Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Naród między chrztem a bierzmowaniem

Naród między chrztem a bierzmowaniem

26.12.2015
Czyta się kilka minut
O. Ludwik Wiśniewski: Chrześcijaninem nie jest ten, który mówi, że nim jest, ale ten, który postępuje według zasad Ewangelii. Politycy chcą nas zaprząc do swojego rydwanu. Mądry Kościół powinien stać daleko od takich propozycji.
Fot. Tomasz Wiech dla „TP”
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: I co teraz?

O. LUDWIK WIŚNIEWSKI: Ja nie wiem. Pan wie?
 

Chyba radość.

Bo?
 

Bo „ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę”.

Tego się boję.
 

Przecież to chrześcijańska deklaracja.

Przede wszystkim deklaracja arogancji.


W 2016 r. polski Kościół czekają dwa ważne wydarzenia. Najpierw świętować będziemy 1050. rocznicę Chrztu Polski, później nasz kraj odwiedzi papież. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” rozpoczynamy cykl wywiadów z ważnymi postaciami Kościoła o jego kondycji i roli w Polsce. W najbliższych numerach opublikujemy wywiady m.in. z bp. Grzegorzem Rysiem, Zbigniewem Nosowskim, Markiem Jurkiem.


Ochrzczona Polska wreszcie jest w chrześcijańskich rękach!

Prymas Wyszyński – pan tego nie pamięta, bo pan jest młody – mówił bardzo mocno, że to jest naród ochrzczony. Ja w tamtych czasach rozumiałem go w ten sposób, że on wszystkich, którzy się do polskości przyznają, traktuje równo. Czy się ktoś przyznaje do Kościoła, czy nie, to jest tym człowiekiem, który ma swoją godność, ma swoje prawa, może dumnie nazywać się Polakiem. Ale jeśli ktoś z faktu, że Polska jest ochrzczona, wyciąga wniosek, że jest w niej miejsce tylko dla Polaka-katolika, to ja zaczynam się tego bać.
 

Czego się Ojciec boi?

Obrońców Kościoła się boję.

Chrześcijan się Ojciec boi?

Chrześcijaninem nie jest ten, który mówi, że nim jest, ale ten, który czyni i postępuje według zasad Ewangelii. A ja w tych, którzy krzyczą, że są chrześcijanami i będą bronić Kościoła, nie widzę postępowania według Ewangelii.
Kościół jest dla polityka dużą siłą. Sam prezes Kaczyński powiedział: „nie wygralibyśmy, gdyby nie o. Rydzyk”. To jest skorzystanie z tej pokusy, bo człowiek polityki ma ochotę zaprząc do rydwanu, którym będzie jechał, wszystkie liczące się siły, dające mu większą moc rażenia. Mądry Kościół powinien stać daleko od takich propozycji. Bo to dla niego niebezpieczne.
 

Wszyscy przed tym przestrzegają, a i tak część hierarchów i świeckich robi swoje.

Ja boleję, proszę pana, nad tym, że – w moim przekonaniu – większość z nas to rozumie! Mnie najbardziej boli, że biskupi, którzy są przecież pasterzami i mają na nas wpływ, w tej sprawie nie zabierają głosu.
 

Bo się boją?

Nie wiem. Być może ciągle trwa niepisana zasada, że nie można pokazywać różnic w Episkopacie. To nie jest tak, że nie ma zrozumienia, iż opieranie się na ramieniu świeckim jest niebezpieczne. Część to rozumie.
Zadaniem Kościoła jest głoszenie prawdy o Jezusie Chrystusie! I to tym Chrystusie, który umarł na Krzyżu, a później zmartwychwstał. Chrystus nie siedział na państwowym tronie, nie dzielił na obywateli lepszej i gorszej kategorii. Wstawiał się za biednymi i potrzebującymi. Twarde przestrzeganie zasady rozdzielenia Kościoła i państwa buduje prestiż Kościoła.
 

Ojciec pisze tak: „Siłą państwa jest cnotliwość – roztropność, sprawiedliwość, męstwo – jego obywateli. Ale kiedy państwo, zamiast stać na straży bezpieczeństwa i wolności obywateli, stoi na straży cnót i prawd, to właśnie wtedy wchodzi na drogę totalitaryzmu. Przeżyliśmy to na własnej skórze. Państwo głosiło nam, co jest obowiązkową cnotą i co jest obowiązkową prawdą. Powtarzam: państwo nie jest ani od religii, ani do filozofii, ani od etyki, ani od cnoty”.

Tak. Państwo jest od bezpieczeństwa.
 

A Kościół w tym państwie jest od czego?

Od głoszenia Ewangelii. Tylko i aż.
 

I głosi?

Głosi.
 

I ma się dobrze? Po 1050 latach chrztu i przed wizytą papieża?

Mam zastrzeżenia.
 

Proszę mówić. 

Najpierw myślę, że mamy problem w Kościele ze złą eklezjologią. Budujemy katolicką tożsamość, podkreślając to, co odróżnia nas od wrogów...
 

...słyszałem to milion razy. Turowicz już chyba w latach 50. tak pisał. Później Tischner. Bonieckiemu też się zdarza.

Pisali, i ja tak pisałem, i będę to powtarzał, bo to realny problem.
 

Kręcimy się w kółko.

Nie. Bo gdybyśmy się z tym uporali zawczasu, to dziś nie miałby pan wrażenia, że się kręcimy. I gdy pan przeanalizuje, w jakich sprawach w ciągu ostatnich lat Kościół zabierał stanowczy głos, to zrozumie pan, że problem budowania tożsamości w kontrze ciągle nas zżera od środka.
 

