Żydów. Przeszłość się odrealniła, uporczywie zamieniana dzisiaj w patetyczny banał i poczciwe, a głupawe zawołanie: nigdy więcej.

Głosy

Jak współcześnie pokazywać getto? Jak ukazać ludzi tam zapędzonych, umierających z głodu, z chorób, zsiniałych ze zmęczenia i wygłodzenia? Z pewnością nie liczmy na nawet najlepszy film fabularny. Tam się wszystko inscenizuje, robi wrażenie, udaje, karmi i w istocie krzywdzi widza. Dobrze odżywieni aktorzy i statyści po sutych kolacjach i dobrych śniadaniach przebierają się w jakieś upozorowane na stare łachy stroje, a charakteryzacja nadaje ich twarzom niezbędny blady wyraz. Nawet śmierć się inscenizuje. Ma robić wrażenie, ale z prawdą zdjęć, rysunków gettowych, z licznymi opisami archiwalnymi ma to bardzo niewiele wspólnego. Widz ma wyjść z ciemnej sali kinowej na światło dnia z poczuciem ulgi.

Postanowiliśmy wyjść poza znane nam schematy czy wręcz konwencje opowiadania o getcie. Wybraliśmy kilka narzędzi.

Najważniejszy jest głos ludzi zamkniętych za murem w ich czasie wypowiedzi. Mają mówić ci, którzy nie znają przyszłości, są zanurzeni w codziennym żywiole cierpienia tak, jak je widzą, jak mogą je opisać. Znają tylko swoją teraźniejszość i przeszłość. Jeszcze nie wiedzą, jak to się wszystko skończy. To im musimy oddać głos. Mają do nas mówić i proszą, domagają się wysłuchania. Te słowa nie są zapisane na kartkach papieru. Do przeczytania. Mówią głosami aktorów.

Ta wystawa mówi rysunkami tworzonymi na gorąco, wykonanymi w getcie zarówno przez znanych, jak i niezapamiętanych artystów. Są tu rysunki między innymi Witolda Lewinsona, Romana Kramsztyka, Teofili Reich-Ranickiej. Niektóre z nich zyskały już status ikony, stały się znakiem rozpoznawczym getta, jak choćby szkic Kramsztyka przedstawiający ojca niosącego dzieci czy rysunek Lewinsona z wychudzoną dziewczynką wgryzającą się w ogryzek jabłka.

Najważniejsze dla nas: mają do nas przemawiać głosy, rysunki, fotografie z czasów wojny, tak, by zmuszać do myślenia, pozwolić zobaczyć getto takim, jakie je opisywali ci, którzy w nim się znajdowali. Wyszukaliśmy relacje w Archiwum Ringelbluma. To jest niewyczerpany skarb. Bez tych relacji nie mielibyśmy tak wnikliwej wiedzy o warszawskim getcie, sytuacji Żydów w Polsce. Dzieło Ringelbluma i jego licznego zespołu słusznie trafiło na listę Pamięć Świata. Ta pamięć porusza się po najwyższych rejestrach cierpienia i piękna.

Pamięć, czułość i emocje

Problemem dla mnie i osób przygotowujących wystawę było takie pokazanie getta, które oddawałoby jego dramat. Jak ukazać getto, a zarazem oddać to, co w tych przeżyciach jest uniwersalnego, odsłania nasze cechy antropologiczne. To jest wystawa o Żydach, getcie, im składamy hołd i im ofiarowujemy pamięć, czułość i emocje. To jest też wystawa o ludziach postawionych w sytuacjach granicznych.

To pojęcie czerpię z dzieła Karla Jaspersa. Opisuje ono sytuacje skrajne, takie, w których człowiek wykracza poza znane normy, szeroko akceptowane dotąd poglądy oraz zwyczaje i niejako staje nagi, bezbronny, zaskoczony, porażony niewyobrażalnymi dotąd sytuacjami, w których próbuje się odnaleźć na poziomie fizyczności i psychiczności. Ciało i nasza fizjologia krzyczą. Do nich zostajemy często sprowadzeni, co nie znaczy uprzedmiotowieni. Nie oznacza to też, że postawieni w obliczu takich sytuacji widzimy się lepiej czy pełniej. Nie sądzę, by tak było w chorobach czy głodzie. Widzimy się inaczej, ale bynajmniej nasza egzystencja nie zyskuje przez to jakiegoś objawienia czy głębszej samowiedzy.

