Nastrój

Żelazny puklerz nastrojów świata, jakim są kandelabry z płonącymi świecami, bywa konstrukcją żałosną, gdy się nie staramy. Inną jest świeca płonąca nastrojowo, ale jakże częściej bywa, że to tylko kapiący wosk i dym, i nic więcej. Walka o nastrój jest znakiem firmowym ludzkości. Brak nastroju niweczy wspaniałe jadłospisy, aromaty win czy zapachy kawowe. Wiersz nastrojowy uchodzi w licznych kręgach za ideał, jakże jednak często szczekliwa recytacja ów nastrój rujnuje. Podobnie rzecz ma się z pieśnią. Gdy ściska nas tęsknota, słuchamy pieśni tęsknych, gdy mamy nastrój marszowy, idziemy na defiladę. I choć nastrój defiladowy wydaje się odporny na neurozy, wydaje się czerstwy i niezniszczalny, to jakże często ryje w nim destrukcyjne korytarze wirus groteski. Widzieliśmy w tym roku mnóstwo marszy zniszczonych groteskowymi klimatami.
Czyta się kilka minut

Elementarnym tworzywem nastroju zimowego - pierwszym z brzegu - jest padający w Wigilię śnieg. Gdy nie pada, nastrój siada, i wie to każde dziecko i każdy dorosły, w którym dziecko drzemie, a drzemie w każdym. Wigilia bez śniegu napawa smutkiem i skłania do rozmyślań o dziurach ozonowych, co samo w sobie wydaje się szalenie niestosowne i nieklimatyczne. Nastrojem wiosennym rządzą kwitnące jabłonki, letnim sianokosy, jesiennym płonące ogniska na kartofliskach. I ten komplet, mimo wszystkich osiągnięć cywilizacyjnych, się nie zmienia. Życie wśród nastrojów jest skomplikowane. Zwłaszcza gdy otacza nas nastrój grozy. Inną grozą wieje w mieście, inną na wsi. Do nastroju kryzysowego miejskiego potrzeba komentarza, są to często strzałki koloru czerwonego, wskazujące gospodarczy dołek. Wiejskie lęki wyłażą zza stodoły i wyzierają z konarów wierzb płaczących. Tak to - w dużym skrócie i dość banalnie - wygląda w świecie, w którym nastrój reguluje się wciąż naturalnie.

Popatrzmy teraz na krainę egzotyczną z punktu widzenia całej reszty świata. Na Koreę Północną. Tam nastrój jest kwestią regulowaną urzędowo i nakazowo, na poziomie niespotykanym gdzie indziej. Trudno życzyć największym wrogom zaznania tej odmiany nastrojowości, jest to obraz spoza wachlarza klimatów, które znamy i na które sobie rytualnie narzekamy. Ot, płaczące sprzedawczynie przy ruchomych sklepowych schodach, po których stąpał przywódca, były być może najdziwniejszym pokazem regulacji nastroju, jaki dane nam było oglądać w życiu. Sfilmowane przejmująco milczące stado srok, siedzące na drzewie w okolicach któregoś z mauzoleów, nie robiło wielkiego wrażenia, podobnie jak wpływ śmierci owego Koreańczyka na wszelkie zjawiska atmosferyczne, astronomiczne i w ogóle na anomalie w fizyce, geometrii i chemii. Nie. To te schody niejadące, osierocone, jedyne, umiłowane były najbardziej wstrząsającym obrazem tego roku w kategorii "nastrój".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2012