Dlaczego się stawiamy w kontrze?

Bo może nie rozumiemy Ewangelii? Wszyscy, którzy chcą budować katolicką tożsamość w ten sposób, powołują się na zdanie o sprzeciwie wobec Kościoła. Trzeba pamiętać: tam jasno stoi nie, że „Kościół będzie znakiem sprzeciwu”, tylko że „Kościołowi sprzeciwiać się będą”. Jesteśmy nastawieni na wyszukiwanie wrogów i przeciwników. Ciągle w tym naszym życiu jest walka ze światem. Z najprzeróżniejszymi niebezpieczeństwami, które nam zagrażają. Gdy na świat patrzy się w ten sposób, to łatwo się pogubić. Zaczynamy coraz częściej przemawiać językiem nie Kościoła, tylko partii politycznych.
 

Recepta?

Może w antropologii? Trzeba wreszcie zrozumieć, że człowiek został przez Boga wyposażony w umiejętność rozpoznawania dobra i zła. Mnie się wydaje, że przez tę katolicką tożsamość kontry wpadamy w jeszcze jedną pułapkę – już bezpośrednio w samym duchowieństwie – wydaje się nam, księżom, że sami dobrze wiemy, jak wierni powinni postępować. W konfrontacji proboszcz– –wierny zawsze rację ma proboszcz.
 

Czyli klerykalizm.

Otóż to. Dorosłego nie można traktować jak dzieciaka, któremu wszystko trzeba wskazać palcem i chronić przed tym, co mu zagraża. Boli mnie, gdy niektórzy dziennikarze z taką łatwością mówią do człowieka np. „rozwodnik”. Tak jakby to było jego imię. Jakby to była tego człowieka jedyna tożsamość. Tak nie wolno.
 

Pycha.

I zarozumialstwo. Wie pan, ja żyłem w czasach, które do historii przejdą z dość niechlubną kartą. Pierwszy paszport dostałem, gdy miałem 50 lat. W moich czasach, zwłaszcza w Europie Zachodniej, kościoły pustoszały. Tam właśnie głównym powodem wychodzenia ludzi z Kościoła był klerykalizm, który księżom zawsze kazał stać ponad świeckimi. Człowiek zachodni zorientował się, że jest sprawą niedorzeczną, że niby proboszcz wie lepiej od niego, co to jest dobro, a co zło. U nas klerykalizm ma się dobrze. No więc duszpasterstwo nie może opierać się na zakazach i nakazach. Musi być odkrywaniem głodu Boga.
 

Odkrywamy głód Boga mówiąc kandydatom do bierzmowania, żeby przychodzili do zakrystii po podpis potwierdzający obecność na mszy...

To kolejny problem Kościoła. Przekonanie, że jego moc wyraża się w liczbie wiernych na mszach. Niedorzeczność!
Kiedyś prowadziłem rekolekcje na północy Polski. Patrzę, a na roratach cały kościół młodych ludzi. Idę więc do proboszcza i pytam, jak to robi. Odpowiada, że to młodzież do bierzmowania i mają specjalne indeksy potwierdzające obecność w kościele. Po co? „Bo zobaczą przynajmniej raz w życiu, czym są roraty”. Z innego miasta słyszałem o młodzieży, która po bierzmowaniu miała taką tradycję, że w radości, dzień po otrzymaniu sakramentu, uroczyście te indeksy paliła. To jest wynik pychy i zarozumialstwa Kościoła. Pan pamięta, jak z pogardą w polskim Kościele mówiliśmy podczas ostatniego Synodu o Kościołach niemieckim czy francuskim? „U nas jeszcze są ludzie w kościołach, nie to, co tam, na Zachodzie”. Czy to nie pycha?
Ale ja nie chcę pustego kościoła. Nie chcę Kościoła bez duszpasterstwa. Dopóki będziemy pracowali z młodzieżą, to odpływ ludzi z Kościoła będzie, ale może mniejszy.
 

Może nie trzeba się przejmować laicyzacją?

Nie trzeba bać się rzeczywistości. Jest, jak jest. Jak będzie dalej, nie wiem. Ale dla mnie to bolesne, jeśli człowiek porzuca Kościół. To jest ból. Duży ból. Zwłaszcza jeśli taką decyzję podejmuje po naszych błędach i naszych – duchownych – grzechach. Nawet ci, którzy odchodzą od Kościoła, są spragnieni Boga.
 

„Bóg tak, Kościół nie”.

Krzywdzi nas skupienie się na paragrafach. Ostatnio debatowaliśmy w Kościele o rodzinach. Ze ściśniętym sercem wspominam te nieprzespane noce, gdy wraz z małżonkami płakaliśmy razem z bólu, że oni przez swoją przeszłość nie mogą przystępować do komunii. Prawo zamiast miłości.
Miłość to nie jest kazanie. W miłości prawdziwej chodzi o to, żeby komuś ukazać, że jest kochany. Właśnie taki, jaki jest.
Ja od lat szukam słowa. Słowa, które ukaże sens młodym ludziom, niewidzącym potrzeby sakramentu małżeństwa. Ale z drugiej strony, jeśli to ma być tylko forma, może lepiej, żeby tego nie było.
 

Co jeszcze?

Dialog.
 

Znów to samo. 