Tu nie ma jakiejś gry z wolnością czy szyframi transcendencji. Zapewne najbardziej odczuwamy zerwanie z dawną rzeczywistością, poniżenie, rozpacz. Pewnie tych słów nam brakuje i tylko Hiob, zgarniając łyżką ze swego ciała strupy, krew i błoto, mógłby nam je podpowiedzieć.

22 miesiące

Nie mam wątpliwości, że od początku wojny zwłaszcza Żydzi polscy doświadczali sytuacji ekstremalnych, których nie mogli znać z przeszłości, nie wiedzieli, jak się w nich odnaleźć, ba, nie mieli ich zapowiedzi w żadnym religijnym doświadczeniu historycznym. Dawne słowo churban – zniszczenie, znane z ksiąg Jeremiasza, pisanych w czasach zburzenia Pierwszej Świątyni, nie znajdowało tutaj zastosowania. Churban było karą za grzechy, za niewierność Wiekuistemu, idolatrię. Ale jakże winić dzieci, chasydów, mitnagdim i setki tysiące Żydów za ich wyimaginowane przewiny? Teodycea dobiegła kresu. Nie było na nią już miejsca. Rabini, a przynajmniej jeden, Kalonimus Szapiro, byli tego świadomi. Zerwanie z przeszłością było całkowite.

Porządkowaliśmy te relacje, rysunki, opisując poszczególne sytuacje graniczne. Są częściowo umieszczone na osi czasu. Większość powraca w rzeczywistości gettowej i niemal wszyscy zamknięci ludzie je przeżywali. Pisząc o nich, odrywam się od imion i nazwisk autorów tych tekstów. Nie wnikam w indywidualne biografie. Nie zajmuję się tym, co nazwałbym socjologią getta, czyli społecznymi, powtarzalnymi formami zachowań zbiorowych. Chcę zwrócić uwagę na te sytuacje, które dotykały wszystkich i które odsłaniały wymiary ludzkiego cierpienia. O radościach tutaj nic nie ma, choć musiały być. Choćby chwilowe, takie mogło dawać słońce ogrzewające dwoje wygłodniałych dzieciaków; rychło zmarli z głodu, o czym pisała Rachela Auerbach w dzienniku.

Trudno zatrzymać się przy osi czasu, która jakoś pomaga porządkować wydarzenia. Znany jest początek i kres. Jest to czas wspólny, w którym wszyscy mają się odnaleźć. Ten czas był bardzo szybki i krótki. Getto w swej masie istniało od listopada 1940 do września 1942 r. Czyli 22 miesiące. To niewiele dla kogoś żyjącego w czasie pokoju, wedle swoich codziennych rytuałów i zwykłych zmartwień. Te 22 miesiące, jak pisał Ringelblum, miały tempo obrazu filmowego.

Czas był bardzo intensywny. Każdy niemal dzień trudny do przeżycia. Zamknięto mury getta, wprowadzono dziesiątki ograniczeń, w tym zakaz opuszczania getta, a wyjście z niego karano śmiercią. Od 17 kwietnia 1942 r. wzmógł się terror. Niemcy zabijali przechodniów, działaczy politycznych, szmuglerów. Tysiącami wywożono ludzi do obozów pracy. Ponad sto tysięcy mieszkańców getta umarło z powodu chorób, głodu, wycieńczenia, zanim zaczęły się wywózki. Nie było pracy. Oszczędności starczały na krótko. Wyprzedawano wszelkie dobra, aż rodziny wpadały w nędzę i zaczynał się prawdziwy głód.

Działały jednak szpitale. Istniały też teatry, rewie. Setki kawiarń i knajp było otwartych. Wypijano morze wódki. Setki ton towaru szmuglowano przez mur w obie strony. Warszawa żyła z getta, jak pisał świetny prozaik Ludwik Hering. Karmiła się jego nędzą. Ulice dzielnicy zamkniętej wypełniały tłumy ludzi. Trudno było aż po nich przejść. Szli jeden za drugim. Na ulicach leżały trupy, które wymijano, z trudem miłosiernie przesuwano na bok. Setki żydowskich policjantów krążyło po getcie. Oni też jak śmierć polowali na swoje ofiary. Poniżone nędzą dziewczyny sprzedawały się dla chleba. ©

Autor jest dyrektorem Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma, współautorem wystawy „Gdzie jesteś? Rdz 3,9”. Tekst jest fragmentem dłuższego eseju, który znajduje się w katalogu wystawy.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Socjolog, historyk idei, publicysta, były poseł. Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. W 2013 r. otrzymał Nagrodę im. ks. Józefa Tischnera w kategorii „Pisarstwo religijne lub...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]