Tego dialogu w Kościele w ogóle nie ma. Nie można do niego podchodzić w zakłamaniu. Nie można brać niektórych spraw w nawias. Trzeba stawać w prawdzie, i stąd bierze się nasz strach przed dialogiem. Czy to nie jest bolesne, gdy nie ma w Kościele miejsca nie tylko na rozmowę, ale też – tak dla nas przecież naturalną – wspólną adorację Najświętszego Sakramentu? Wielokrotnie, niestety bezskutecznie, proponowałem nie tylko miejsce, ale i czas takiego spotkania. Nie udało się.
 

Podsumuję. Po pierwsze, zła eklezjologia: budowanie katolickiej tożsamości w kontrze do świata. Po drugie, klerykalizm i zła antropologia, w której dorosłego traktuje się jak dziecko. Po trzecie, pycha i nieumiejętność uczenia się od innych. Po czwarte, brak dialogu i budowanie między sobą murów. Po piąte, za dużo paragrafów, za mało miłości.

To wszystko zebrane jest na kolanie. Ale pozostaje mieć nadzieję, że może wizyta Franciszka, który jest nie tylko papieżem, ale przede wszystkim mężem Ewangelii, coś w nas zmieni.
 

Kiedy to pękło? 

Ja bym stawiał na to, co działo się po 1989 r.

To nie była dobra zmiana?

Lepsza niż trwanie w tamtym systemie.
 

Wszystko zrobiliście nie tak.

Ja tuż po 1989 r. wyjechałem do Rosji.
 

Odpocząć.

To był czas ogromnych zawirowań. Rzeczywiście poprosiłem prowincjała, o. Tadeusza Marka, o rok przerwy.
 

A on powiedział, że pojedzie ojciec do Leningradu. 

I dobrze zrobił. Ale ja jeszcze wracam do tego, czy to była dobra, czy zła zmiana. Myśmy, i tu się jakoś biję we własne piersi, nie odbyli poważnej debaty o tym, jak to ma wszystko po ’89 roku wyglądać. Mówili o tym ostatnio politycy i filozofowie, w rocznicę 25 lat wolności. Ale myśmy w Kościele też tej lekcji nie odrobili. Nikt jej nie odrobił.
 

Spokojnie, Ojciec próbował.

Te tygodnie społeczne, tak?
 

Pierwszy w 1989 r.

Tak, krakowski na Stolarskiej. Mówiliśmy wtedy o pluralizmie. Drugi był ciekawy, bo w 1990 r. Michnik debatował o Kościele, Kłoczowski o lewicy, a redaktor Szostkiewicz o lękach. Wtedy, w tym jednym momencie, mogli się z nimi spotkać Niesiołowski z Macierewiczem.
 

Dziś raczej nie do pomyślenia. 

I w Polsce, i w Kościele, sam pan widzi. I co ja mogę? Wiem, że w Kościele jest cała masa dobrych rzeczy. Ale też wiem, że w naszym życiu religijnym problemy wynikają ze złych nawyków.
 

Pęknięcie to jedno, a kiedy się Ojciec zorientował, że trzeba coś zrobić?

Jak wróciłem z Rosji, to zobaczyłem, że coś się zaczyna tu psuć.
 

Który to był rok?

Połowa lat 90.
 

I co wtedy?

No nic. Widzę, że Kościół ma twarz o. Rydzyka. Widzę, że podziały się pogłębiają.
 

I?

Nic.
 

Może trzeba było razem z Tischnerem i Turowiczem np. pojechać do papieża?

Odnosiłem wrażenie, że on o tym wszystkim wiedział.
 

Skąd?

Bardzo dużo ludzi jeździło do Rzymu.
 

I nic nie zrobił?

Coś próbował.
 

Napisał do Turowicza, że się niepokoi „Tygodnikiem”.

To był błąd redakcji, że ten list opublikowała.
 

Nie mieli nic do ukrycia. To był prywatny list, a Jerzy Turowicz sam prosił o możliwość jego publikacji. Zresztą, poza tym jednym zdaniem, Jan Paweł II bardzo pismo chwalił.

Oni właśnie wtedy powinni pojechać do papieża.
 

A Wy, w zakonie, rozmawialiście o tym, co się dzieje?

Z kilkoma braćmi rozmawialiśmy. Bardzo nielicznymi. Ale też niech pan od nas nie wymaga, że będziemy potrafili wyprzedzić bieg historii. Ja później słałem list, choćby do nuncjusza.
 

W 2010 r. 

Nie zamierzałem wcale pisać pogłębionego raportu o stanie polskiego Kościoła.
 

To po co ten list?

Chciałem zawołać do biskupów, żeby wzięli na siebie odpowiedzialność za Kościół. Ale to był mały listek.
 

Przypomnę tylko fragmenty. Zapanował triumfalizm. Episkopat jest rozbity i nie potrafi rozwiązywać problemów. Kościół nie zajmuje się młodym pokoleniem. Mieszamy się do polityki. 

Reagując na te problemy, byłem przekonany, że tak trzeba.
 

I co, spodziewał się Ojciec, że abp Migliore zwoła Episkopat i powie do abp. Michalika: „Józiu, daj już spokój z tą polityką”?

Miałem nadzieję, że to coś da. W moim przekonaniu zareagowałem słusznie. Wierzę, że kogoś zawstydziła ta reakcja. Tylko że w Polsce nie ma płaszczyzn porozumienia. A Kościół wychowuje, jak pan wie, do posłuszeństwa.
 

Jest tu miejsce na myślenie?

Coraz mniej. Młodym chłopakom w seminariach podawana jest doktryna. Przypadkiem nie filozofuj. Przyjmij doktrynę i prawdy wiary. Będziesz dobrym księdzem. A na egzaminie nie masz myśleć, tylko masz deklamować wyuczone wcześniej reguły.
 

Biernie, ale wiernie.

Coś tu się stało. Ja nie wiem. Przecież napisałem, ku oburzeniu licznych księży, że wielu z nich jest zarażonych ksenofobią i antysemityzmem. Nie wiem, jak to się stało. Jak to się dzieje. Nie wiem.
 

Nie chcę, żeby Ojciec znów tylko narzekał.

Gdy byłem w Rosji, mówiłem im, że potrzebują w Kościele proroka.
 

Czyli kogo?

Prorok to taki człowiek, który znajdzie odpowiednie słowo i jest wysłuchany przez naród. Tego nam tu dziś brakuje.
 

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić w tej Polsce człowieka, który będzie przez wszystkich słuchany. 

(milczenie) Ja sobie to troszkę jednak wyobrażam. Gdyby dziś innym głosem zaczął mówić ojciec Rydzyk?
 

Bez żartów. 

Gdyby miał odwagę abp Michalik, w swoim czasie. Gdyby znalazł się człowiek, który ma odwagę i ma siłę. A może to będzie papież? Dlaczego tu jest taki rozdźwięk między tym, co mówi Franciszek, a tym, co mamy w Kościele?
 

No dlaczego?

Bo on myśli ewangelicznie, a my myślimy prawnie.
 

To może tu w ogóle nie ma Kościoła, skoro jest tak źle? Może tu jest chrzest dany w 966 r., ale nie ma Ewangelii?

Niech pan nie przesadza. Jest Ewangelia w nas. Przez całe życie spowiadałem ludzi. Często byłem zawstydzony tymi spowiedziami. Ludzie żyją Ewangelią. A w społeczeństwie musimy prosić i czekać na proroków, którzy znajdą odpowiednie słowa. Jeśli tak dalej pójdzie, jak się dzieje w ostatnich tygodniach, to za cztery lata jedna trzecia Kościoła odpłynie. I tak: biję się we własne piersi, bo za łatwo nam przychodzi mówienie, co jest złe, ale mnie w głębi serca chodzi o to, żeby znaleźć receptę. Odpowiedzieć na pytanie, co należy zrobić.
 

To co należy?

Każdy ma wypełniać swoje zadanie, do którego jest powołany. Trzeba być na swoim miejscu. Innej odpowiedzi nie mam. Gdy pan zobaczy, że powinien reagować, to niech pan reaguje. Słuchać trzeba swojego sumienia! ©℗

O. LUDWIK WIŚNIEWSKI OP (1936 r.) jest dominikaninem, rekolekcjonistą, byłym duszpasterzem akademickim, działaczem opozycji antykomunistycznej. Autor głośnego, opublikowanego na łamach „Tygodnika” artykułu pt. „Gdzie my jesteśmy”, za który otrzymał nagrodę Grand Press. Jego teksty dostępne są na stronie powszech.net/owisniewski. Mieszka w Lublinie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dominikan, długoletni duszpasterz akademicki. W PRL działacz opozycji antykomunistycznej. Laureat Medalu Świętego Jerzego. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” dokonywał wnikliwej diagnozy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Mądre słowa, ale czy to nie będzie jak zawsze głos wołającego na pustyni ? Rządzącej partii, Radiu Maryja i przynajmniej pewnej części episkopatu odejście od punktów skrytykowanych powyżej przez o. Wiśniewskiego będzie równało się unicestwieniu wyznawanej przez nich doktryny. Bo kto jest tzw. twardym elektoratem PiS i zarazem wiernym słuchaczem Rydzyka ? Głównie mieszkańcy galicyjskiej i "kongresowej" prowincji oraz stara emigracja amerykańska zresztą pochodząca w zdecydowanej większości z wyżej wymienionych stron. Cała ich wiara może i głęboka i szczera jest jednakże miksem katolicyzmu ludowego i przedsoborowego o silnym rysie endeckim. Tak po prostu zostali wychowani czy to przez swoich rodziców czy przez swoich księży w dzieciństwie. Zatem niestety, ale głos ojca Wiśniewskiego zostanie pominięty na rzecz głosu o. Rydzyka przy cichej aprobacie hierarchii gdyż po prostu tych drugich w Kościele jest teraz więcej.

Ojcze Ludwiku, a może chodzi o to, że w poprawności politycznej zgubiła się Prawda. Że duchowni boją się powiedzieć "tak, tak, nie, nie", bo boją się, że się to obróci przeciw nim. Ja często wyczuwam ten lęk w wypowiedziach duchownych i strach przed powiedzeniem, że np. w słowach polityków PIS czuć obłudę, interes ponad idee. To powoduje, że nie potrafimy zachwycić się naszymi pasterzami, bo widzimy, że nie mówią prawdy. To powoduje, że ciężko nam bronić Kościoła, w szczególności instytucjonalnego, bo sami go gdzieś w duchu krytykujemy ... Postawa wybierania mniejszego zła nie zachwyca niestety, a może na szczęście. Myślę, że wyzwolenie jest w prawdzie. Potrzeba odważnych, którzy powiedzą "tu i tu zbłądziliśmy, tu i tu się różnimy, ale przecież mamy najwspanialsze wartości, których chcemy bronić i które chcemy przekazać. To ważniejsze. Czasem mam wrażenie, że konkordat, który miał być uregulowaniem roli Kościoła w Polsce stał się jego smyczą i kagańcem. Kościół wszedł w politykę i musi być poprawny politycznie, bo jak nie ... A tymczasem giną dusze wiernych odwracających się od takiej postawy.

Cytuje z powyższego wywiadu: "Kościół jest dla polityka dużą siłą. Sam prezes Kaczyński powiedział: „nie wygralibyśmy, gdyby nie o. Rydzyk”." To nie jest twierdzenie prawdziwe. Większość Polaków patrzy niechętnie na PiS właśnie dlatego, że kojarzy tę partię z Kościołem, a zwłaszcza z Radiem Maryja. Ojciec Rydzyk jest obciążeniem dla PiSu, a nie wielkością dodaną jak sugeruje ojciec Ludwik. Sądzę, że Jarosław Kaczyński dobrze sobie z tego zdaje sprawę ale okazuje szacunek i honory dla ojca Rydzyka z tej racji, że Radio Maryja zdecydowanie wspiera PiS. Z innej beczki. Znam takiego dominikanina, który zdobył uznanie liberalnych mediów oraz polityków PO za udział w medialnym linczu na doktorze Chazanie. Szczerze mówiąc mam duży problem z nazwaniem jego postawy ewangeliczną.

wszyscy księża, biskupi, katolicy są w błędzie źle żyją i grzeszą tylko ojciec Wiśniewski żyje według Ewangelii - pycha , pycha i jeszcze raz pycha. Brak pokory a jak wiadomo pycha to pierwszy i główny grzech, od którego wszystko się zaczyna. Brakowało jeszcze stwierdzenia, że wszyscy politycy i wyborcy PO, Nowoczesnej, PSL-u, SLD, Razem żyją według Ewangelii i są sprawiedliwi a politycy i wyborcy PIS-u i Kukiza to diabeł wcielony, który wymaga ochrzczenia i nawrócenia z pogaństwa. Amen. :)

Brakowało ale już jakiś cwaniaczek zostawił brudny ślad i już jest dobrze; zgodnie z "niepokornym" zakłamaniem.

Obawiam się, że cenzurę, nieformalną wprawdzie, mamy od lat. Podaję dość charakterystyczny dla III RP przypadek. Gość Niedzielny NR45 z 8 listopada ubr. Cytuję: "Także sensacyjne słowa Krzysztofa Winiarskiego, b.współpracownika CBŚ ( brał udział m.in. w rozpracowaniu mafii paliwowej ) nie przebiły się do głównych mediów. "W 2007 roku Bronisław Komorowski nalegał na mnie, by dostarczyć "jakieś kwity na Prawo i Sprawiedliwość" w zamian za korzyści materialne" - zeznał świadek, twierdząc, że dysponuje nagraniem tej rozmowy. ..... Świadek stwierdził, że jego życie jest zagrożone i prosił o przywrócenie mu pozwolenia na broń." Koniec cytatu

Jak mozna tak kuriozalne wnioski wyczytać z wypowiedzi ojca? Prosze przeczytać artykuł raz jeszcze, wyrzucić emocje negatywne, nie stawiać oni -my.

Nie masz racji. Takiego kościoła o jakim mówił wiele wiernych oczekuje i bardzo by takim chciał go widzieć. I nic nie było o politykach ani o polityce. Rozumiem że sam należyć do tzwn. grupy stałego wsparcia Pis i myślących a nie posłusznych ślepo uważam za pysznych. Prosze ogarnij się i włącz myślenie. Pozdrawiam
Obrazek użytkownika Michał Stachura

Im więcej polityki w kościele tym mniej wiernych na mszach. Tu nie ma co czarować rzeczywistości, wystarczy spojrzeć na historię jaka miała miejsce na zachodzie. Że w Polsce katolicyzm jest silny i nie upadnie... Kolejne zaklinanie rzeczywistości. Ludzie w kościołach na kazaniach usypiają z nudów a nie rozmyślają o Bogu. Brak dojrzałych rozmów o Bogu i jawne okazywanie poparcia politycznego wyludni kościoły w Polsce, tak jak wyludniło na zachodzie Europy.

Nie jest prawdą, że przyczyną opuszczania Kościoła przez wiernych jest politykowanie księży. Człowiek wierzący co najwyżej zmieni sobie godzinę mszy świętej we własnej parafii, względnie przeniesie się do innej parafii gdy wszyscy księża w jego parafii głoszą mizerne kazania. Z moich obserwacji wynika, że Kościół katolicki opuszczają ludzie, którzy się upili własnym dobrobytem. Dostrzegam to zjawisko nawet w mojej rodzinie. Ci najbogatsi spędzają Święto Wszystkich Świętych w Tajlandii, a Boże Narodzenie w Australii, a przed wyjazdem koniecznie jeszcze muszą zagłosować na Platformę Obywatelską.

Płytkie wnioski wyciągane na podstawie ja i mój brzuch, Rydzyk bardzo przyczynia sie do opuszczania przez wiernych Kościoła, gdyby nie niektórzy księża - ziało by tam pustką. I znow robisz co wszyscy ci " źli" niewierzący z PO a ci " super teoretycznie wierzący" to z PISlamu czy to czemuś służy

Z kościoła odchodzą wszyscy jak leci - i prości, i wykształceni, bogaci i biedni - choć oczywiście tradycyjne trendy się utrzymują, np. najpierw miasto, potem wieś. Udawanie, że się tego nie dostrzega, wskazywanie palcem jedynie na tych, co się 'upili dobrobytem' niczego tu nie zmieni, poza być może chwilową poprawą samopoczucia Szanownego Pana. Oficjalne kościelne statystyki potwierdzają powszechność odwrotu od ambon - z powodów różnych, ale także w proteście przeciw politykierskim agitkom głupawych plebanów i pysznych biskupów. A co do 'człowieka wierzącego' - w kościele jednak od zawsze była i jest przewaga ludzi myślących, a ci nie będą szukać mniej nawiedzonego księdza - to oni właśnie odchodzą pierwsi.

Nie masz racji. Wiele wiernych odeszło od Koscioła raczej przeszło na wiare bez Kościoła jako instytucji. A ponadto dlaczego potepiasz ludzi spedzajacyh swieta zagranicą. Jadać w wigilie do rodziny w pociągu jechała rodzina zagranice (tata, mama, syn i babcia). wieźli w walizce akcesorie na swieta stroik, troche jedzenia - chcieli spedzic w hotelu wigilie razem. A było to super sympatyczna rodzina, miła dla innych (wydaje mi sie ze chyba ojciec mial jakas konferencje). Wydaje mi sie ze prawdziwa wigilia nie polega na siedzeniu przuy stole i wcinaniu tradycyjnych potraw tylko na duchu miłosci i radosci oraz nadziei.

Nie przypominam sobie aby po II wojnie św, a zwłaszcza po soborze na zachodzie kościół jawnie popierał jakieś opcje polityczne. Poza frankistowską Hiszpanią, salazarowską Portugalią oraz Irlandią sprzed 1990r. Katolicyzm utrzyma się u nas i to jeszcze w bardziej konserwatywnej formie. Choć faktycznie znacznie spadnie liczba wiernych. Co prawda powoli wymierają pokolenia, które masowo co niedziela chodziły do kościoła lecz młodzi o poglądach narodowych i ogólnie prawicowych wracają do katolicyzmu i to tego przedsoborowego. Kiedyś oglądając obrazki z mszy w rycie trydenckim z pewnego polskiego miasta zauważyłem, że na tej mszy dominują osoby młode nie zaś jak to zazwyczaj bywa osoby starsze. W ogóle w ostatnich latach wśród kleryków i nowo wyświęconych księży dominują ci o poglądach skrajnie prawicowych jak np. ks. Międlar, o którym parę tygodni temu był artykuł tutaj w Tygodniku. Zatem za kilkanaście-kilkadziesiąt lat ludzie polskiego Kościoła nadal będą wspierać pewne środowisko polityczne i to bardziej radykalne niż PiS inna sprawa, że wtedy także i większość wiernych będzie zwolennikami tego nurtu. Prawda jest taka, że osoby młodsze o poglądach umiarkowanych już od dawna w zdecydowanej większości są zlaicyzowani i dosyć rzadko wybierają jako życiową drogę stan duchowny. Podsumowując wszystko polski Kościół się skurczy i to znacznie, ale jednocześnie przy tym jeszcze mocniej odbije w prawo.

Po pierwsze – jestesmy przyzwyczajeni do mitu, ze Polska istnieje dopiero od daty chrztu – czyli od 966 roku. A co bylo wczesniej - biala plama, zadnych struktur panstwowych. Przeciez osadnictwo Slowian zaczelo sie 10.000 lat temu. Takie podejscie historyczne, ze Polska istnieje od momentu chrztu w 966, ma podloze – typowo socjotechniczne. Oto bowiem podswiadomie laczy organizm panstwa polskiego z KK. Po drugie - Katolicyzm wypaczyl sie, z pasterzy wylazi zaklamanie a lud chce wierzyc, bo nie kazdy moze zyc bez nadziei, bez wiary i to bez wzgledu na wiek. Do tego dochodzi przyjeta przez kosciol opcja narzucania prawd wiary. Istnieje duze prawdopodobienstwo , ze niepoprawne zrodla niezgodne z linia kosciola byly niszczone. Byly niszczone na rozkaz Konstantyna, Teodozjusza i Walentyniana. Kilka wiekow tego typu praktyk ugruntowaly przekonanie, ze przeklamywanie czy niszczenie kronik nie jest niczym zlym - wszak to tylko pozbywanie sie w "oczywisty" sposob falszywych (bo nie zgodnych z prawdami wiary) dziel. Nic wiec dziwnego, ze wiekszosc zrodel jakie przetrwaly to takie, ktore zostaly zaaprobowane przez owczesna cenzure. I jak mozna nazwac kosciol przyjacielem nauki wobec mechanizmow jej cenurowania jakie stworzyl. Praktyki te czyli potepianie “heretykow” przez kosciol i masy to propaganda i manipulacja stosowana do dzis, dajac do zrozumienia, ze kosciol posiada wszelka racje i prawde, bo gdy ktos mysli inaczej – zostaje “zniszczony” na zasadzie jak nie znami, to przeciw nam. Tego typu ukierunkowane oddanie juz nawet nie idei, ale ludzkiej organizacji nosi znamiona manii. Ludzie w ten sposob myslacy zawsze znajduja się w pierwszym szeregu kochajacych i placzacych - czy to za JP II czy za Stalinem. W tym roku przybywa do Polski papiez Franciszek. Znajac jego otwartosc, troske i milosc do ludzi, co On powie, zwazywszy na poglady naszych “gwiazd” KRK. Obawiam sie, ze papiez bedzie musial tlumaczyc sie np. o. Rydzykowi, p. Terlickiemu czy poslance Pawlowicz z troski o innych czy pogladow typu – " kochaj blizniego swego", bo takowe naszym wyzej wymienionym bogobojnym sa po prostu obce.

W pani wywodzie znajduję dwie śmiałe tezy. Pierwsza teza stawia na piedestał taką oto prawdę, iż katolicy polscy kochają jak nikt inny, bowiem swoją miłością obejmują zarówno Józefa Stalina jak i Jana Pawła II. Druga teza mówi zaś o porażającym wręcz u Polaków deficycie miłości do bliźniego, który to deficyt już niebawem zaszokuje papieża Franciszka. Wydaje mi się, że są to tezy wzajemnie ze sobą sprzeczne. Zostawmy to jednak, nie czepiajmy się takich drobiazgów. Sądzę, że nauka ery nowożytnej ma swoje źródło w europejskich uniwersytetach, które powstawały w oparciu o ludzi i struktury Kościoła katolickiego. Nalegam na to aby poświęcić 5 minut na poczytanie o dokonaniach naszych europejskich szlachetnych i bogobojnych przodków. http://libertarianin.org/salamanka-scholastyczna-mysl-wolnorynkowa/

Naprawdę polecam czytanie z większa uwagą, bez nienawiści ze spokojem proszę

Szanownego Pana oczywiste niezrozumienie stosunkowo łatwego tekstu może być wskazówką do wyjaśnienia innych kuriozalnych opinii w Jego komentarzach. Dotyczy to także szermowania argumentami typu 'nauka ery nowożytnej (..)w oparciu o kościół'. Cóż, można tkwić w dowolnym błędnym przekonaniu, to nie boli - co najwyżej na śmieszność naraża. Nauka w kręgu cywilizacyjnym chrześcijaństwa zaczęła ledwie pączkować dopiero kilkaset lat po jej burzliwym rozwoju w strefie islamu. A uczelnie i naukowcy muzułmańscy błyszczeli na firmamencie nauki wieki przed przykościelnymi szkołami w Europie. Zaś przed chrześcijaństwem cywilizacja helleńska i hellenistyczna owocowały wspaniałymi i po dziś dzień cenionymi dokonaniami jej wybitnych naukowców. Szanowny Pan zechce dogłębniej zapoznawać się z tematem który porusza - uniknie podobnych wpadek. Na koniec rozważyć proponuję uczciwie tezę, iż kościół był przez wieki (i pozostał...) Wielkim Hamulcowym rozwoju nauki. Z Panem Bogiem.

Zeby Sz.P. byl zadowolony to dodam jeszcze miedzy JP II a Stalinem uwielbienie Polakow np. do Isaury i Leoncio, gdzie na czesc ich wizyty w Polsce wiwatowaly tysieczne tlumy :) To tak na marginesie jak dziala socjotechnika a w tym przypadku popularnosc. // Slusznie pan pisze o deficycie milosci do blizniego - na ten temat moga sie wypowiedziec glownie nasi hierarchowie czy katecheci nauczajacy religii w szkolach. // Pan podchodzi do tematu w bialych rekawiczkach nie chcac zrobic sobie krzywdy. Prosze powiedziec, jak mozna nazwac kosciol przyjacielem nauki wobec mechanizmow jej cenzurowania jakie stworzyl. Czy Indeks ksiag zakazanych nie byl totalitarnym narzedziem walki z umyslem ludzkim. To zasluga tylko kosciola katolickiego (protestanci nie mieli takich wynalazkow o ile pamiec mnie nie myli). Potepianie heretykow do ktorych zachecane byly masy to propaganda i manipulacja w czystej postaci. Gdy patrzymy z dziesiejszej perspektywy , okazuje sie , ze prawie wszyscy znaczacy mysliciele , naukowcy i filozofowie byli na indeksie. Mysl naukowa I filozoficzna rozwijala sie wbrew cenzurze , a nie pod patronatem kosciola. Walka kosciola z umyslem miala glebsze podstawy . Nauka na poczatku miala sluzyc kosciolowi do udowodnienia mitow w jakie wierzyl, a nie rzeczywistemu poznawaniu swiata. W zwiazku z postepem cywilizacji , powszechnym dostepem do wiedzy i odkrywaniem swiata , nastepuje weryfikacja tez i zalozen dogmatow kosciola.

Większość Amerykanów jest przekonana o tym, że USA to światowy lider w dostępie człowieka do dóbr wszelakich, że to kraj nieograniczonych wolności i możliwości i że tak już było od powstania tego kraju. Szczycą się swoją pionierską konstytucją i zazwyczaj zapominają o tym, że dopiero 13-ta poprawka do tamtejszej Ustawy Zasadniczej z 1865 roku zniosła w USA niewolnictwo. Warto dodać, że różnego typu formy segregacji rasowej czy też rasowej dyskryminacji były praktykowane jeszcze przez wiele lat, a nawet są spotykane współcześnie. Ale i tam straszy się europejskim średniowieczem no bo jak ktoś chodził z mieczem i nosił efektowny hełm no to musiał przecież mieć zakuty łeb. A te wszystkie katedry i zamki ( np ten w Malborku ) zbudowały się tak jakoś chyba na marginesie, niechcący i przypadkiem zdecydowanie bez ludzkiej pracy, wiedzy, nauki. Wiadomo przecież, że Kościół katolicki przeszkadzał więc to pewnie dzieła Chińczyków względnie UFO były. Z tym indeksem ksiąg zakazanych bywało różnie. Uniwersytet w Salamance, o którym miała okazję pani poczytać ( patrz wyżej ) w okresie swej świetności dorównywał Oxfordowi ( niektórzy twierdzą, że nawet przewyższał ). Wykładano tam wszelką dostępną współcześnie wiedzę naukową w tym, a jakże dlaczego by nie, teorie dotyczące sfer niebieskich autorstwa Mikołaja Kopernika. Na indeksie były owszem tam pewne księgi. W większości dotyczyły one obyczajności czy też raczej nieobyczajności księży katolickich.

Po co cofac sie do sredniowiecznego Malborka, wystarczy popatrzec dzisiaj na bogactwo i okazalosc chocby diecezji w Polsce.// Chyba nie bardzo rozumiesz to czym jest nauka i kto wypracowal zasady, na ktorych opiera sie ona. To wlasnie zroblili Grecy. Tak jak i stworzyli podstawy etyki, ktora bezposrednio wywodzi sie z filozofii. Przypomne ci tylko, ze do czasow Leonarda da Vinci na przyklad sekcja zwlok byla zakazana i medycyna opierala sie tylko na dzielach antycznych takich myslicieli jak Galen i Hipokrates, studiowanych wylacznie teoretycznie. A kto sie sprzeciwial praktyce sekcji zwlok? -oswiecony kosciol, ten ktory nigdy sie nie przeciwstawial podobno rozwojowi nauki. Kosciol selekcjonowal sobie tych naukowcow i ta nauke, ktora mu pasowala. Mozna wymieniac duzo wiecej. W zasadzie najwazniejsze nie jest to, ze kosciol popelnial bledy, ale chodzi o to, ze odrzucajac tezy naukowe - fizycznie tepil glosicieli tych tez. Heliocentryzm i Atomizm zostaly ostatecznie potwierdzone w sposob namacalny i nie budzacy watpliwosci, a teorie te przez ponad tysiaclecie byly przez kosciol tepione. Posuwano sie nawet do majstrowania przy zyciorysach (propaganda na temat ich rozwiazlosci itp.) filozofow, ktorzy sformulowali niepopularne tezy, nie wspominajac o przeklamywaniu ich tez - co mialo miejsce z Epikurem i jego uczniami. Nie zapominajmy o ogromie naukowego wkladu nauki islamskiej. Badania historyczne dowodza, ze wiekszosc osiagniec matematyki XVII i XVIII wieku przypisywanych "naszym" matematykom, zostalo kilka wiekow wczesniej sformulowanych przez matematykow islamskich. Algorytm oraz algebra - pochodza z prac Muhammad ibn Musa al-Khwarizmi, ktory rozwinal rachunek ukladow rownan liniowych i kwadratowych.// Filozofia - prace filozofa Avicenna , jego metafizyka inspirowala Tomasza z Akwinu.// Medycyna - Rhazi , wprowadzil pojecie obserwacji klinicznej, badal alergie czy reakcje immunologiczne.// Chemia - ten sam Rhazi wynalazl kilka aparatow (destylator, kolba) uzywanych w chemii do dzisiaj. Nie mowiac o astronomii, logice metodach naukowych (wszystko jeszcze w pierwszym tysiacleciu naszej ery).// Twoje odrzucenie calego przedchrzescijanskiego dorobku ludzkosci mozna tlumaczyc tylko dewocja. Nauka przed Chrzescijanstwem byla. Filozofowie antyczni byli prekursorami nauki a ich tezy i metody , oceniajac z perspektywy czasu byly doniosle. Organizacja, ktora mylila sie juz tyle razy i z takim uporem i niewzruszona pewnoscia przy swoich bledach obstawala, nie zasluguje na miano az takiego przyjaciela nauki.

Ludzie poznają świat i Boga powoli i mozolnie. Popełniają przy tym mnóstwo błędów. Warto jednak zadać sobie pytanie dlaczego 90 procent światowego dziedzictwa kultury to dokonania europejskich chrześcijan. Sekcja zwłok budzi pewne kontrowersje do dzisiaj. Przypomnę, że zarówno wyznawcy islamu jak i judaizmu uważają tego typu badania za niedopuszczalną profanację zwłok. Zresztą na tym tle dochodziło do konfliktów na polskich akademiach medycznych. Żydzi przeprowadzali badania na zwłokach wyłącznie zmarłych gojów co budziło agresję niektórych gojów żywych. Warto zadać sobie pytanie czy największe w historii człowieka dramaty czyli niemiecki nazizm i sowiecki komunizm były raczej efektem posłuszeństwa kościołom chrześcijańskim czy też raczej odejściem od ich nauczania.

Niedorośnięty ogórek o ambicji bycia dynią.

Nie wiedzialam, ze dyby, gilotyna, balestry, arkebuzy, kolo do lamania kosci wymyslone przez chrzescijan sa zgodne z moralnoscia chrzescijanska i sluzyly calemu spoleczenstwu. Ale skoro tak twierdzisz, to nie mam powodu ci nie wierzyc.// Chodzi o to aby ludzie potrafili w sposob rozumny skorzystac z nauk plynacych z Biblii. Wiara ma sluzyc ku dobremu, a nie wszczynaniu wojen religijnych. W Dekalogu wyraznie zapisano "nie zabijaj", wiec jak wytlumaczyc zbrodnie Inkwizycji i co takiego pozytywnego wedlug ciebie te zbrodnie przyniosly. Czym roznil sie np. proces Galileusza przez Urbana VIII od procesow rezimow komunistycznych przeciwko niepokornym? // Chrystianizacja kosciola powinna polegac raczej na uzasadnianiu prawdy zycia a nie prawdy z zycia.

Ojcze Ludwiku, dziękuję Tobie za to ze dzielisz sie swoimi myślami, czasem sie zgadzam czasem nie, ale zawsze sie cieszę na Twoje słowa. Takich duszpasterzy potrzebujemy. Wierze w Boga, nie przepadam za klerem zwłaszcza wstyd mi za hierarchów. Rydzyk nie jest dla mnie kapłanem. Straszny facet - nic wiecej
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]